
-
Firma MHS Countryside Management Limited została ukarana grzywną za zaniedbania związane z bezpieczeństwem pracy po śmierci 23-letniego pracownika podczas koszenia trawy na brzegu stawu.
-
Śledztwo wykazało m.in., że maszyna używana przez pracownika była pozbawiona systemu zabezpieczenia przed przewróceniem.
-
Sąd nałożył na firmę karę 27 tys. funtów oraz zasądził zwrot kosztów postępowania.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Do zdarzenia doszło w październiku 2021 roku w North Stainley, niedaleko Ripon. Kamil Grygieniec kosił trawę na nachylonym brzegu stawu. Mężczyzna został odnaleziony w wodzie po tym, jak prowadzona przez niego samojezdna kosiarka przewróciła się i go przygniotła.
Choć dochodzenie koronera uznało śmierć za wypadek, śledztwo przeprowadzone przez brytyjski Urząd ds. Bezpieczeństwa i Higieny Pracy (HSE) wykazało poważne zaniedbania ze strony pracodawcy.
W kosiarce brakowało kluczowej części
Z ustaleń urzędników wynika, że firma MHS Countryside Management Limited nie przeprowadziła odpowiedniej oceny ryzyka przed skierowaniem pracownika do pracy na stromym terenie w pobliżu wody.
Co więcej, z maszyny usunięto system zabezpieczenia przed przewróceniem (ROPS) – element uznawany za kluczowy dla bezpieczeństwa operatora podczas pracy na nierównym lub pochyłym podłożu.
ROPS (Roll-Over Protection System) ma za zadanie chronić operatora w przypadku wywrócenia się maszyny. Jak podkreślił rzecznik HSE, jest to „krytyczny element bezpieczeństwa„, szczególnie przy pracy na zboczach lub w pobliżu akwenów wodnych.
„Odpowiednia ocena ryzyka jest niezbędna przy obsłudze maszyn samojezdnych, zwłaszcza na pochyłym terenie lub w sąsiedztwie wody. Pracodawcy muszą zapewnić, że sprzęt jest dostosowany do warunków pracy i wyposażony w niezbędne zabezpieczenia” – podkreślono w oświadczeniu.
Miał zacząć nową pracę, zginął ostatniego dnia
Sekcja zwłok wykazała, że Grygieniec doznał ostrych urazów tępych po lewej stronie głowy, spowodowanych uderzeniem ostrzy kosiarki. Przyczyną śmierci były poważne obrażenia głowy.
Był to ostatni dzień pracy 23-latka w firmie. W kolejnym tygodniu miał rozpocząć nową pracę. – Ból, który czujemy każdego dnia od czasu tej tragedii, jest niewyobrażalny. Nikomu nie życzymy czegoś takiego. Tamten dzień był jego ostatnim dniem w pracy i okazał się ostatnim dniem jego krótkiego życia. Wierzymy, że jego śmierci można było zapobiec i nigdy nie powinna się wydarzyć – przekazali w oświadczeniu rodzice zmarłego.
Sąd ukarał angielską firmę za zaniedbania. Gigantyczna grzywna
Firma z Bishop Auckland przyznała się do naruszenia przepisów ustawy o bezpieczeństwie i higienie pracy. Przed Sądem Magistrackim w Yorku została ukarana grzywną w wysokości 27 tys. funtów (ok. 130 tys. złotych) oraz zobowiązana do pokrycia kosztów postępowania w kwocie 11 166,41 funta (ok. 54 tys. złotych).
Po ogłoszeniu wyroku inspektor HSE Darian Dundas określił sprawę jako „głęboko tragiczną”. Podkreślił, że usunięcie zabezpieczenia zaprojektowanego w celu zapobiegania takim wypadkom doprowadziło do fatalnego splotu zdarzeń.
– W tym przypadku brak właściwej oceny ryzyka i odpowiednich środków bezpieczeństwa doprowadził do tragicznej i całkowicie możliwej do uniknięcia utraty życia – zaznaczył.












