
-
Biskup Andrzej Jeż stanął przed sądem w Tarnowie, oskarżony o nieterminowe zgłoszenie organom ścigania przypadków wykorzystywania nieletnich przez dwóch księży z diecezji tarnowskiej.
-
Biskup tłumaczył, że początkowo nie znał dokładnie przepisu nakazującego natychmiastowe zgłoszenie oraz wskazywał na niejasności w jego interpretacji.
-
Duchowni i eksperci komentują symboliczny wymiar procesu, który według nich jest bezprecedensowy i ujawnia problemy z informowaniem organów ścigania o przestępstwach w Kościele.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Biskup Andrzej Jeż stanął w środę przed sądem w Tarnowie jako oskarżony w sprawie niezgłaszania niezwłocznie przypadków przestępstw o charakterze seksualnym wobec małoletnich poniżej 15 roku życia. Nie przyznał się do winy.
Jak relacjonuje PAP, hierarcha ocenił, że proces jest wynikiem paradoksu, ponieważ odpowiada on za to, że zgłosił przypadki pedofilii. – Paradoksalnie za gorliwość jestem oskarżony – mówił.
Duchowny tłumaczył, że po uwiarygodnieniu informacji przed sądem kanonicznym zgłaszał sprawy organom ścigania.
– To bezprecedensowy i przełomowy proces, ponieważ to pierwszy przypadek w dziejach Kościoła katolickiego w Polsce, że za tego rodzaju czyny biskup rzymskokatolicki trafia na ławę oskarżonych – podkreśla w rozmowie z Interią ks. prof. Andrzej Kobyliński z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.
Duchowny zwraca też uwagę na to, że proces rozpoczął się w Środę Popielcową. Jego zdaniem ma to wymiar symboliczny.
– Nie wiem, czy ta data została wybrana celowo, jednak z pewnością można mówić o niezwykle mocnym znaczeniu religijnym i medialnym tego wydarzenia – mówi ks. Kobyliński.
Dodaje, że dziś w kościołach mamy obrzęd posypania głów popiołem i właśnie w tym dniu w Tarnowie urzędujący biskup jest oskarżony w sprawie dotyczącej przestępstw wobec małoletnich. – Ciarki przechodzą, gdy chodzi o moralną wymowę tego wydarzenia. Myślę, że wielu księży i wiernych w diecezji tarnowskiej – widząc swojego biskupa w Środę Popielcową na ławie oskarżonych – przeżywa głęboki szok, przerażenie, niedowierzanie – wylicza duchowny.
Tłumaczenie biskupa Jeża
Biskup diecezji tarnowskiej stwierdził przed sądem, że nie od razu znał przepis, na podstawie którego miał zgłosić sprawy dwóch księży organom ścigania. Duchowny wskazał też, że interpretacja przepisu z 2017 roku początkowo była niejasna. Jak mówił, w związku z tym Konferencja Episkopatu Polski wydała w 2019 roku wytyczne, w których podkreśliła, że artykuł 240 kodeksu karnego obowiązuje każdego duchownego.
Odnosząc się do zarzutów, duchowny tłumaczył, że podlega dwóm porządkom prawnym – prawu kościelnemu oraz cywilnemu, a po uwiarygodnieniu informacji przed sądem kanonicznym zgłaszał sprawy organom ścigania.
– Nie jest moim zadaniem wydawać wyrok w sprawie biskupa Jeża, nie mam wglądu w akta. Znam tylko doniesienia prasowe na ten temat, a z nich jasno wynika, że w tych sprawach biskupowi i jego urzędnikom pomieszały się dwa porządki prawne, państwowy karny i kanoniczny – podkreśla w rozmowie z Interią Robert Fidura, działacz społeczny na rzecz osób wykorzystywanych seksualnie, który sam w przeszłości doświadczył takiej krzywdy ze strony duchownego.
Przyznaje, że na gruncie prawa kanonicznego biskup ma obowiązek wszcząć postępowanie przygotowawcze, sprawdzić okoliczności i „wszystko, co potrzeba”. – Ale na gruncie państwowego prawa karnego, w szczególności art. 240 Kodeksu karnego, biskup miał obowiązek niezwłocznego powiadomienia prokuratury. Bez żadnego uwiarygodniania, sprawdzania czy badania okoliczności. Od tego są prokurator i sąd – mówi nam Fidura.
Jego zdaniem, „nie ma żadnej okoliczności łagodzącej, nic biskupa nie tłumaczy”. – Niezwłocznie znaczy niezwłocznie a nie po miesiącach – dodaje.
Sprawy faktycznie zostały zgłoszone, jednak zdaniem śledczych nie nastąpiło to niezwłocznie, jak wymaga przepis.
– Wiele informacji na temat niewyobrażalnych skandali w diecezji tarnowskiej posiadał i upubliczniał ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Wielokrotnie mi o nich opowiadał – mówi Interii ks. prof. Andrzej Kobyliński.
Podkreśla, że przez wiele lat do ks. Isakowicza-Zaleskiego wpływały bardzo konkretne informacje i wyraża nadzieję, że zostaną teraz wykorzystane przez sąd.
Biskup Andrzej Jeż przed sądem. Stanowisko państwowej komisji
Do sprawy biskupa w komentarzu dla Interii odniosła się także przewodnicząca Państwowej Komisji do spraw Przeciwdziałania Wykorzystywaniu Seksualnemu Małoletnich Poniżej Lat 15. Joanna Napierała.
Komentarz – w całości – prezentujemy poniżej:
„Według doniesień medialnych sprawa ks. Andrzeja Jeża jest pierwszym w Polsce postępowaniem sądowym dotyczącym odpowiedzialności biskupa w kontekście obowiązku zgłaszania przestępstw seksualnych wobec małoletnich. W ocenie Państwowej Komisji ma ona charakter precedensowy, ponieważ dotyczy odpowiedzialności osoby pełniącej kluczową funkcję w Kościele. Co ważne, sprawa ta pokazuje, że obowiązki prawne, moralne i społeczne odnoszą się do wszystkich, a w sposób szczególny do osób sprawujących ważne funkcje.
Z doświadczeń Państwowej Komisji wynika, że świadomość problemu rośnie – również wśród duchownych. Coraz częściej w analizowanych aktach pojawiają się zawiadomienia przekazywane przez kurie, nawet w sprawach dotyczących czynów już przedawnionych.
Należy przypomnieć, że obowiązek wynikający z art. 240 Kodeksu karnego polega na niezwłocznym zawiadomieniu organów ścigania o wiarygodnej informacji dotyczącej najpoważniejszych przestępstw, w tym wykorzystania seksualnego małoletnich.
Niezwłoczne zgłoszenie przestępstw seksualnych wobec małoletnich jest kluczowe dla skutecznej ochrony dzieci oraz zwiększa szansę na zapobieganie dalszym krzywdom. Szczególne znaczenie ma tu świadomość istnienia takiego obowiązku oraz konsekwencji jego niewypełnienia. Każda osoba, która posiada wiedzę lub podejrzenie, że doszło do skrzywdzenia dziecka, powinna niezwłocznie powiadomić policję, prokuraturę lub Państwową Komisję.
Raz jeszcze pragniemy podkreślić wagę społecznego i prawnego obowiązku reagowania na przestępstwa seksualne wobec dzieci. Brak zawiadomienia skutkuje odpowiedzialnością karną, a powszechna świadomość obowiązku zgłaszania stanowi jeden z fundamentów skutecznej ochrony małoletnich”.
– To kolejny wstrząs w polskim Kościele, ale nie wiadomo, ile jeszcze ich potrzeba, żeby nastąpiło skuteczne zerwanie omerty, czyli zmowy milczenia – przyznaje ks. Kobyliński.
Zauważa, że diecezja tarnowska jest „perłą w koronie polskiego katolicyzmu”. To wyjątkowy region, bo jest tam największa liczba księży i najwyższy w Polsce poziom praktyk religijnych. – Z drugiej strony widzimy, że gdy chodzi o skandale, to tam chyba wszystko jeszcze przed nami, a sprawa biskupa Jeża to wierzchołek góry lodowej. Zastanawia mnie fakt, że w ostatnich kilkudziesięciu latach właściwie nikt z tej diecezji publicznie nie wypowiadał się na temat pedofilii klerykalnej. Czyli mamy tam strach albo jakieś zupełne niezrozumienie problemu – analizuje ks. Kobyliński.
Wspomina, że przełom w Kościele katolickim nastąpił 25 lat temu, czyli w maju 2001 roku, kiedy Watykan wprowadził dla wszystkich biskupów na świecie obowiązek przekazywania wszystkich wiarygodnych informacji dotyczących pedofilii klerykalnej bezpośrednio do Rzymu. – To była mocna decyzja Watykanu, żeby zerwać zmowę milczenia. Niestety, ten dokument w Polsce praktycznie nie został zauważony, trafił właściwe do kosza – wspomina ks. Kobyliński.
Pytamy, jak to możliwe? – To zagadka, bo mieliśmy wtedy przecież polskiego papieża, w Warszawie ambasadorem papieża był Polak, w związku z tym to Polska powinna być przykładem dla świata, jak wcielać w życie dokumenty watykańskie. Tymczasem musiało upłynąć kilkanaście lat, zanim ten dokument wszedł w życie w naszym kraju – odpowiada nasz rozmówca.
Ks. Kobyliński wskazuje, jak długi był proces dojrzewania świadomości papieży, czy biskupi powinni informować organy ścigania na temat przestępstw popełnianych przez podległych im księży. – Dopiero w ostatnich latach Watykan zmienił radykalnie swoje postępowanie, ponieważ wcześniej przez dziesięciolecia wręcz zachęcano biskupów do tego, żeby chronili swoich księży – podkreśla.
Za przykład podaje sytuację z 2001 roku. Wówczas we Francji skazany został biskup Pierre Pican na trzy lata więzienia w zawieszeniu, za to, że nie poinformował organów ścigania o przestępstwach księdza, który był duchownym w jego diecezji. Tymczasem w imieniu Watykanu, kardynał Dario Castrillon Hoyos, prefekt Kongregacji do spraw duchowieństwa, za zgodą papieża, wysłał list gratulacyjny do tego biskupa, w którym wyraził mu uznanie i podziękowanie za taką postawę.
– To pokazuje, że przez wiele dziesięcioleci biskupi byli wręcz zachęcani przez Watykan do tego, żeby nie wydawać księży pedofilów organom ścigania. Za taką postawę byli nagradzani. Ta praktyka zmieniła się dopiero na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat – przyznaje ks. Kobyliński.
Kolejne posiedzenie sądu w sprawie biskupa Jeża zaplanowane jest na 2 maca.












