
Choć Kacper Tomasiak ma na swoim koncie trzy medale olimpijskie, a w sezonie 2025/26 właściwie z marszu stał się liderem reprezentacji Polski, nadal rozmawiamy o chłopaku, który ma dopiero 19 lat.
Tak młody wiek uprawniał jednak skoczka od rywalizacji w tegorocznych MŚ juniorów. I choć już między seniorami Tomasiak odnajduje się bardzo dobrze, to na początku marca powalczył z konkurentami bliższym własnego rocznika (2007).
W czwartkowym (tj. 5 marca) konkursie indywidualnym Tomasiak stanął na podium mistrzostw świata. Polak zajął drugie miejsce, zdobywając srebrny medal. Najlepszy okazał się Austriak Stephan Embacher.
MŚJ: Kacper Tomasiak wicemistrzem świata! Duży sukces Polaka
Z pewnością lider reprezentacji Polski miał apetyty, żeby zdobyć w Lillehammer złoty medal. Wspomniany Embacher ponownie pokazał jednak, że jest w naprawdę wyśmienitej dyspozycji. Austriak został złotym medalistą MŚ juniorów… trzeci raz z rzędu! Embacher dokonał tej sztuki, jako pierwszy skoczek w historii.
Szczęście w nieszczęściu, rocznikowo to był ostatni raz niezwykle utalentowanego Austriaka w kontekście juniorskiej rywalizacji MŚ. Natomiast Kacper Tomasiak będzie mógł zrobić jeszcze jedno podejście w 2027 roku.
Warto również podkreślić, że Polak dzięki miejscu na podium w MŚJ wywalczył dodatkowe miejsce dla reprezentacji Polski w cyklu Pucharu Świata. Co z pewnością jest ważną korzyścią dla zespołu trenera Macieja Maciusiaka, którego Tomasiak jest obecnie kluczową postacią.
Czwartkowy medal MŚJ jest pierwszym polskim od 2023 roku. Wówczas po brązowy krążek sięgnął Jan Habdas. Na złoto biało-czerwona drużyna czeka za to dłużej, bo od edycji 2014. Wówczas triumfował Jakub Wolny.
Gwoli ścisłości, w serii finałowej konkursu w Lillehammer oglądaliśmy trzech reprezentantów Polski. Oprócz Kacpra Tomasiaka swój drugi skok oddał również… jego młodszy brat Konrad, ostatecznie zajmując 20. miejsce. Na 18. pozycji zawody zakończył za to Kamil Waszek. Do serii finałowej nie dostał się 31. po pierwszym skoku – ostatni z Polaków – Łukasz Łukaszczyk.













