
-
Polacy odegrali kluczową rolę w powstaniu i rozwoju chińskiego miasta Harbin, budując kolej, infrastrukturę miejską oraz zakładając instytucje społeczno-gospodarcze.
-
Po II wojnie światowej Polacy zostali zmuszeni do opuszczenia Harbinu i osiedlili się głównie na Ziemiach Odzyskanych.
-
Dziś potomkowie polskich osadników w Harbinie pielęgnują pamięć o swoich korzeniach.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Harbin to dziś kilkumilionowa metropolia na północnym wschodnie Chin ciesząca się od dekad z rozwoju ciężkiego przemysłu, a w ostatnich latach także z turystycznego boomu. Ale gdy pod koniec XIX. wieku Harbin zyskiwał miejskie prawa, nikt tego przewidzieć nie mógł.
Założycielem miasta był Polak, Adam Szydłowski. W 1898 roku od Głównego Zarządu Budowy Kolei Wschodniochińskiej dostał zadanie rozwinięcia sieci w Mandżurii. – Przybyli z Imperium Rosyjskiego polscy inżynierowe kolejowi zaczęli realizować przedsięwzięcie znane jako Kolej Wschodniochińska, która miała połączyć Bajkał z Morzem Japońskim – opisuje Muzeum Historii Polski w Warszawie.
Szydłowski dotarł do Acheng – dzisiaj jednej z dzielnic Harbinu – i zdecydował o budowie w niej miasta. Miesiąc później – czyli w maju 1898 roku – do nowo utworzonego miasta zaczęli zjeżdżać inżynierowie i pracownicy, którzy mieli wybudować kolej.
Jeden dziadek został po wojnie, drugi przyjechał, aby budować kolej
Kilka lat później, w 1905 roku, dołączył do nich dziadek Romualda Oziewicza. – Rodzina ze strony ojca, a właściwie dziadka, pojawiła się przy okazji wojny rosyjsko-japońskiej. Po wojnie była opcja pozostania, bo potrzeba było ludzi. I dziadek Zygmunt został. Dziadek Adam, od strony mamy, w 1919 roku wyjechał bezpośrednio do pracy na kolei wschodniochińskiej – opisuje Oziewicz w rozmowie z Interią.
Jest prezesem Klubu Harbińczyków w Szczecinie. Doskonale zna historie swoich przodków budujących miasto na wschodzie Chin. – Praca na kolei uchodziła za bardzo dobrą. Około 30 proc. kadry technicznej, obsługi czy kierowników stacji to byli Polacy, a język polski był powszechnie używany na kolei – mówi. Relacjonuje, że koszty życia były niskie, a kolejarze dostawali ziemię. – Zakładali więc rodziny, często mieszane, bo Polek było mało – dodaje.
Muzeum Historii Polski w Warszawie wspomina, że to Polacy wytyczyli układ głównych ulic i zaplanowali transport publiczny, a wkrótce zbudowali w Harbinie:
-
dworzec,
-
szpital,
-
kościoły,
-
czy szkoły.
– Polacy dobrze zarabiali, więc i chcieli, aby polska społeczność była wpływowa. Powstało gimnazjum imienia Henryka Sienkiewicza, a oprócz kultury Polacy mieli też sukcesy gospodarcze. Założyli pierwszy w Chinach browar europejskiego piwa i cukrownię z buraka – opowiada Oziewicz. Uważa, że do dzisiaj tylko w mieście, które budowali Polacy można kupić „taki chleb i taką kiełbasę” jak w ojczyźnie.

„Była presja, aby Polacy wyjeżdżali”. Trafili na „Ziemie Odzyskane”
Oziewicz urodził się w 1950 roku w Harbinie. Dwa lata później jego rodzina wyjechała do Polski. – Po II wojnie światowej i w trakcie wojny domowej w Chinach starano się usunąć obcokrajowców. Chińczycy mieli traumę z poprzednich dziesięcioleci i obawy przez krajami Zachodu. Był nacisk na to, aby Polacy wyjeżdżali – mówi prezes Klubu Harbińczyków w Szczecinie.
Trafili przede wszystkim na tereny tzw. Ziem Odzyskanych. Według relacji Oziewicza głównymi kierunkami były m.in.: Olsztyn, Elbląg, Trójmiasto czy Szczecin. – Gdzie przecież chwilę wcześniej wysiedlono Niemców i były pustki – mówi.
Lokalna gazeta, „Kurier Szczeciński”, w 1949 roku relacjonowała przyjazd „364 Polaków z Mandżurii, którzy w ciągu 22 dni przejechali trasę 12 tysięcy kilometrów„.
– Większość z nich pochodzi z Charbinu (pisownia oryginalna – przyp. red.). Wszyscy widzą Polskę po raz pierwszy, ale wszyscy – od pięcioletniego brzdąca do 70-letniego staruszka – bezbłędnie mówią po polsku. W Mandżurii zachowali oni – pomimo wielu lat tułaczki – swą odrębność narodową. Chodzili do polskich szkół – lub uczyli się w domu. Ich językiem ojczystym pozostała polska mowa. Jest to zasługa ojców i matek, którzy niekiedy za tę polską mowę zesłani zostali na przymusowe roboty w głąb carskiej Rosji – pisał „Kurier Szczeciński” prawie osiem dekad temu.

Polacy z Harbinu? „Zapomniana historia”
Pół wieku później w Szczecinie powstał klub, którzy zrzesza potomków twórców chińskiej metropolii. – Zostało nas kilku, którzy się urodzili w Harbinie. Starsze pokolenie odchodzi, ale młodzież i to nie tylko w pierwszym pokoleniu, też się tą historią interesuje – opowiada prezes Oziewicz. W centrum Szczecina jedno z rond nosi nazwę „Polonii Mandżurskiej”.
Tian Wang urodził się w Polsce, jego rodzice są Chińczykami. Od lat spotyka się z członkami Klubu Harbińczyków, a ich historię nazywa „nieco zapomnianą”. – Ta historia nie jest powszechnie znana ani wśród Polaków, ani wśród Chińczyków. Obawiam się, że wraz ze starzeniem się i odchodzeniem kolejnych potomków Polonii z Harbinu będzie ona niestety jeszcze bardziej zapomniana. Wielka szkoda – mówi Interii Wang.
Dodaje, że dla niego to „punkt zaczepienia w historii między Polską a Chinami”. – Jako że urodziłem się w chińskiej rodzinie w Polsce, to ma dla mnie duże znaczenie. Pokazuje, jak zawiłe potrafią być ludzkie losy i jak głęboko mogą sięgać narodowościowe korzenie – mówi Tian Wang.
Według danych Książnicy Pomorskiej w Szczecinie tuż po drugiej wojnie światowej do stolicy Pomorza Zachodniego przyjechało około ośmiuset Polaków z Chin, a pół tysiąca zostało na stałe. Dzisiaj to właśnie w Książnica składuje „zbiory harbińskie”.
– To zespół niezwykłych dokumentów, fotografii, przedmiotów i spisanych osobistych relacji związanych z życiem licznej polskiej diaspory z Mandżurii – podaje instytucja.
– Wspomnienia o Harbinie i więzi z tym miejscem pozostały tak silne, że Polacy z dumą nazywają siebie „Polakami z Harbinu” – opisała z kolei Chińska Ambasada w Polsce, publikując w mediach społecznościowych film przedstawiający historię powstawania metropolii z polskim śladem.












