
-
Jason Lambert z Wielkiej Brytanii utonął na plaży w Tajlandii po porwaniu przez silny prąd wsteczny.
-
Siostra zmarłego relacjonowała dramatyczne wydarzenia, które rozegrały się na oczach rodziny.
-
Rodzina Lamberta zgłaszała zastrzeżenia do działania lokalnych służb ratunkowych, a ratownik dyżurujący przyznał, że nie potrafi pływać.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Do tragedii doszło pod koniec listopada ubiegłego roku na popularnej plaży Freedom Beach w Phuket.
Jason Lambert wypoczywał tam podczas rodzinnych wakacji, gdy wraz z grupą ośmiu innych osób został porwany przez silny prąd wsteczny.
Tajlandia. Śmierć brytyjskiego turysty. Porwał go prąd wsteczny
Lauren Smy, siostra zmarłego, opisała, że cała sytuacja rozegrała się w ciągu kilku sekund. W wywiadzie dla „Daily Gazette” wspominała, że grupa, w tym ona sama, stała w wodzie sięgającej pasa, kiedy nagła fala zabrała ich w głąb morza.
Kobieta w panice wołała brata o pomoc, a on próbował dopłynąć do niej, chwytając ją za rękę. Wtedy kolejna fala porwała ich dalej w morze i straciła z nim kontakt. Lauren Smy przyznała, że w tym momencie była przekonana, iż nie uda jej się przeżyć, bo mimo wysiłków nie mogła wydostać się na brzeg.
– Wtedy pojawił się jakiś mężczyzna i pomógł mi. Kiedy zaczęłam wracać na brzeg, inny postawny facet wszedł do wody, złapał Jasona i wyciągnął go na piasek, gdzie wszyscy natychmiast ruszyli z reanimacją – opowiadała.
Brat kobiety trafił następnie do szpitala Patong w Phuket, gdzie zmarł jeszcze tego samego popołudnia.
Tragedia w Tajlandii. Ratownik przyznał, że nie potrafi pływać
Rodzina Lamberta wróciła do Wielkiej Brytanii dwa dni po tragicznej śmierci mężczyzny. Ciało 37-latka dotarło jednak do kraju dopiero po Bożym Narodzeniu. Jak twierdzi jego siostra, w tajlandzkim szpitalu nie pobrano próbek krwi, a sekcję zwłok wykonano dopiero po upływie dwóch tygodni.
Kobieta wskazała również na rażące błędy w pracy służb ratunkowych w Tajlandii. – Ten ratownik powinien być przeszkolony – na tym polega sedno sprawy… Ratownik, który miał wtedy dyżur, powiedział nam, że nie potrafi pływać – przekazała w rozmowie z mediami.
Według ustaleń „The Independent” lokalne media informowały krótko po tragedii, że policja nie odnotowała żadnych zastrzeżeń ze strony rodziny Lamberta ani wniosków o dalsze dochodzenie. Brytyjski koroner uznał, że śmierć 37-latka była nieszczęśliwym wypadkiem.
Źródło: „The Independent”













