
Faza ligowa rozgrywek Champions League wkracza w decydujący etap. Każda z drużyn dokładnie liczy punkty, chcąc znaleźć się jak najwyżej przed kolejnym, już pucharowym etapem grania. FC Barcelona z zamiarem zgarnięcia pełnej puli pojechała do Pragi, zagrać mecz z miejscową Slavią.
Pod nieobecność kontuzjowanego Ferrana Torresa, wiadomo było, że na szpicy mistrzów Hiszpanii wystąpi Robert Lewandowski.
Liga Mistrzów: Robert Lewandowski trafił dla obu drużyn w Pradze!
Tak się faktycznie stało, dzięki czemu Lewandowski w środowy wieczór rozegrał swój 140 mecz w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Sezon 2025/26 to zresztą 15. kampania „Lewego” z rzędu, w którym występuje w najbardziej prestiżowych klubowych rozgrywkach pod egidą UEFA.
Polak długo nie mógł jednak wejść we właściwy rytm spotkania. Co tu kryć, mecz przeciwko Slavii Praga nie układał się po myśli Lewandowskiego i całej Barcelony. Katalończycy stracili dwa gole po stały fragmentach gry, a dodatkowo jedno z trafień dla gospodarzy zaliczył… właśnie polski napastnik.
Co ciekawe, dla RL9 był to pierwszy gol samobójczy w karierze! Aż trudno uwierzyć w tak niezwykłą statystykę.
Bohaterem Barcy w pierwszych 45. minutach był Fermin. To autor dwóch trafień, które najpierw dały remis 1:1, a następnie wyprowadziły na prowadzenie przyjezdnych – tuż przed samobójczym golem Lewandowskiego.
Niewiele zresztą brakowało, żeby w drugiej połowie Fermin zanotował asystę przy golu Polaka. Lewandowski w 49. minucie dopadł bowiem do piłki odbitej przez bramkarza właśnie po strzale autora dubletu dla Barcy. Zamiast do siatki, kapitan reprezentacji Polski… w sobie tylko znany sposób nie wykorzystał stuprocentowej sytuacji. Skuteczną dobitkę zanotował dopiero Frankie de Jong. Jak się okazało, RL9 był jednak w tej sytuacji na minimalnym spalonym, co potwierdziła wideoweryfikacja VAR.
Trener Hansi Flick w 61. minucie musiał wprowadzić na boisko Daniego Olmo. Hiszpan zastąpił kontuzjowanego Pedriego (kolejny uraz kluczowego gracza Barcy), a dwie minuty później… dał prowadzenie przyjezdnym. Popisując się, to trzeba przyznać, przepięknym technicznym uderzeniem.
To jednak nie był koniec, bo w 71. minucie upragnionego gola zdobył – już do właściwej bramki – Lewandowski. Polak mógł odetchnąć, bo długo czekał na trafienie w LM. W poprzednich sześciu spotkaniach obecnej kampanii rozgrywek RL9 miał po stronie bramek okrągłe zero. Do dzisiaj. Polak dopisał swoje 106 trafienie w karierze w występach w Champions League.
Dodajmy, że mający 37 lat „Lewy” jest trzeci na liście wszech czasów w gronie najlepszych strzelców Ligi Mistrzów. Polak ustępuje jedynie legendarnej dwójce: Lionel Messi (129 goli w 163 spotkaniach) oraz Cristiano Ronaldo (141 w 187 występach).
Czy Robert Lewandowski zostanie w FC Barcelonie? Najnowsze wieści
Równolegle z trwającym sezonem 2025/26, nie milkną co rusz to nowe doniesienia w kontekście klubowej przyszłości Roberta Lewandowskiego. „Lewy” ma bowiem obowiązujący kontrakt z Barcą do czerwca 2026 roku. Wiele wskazuje na to, że aktualni mistrzowie Hiszpanii pożegnają się z polskim napastnikiem.
Skąd takie wnioski? Tego typu informacje pojawiają się w hiszpańskich czy katalońskich mediach, ale również w międzynarodowym przekazie. O sytuacji Lewandowskiego informował m.in. słynny transferowy newsman Fabrizio Romano. RL9 najwyraźniej chciałby pozostać w stolicy Katalonii, ale w tym wypadku… do tanga trzeba dwojga.
„Lewy” w sierpniu b.r. skończy 38 lat. Dodatkowo napastnik Barcy stracił końcówkę minionego sezonu oraz początkową fazę obecnie trwającego – ze względu na powracającą kontuzję uda. Z pewnością w Barcelonie kalkulują względem wysokich zarobków Polaka oraz tego, ile mógłby jeszcze dać drużynie. Lewandowski w szeregach Barcelony gra od lata 2022 roku. Do Barcy Polak przeniósł się z Bayernu Monachium, w którego szeregach był wielką gwiazdą – nie tylko klubu – ale całej Bundesligi.
Najbardziej realny scenariusz RL9 na kolejny sezon? Wydaje się, że faktycznie, tak jak informowała „Marca”, Barca może czekać z podjęciem decyzji względem Polaka do końca sezonu. Klub może obserwować rynek transferowy, szukając odpowiedniego następcy dla „Lewego”. Posiadania samego Ferrana Torresa, to zdecydowanie za mało, jeśli myśleć o walce o najwyższe cele na kilku frontach.













