
-
Obliczenia BBC, Mediazony i wolontariuszy potwierdzają śmierć ponad 200 tys. rosyjskich żołnierzy, rzeczywista liczba może przekraczać 400 tys.
-
Identyfikacja poległych ujawnia problemy rosyjskiej armii, w tym pobieżne kontrole zdrowotne rekrutów i wysoką śmiertelność wśród ochotników oraz skazańców.
-
Zgony młodych oficerów i brak świadomości społecznej wskazują na narastający kryzys w rosyjskim wojsku.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę Kreml ukrywa rzeczywiste liczby zabitych i rannych. Statystyki regularnie prowadzą jednak ukraińska armia, zachodnie agencje i wywiady, które szacują, że łączna liczba rosyjskich strat na froncie wynosi ponad 1,2 mln (z czego liczba samych zabitych oscyluje wokół 300-400 tys. żołnierzy). Dla porównania z analiz BBC News, „The Economist” i projektów wolontariuszy wynika, że straty po stronie ukraińskiej wyniosły ponad 400 tys. żołnierzy, z czego niecała połowa (ok. 140 tysięcy) to ofiary śmiertelne.
W analizie opublikowanej w czwartą rocznicę wybuchu wojny, Mediazonie, BBC i wolontariuszom udało się zidentyfikować ponad 200 tys. rosyjskich żołnierzy, którzy polegli na froncie. W ciągu ostatniego miesiąca baza potwierdzonych śmierci powiększyła się o 35 tys. wpisów, choć jak podkreślają eksperci nie ma to związku z aktualną sytuacją na froncie.
„Przeglądamy opublikowane nekrologi, zachowujemy wszystkie zawiadomienia o zaginięciu. W ciągu ostatniego miesiąca udało nam się porównać zapisy gromadzone przez kilka lat z publicznie dostępnymi danymi z rządowych baz danych – przede wszystkim z rejestru spadkowego (złożenie wniosku o spadek potwierdza śmierć danej osoby)” – wyjaśniają autorzy raportu.
Choć analitycy podkreślają, że potwierdzanie danych poległych Rosjan z ostatniego roku zajmie im co najmniej kilka miesięcy, to już teraz widać pewien trend. 2025 był bowiem najkrwawszym rokiem dla rosyjskiej ofensywy. Obecnie poznano nazwiska blisko 50 tys. zabitych żołnierzy, ale nekrologi publikowane są na bieżąco. Według wstępnych szacunków liczba zabitych prawdopodobnie przekroczy 90 tys. To więcej niż w dotychczas „rekordowym” 2024, gdy potwierdzono zgony 83 706 Rosjan.
Straty Rosjan na froncie. Rekruci bez badań i szkolenia
Identyfikacja poległych pozwoliła dziennikarzom BBC News na wyciągnięcie wniosków o dramatycznej kondycji rosyjskiej armii. Jedną ze zrekrutowanych osób był bowiem Aleksiej Sitnikow z Wołgogradu. 46-latek podpisał kontrakt dobrowolnie mimo, że według relacji bliskich brakowało mu części obu stóp. Po miesięcznym szkoleniu trafił do obwodu donieckiego, a dzień później – na misję bojową. Na froncie przeżył jedynie trzy dni.
Na przykładzie Sitnikowa dziennikarze zauważają, że kontrole stanu zdrowia dla rosyjskich rekrutów stały się pobieżne, drastycznie zwiększył się średni wiek zmarłych (z 34 do 43 lat), a otrzymywane szkolenie jest minimalne. W niektórych, skrajnych przypadkach rekrutów wysyła się na linię frontu w ciągu pięciu dni od podpisania kontraktu.
„Nowo mianowani żołnierze są najczęściej delegowani do jednostek szturmowych. Jednostki te ponoszą obecnie największe straty, zarówno wśród zabitych, jak i wśród rannych, ponieważ ich misją jest atakowanie ufortyfikowanych pozycji Sił Zbrojnych Ukrainy” – czytamy w analizie.
Wojna w Ukrainie. Gorzka prawda o rosyjskiej armii, nieświadome społeczeństwo
57 proc. potwierdzonych poległych mają stanowić ochotnicy, poborowi i skazańcy. Coraz częściej kontrakty z armią podpisują mieszkańcy wsi i małych miasteczek, w których ciężko o dobrze płatną i stabilną pracę. Eksperci wskazują jednocześnie, że w przypadku zwalniania rosyjskiej gospodarki i obniżki płac, zainteresowanie kontraktami będzie jedynie rosnąć.
Analitycy zwracają uwagę, że mimo potężnej skali strat, społeczeństwo nie zauważa potężnego kryzysu. Umierają osoby, które według raportu, „miały niewielki lub żaden udział w życiu rosyjskiego społeczeństwa”.
W pierwszym roku znaczną część ofiar stanowili mieszkańcy Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej, którzy byli rzadko chowani w Rosji. W następnych latach najczęściej na wojnie umierali poborowi z kolonii karnych, odizolowani od reszty społeczeństwa. Wreszcie, w 2025, największy odsetek poległych stanowili ochotnicy z małych miejscowości. Moskwa ma najniższy wskaźnik śmiertelności (pięć zgonów na 10 000 mężczyzn), z kolei w mniej zamożnych Buriacji i Tuwie liczby są odpowiednio 27 i 33 razy wyższe.
Ilu Rosjan zginęło na froncie? Zbliżają się do pół miliona
Kryzys widać również w zgonach najmłodszych oficerów, którzy pełnią kluczową rolę łączników między dowódcami planującymi operacje a szeregowymi żołnierzami. Stanowią oni 77 proc. z blisko 7000 poległych wojskowych o wyższej randze. Ich na froncie zastąpić jest nadzwyczaj trudno, bo wyszkolenie jednego dowódcy zajmuje co najmniej cztery lata. Rosyjski MON zmuszony jest więc do awansowania byłych szeregowych z doświadczeniem bojowym po krótkich kursach szkoleniowych.
Mimo szczegółowej analizy, eksperci podkreślają, że rzeczywiste dane o rosyjskich stratach są zdecydowanie wyższe niż te, które można ustalić na podstawie dostępnych danych. Wynika to z faktu, że część ciał poległych żołnierzy nadal może znajdować się na polu walki, a ich odzyskanie wiążę się z ryzykiem utraty życia przez ataki ukraińskich dronów.
„Biorąc pod uwagę powyższe szacunki, rzeczywista liczba ofiar po stronie rosyjskiej może wynieść od 308 000 do 445 000 osób” – dodają eksperci. W przypadku uwzględnienia sił prorosyjskich z DRL i ŁRL liczba ta może wynieść ostatecznie od 329 tys. do 468 tys. zabitych.












