Rosjanie panikują, a ukraińskie drony latają. Trafienia w cenny sprzęt to prawie codzienność

Chodzi o systemy przeciwlotnicze. Publikowane przez Ukraińców nagrania praktycznie codziennie pokazują drony nurkujące ku temu cennemu rosyjskiemu uzbrojeniu. Bardzo często dzieje się to w Donbasie i na okupowanym Krymie, które ukraińskie wojsko upodobało sobie szczególnie, jeśli chodzi o zwalczanie rosyjskiej obrony przeciwlotniczej.

Jednocześnie jeden z popularniejszych rosyjskich blogerów wojennych lamentuje, że za sprawą ukraińskich usprawnień w dronach i systemach łączności pewne odcinki frontu stały się szczególnie niebezpieczne i niemal niemożliwe do zaopatrywania.

Skok w częstotliwości o dużym znaczeniu

Andriej Filatow, korespondent państwowej telewizji „Russia Today”, regularnie krążący po zapleczu frontu i wspierający różne oddziały dostawami deficytowego wyposażenia, dał upust frustracji weekendowym wpisem na „Telegramie”. – Wróg znalazł sposób na ominięcie całej naszej obrony przed FPV (drony sterowane z perspektywy pierwszej osoby – red.) i zaczął atakować logistykę na głębokości 50-60 kilometrów za frontem, korzystając z częstotliwości 9-10,000 MHz. Czym możemy odpowiedzieć? Niczym – napisał, wylewając przy okazji frustrację na rosyjskie państwo, wojsko i społeczeństwo za ich opieszałość oraz nieskuteczność. – Specjaliści o tym od dawna ostrzegali, ale nikt się nie przygotował. Zupełnie. Teraz kilka dróg stało się zupełnie nieprzejezdnych. Cholerna gra w przetrwanie – dodał.

Więcej szczegółów nie podał, więc nie ma pewności, o jaki region frontu chodzi. Ze strony ukraińskich komentatorów padły sugestie, że rejon pogranicza obwodu Zaporoskiego i Donieckiego, gdzie toczą się najintensywniejsze walki. W ostatnich dniach w sieci pojawiły się nagrania ewidentnie niespodziewanych trafień rosyjskich ciężarówek i samochodów na drogach w pobliżu Doniecka. Tego rodzaju wydarzenia co do zasady nie są czymś nowym. Na froncie trwa ciągły wyścig tarczy i miecza ogólnie, ale szczególnie przyśpieszony w zakresie dronów. Co jakiś czas któraś ze stron sięga po nowe rozwiązanie, dające jej na pewien czas przewagę, zanim przeciwnik zdoła się przystosować i ją zniwelować. W tym wypadku wygląda na to, że Ukraińcy sięgnęli po jeszcze wyższe częstotliwości do komunikacji ze swoimi dronami. To ta podana przez niego wartość 9-10 tysięcy megaherców. W ten sposób najwyraźniej sprawili, że stosowane przez Rosjan standardowe systemy ich wykrywania i elektronicznego zwalczania, dostrojone do niższych częstotliwości, stały się bezużyteczne. Da to Ukraińcom okienko czasowe, kiedy zyskają przewagę, zanim wróg zdoła się pozbierać. Filatów na końcu swojego wpisu zaznaczył, że już zamówił z Chin odpowiedni wykrywacz sygnałów i zobaczy, co z tego wyjdzie.

Podana przez Rosjanina głębokość ukraińskich ataków jest też interesująca. Długo standardowym zasięgiem dronów FVP było do około 20 kilometrów za linią frontu. Potem zaczynały się problemy zwłaszcza z łącznością. Teraz powszechne stały się drony-stacje przekaźnikowe, działające w zespole z uderzeniowymi. Służą jako pośrednicy do przekazywania sygnału łączności od operatora do bezzałogowca uderzeniowego. Znacząco zwiększa to zasięg działania tego drugiego. Występują też drony-matki. Dostarczają one mniejsze uderzeniowe wielowirnikowce w rejon celu, a potem służą dodatkowo jako przekaźnik łączności. Widocznie tego rodzaju rozwiązania najwyraźniej są już na tyle powszechne, że mogą osiągnąć to, co opisuje Filatow.

Ukraińcy wprowadzili też do użycia na większą skalę swoje skrzydlate drony uderzeniowe. Odpowiedniki rosyjskich Lancetów, które od początku wojny dają się bardzo we znaki ukraińskiemu wojsku. Przykładem jest maszyna „Buława”, która ma być w stanie sięgać celów 100 kilometrów za linią frontu. 2 marca pojawiło się nagranie skutecznego ataku przy jej pomocy na rosyjską wyrzutnię systemu przeciwlotniczego Buk. 95 kilometrów za linią frontu na Zaporożu.

Trafienie w drogi punkt 

To właśnie rosyjskie systemy przeciwlotnicze, nawet daleko za linią frontu, są już od kilku miesięcy jednym z priorytetowych celów Ukraińców. Początek marca był szczególnie udany, bo pojawiło się co najmniej 7 nagrań udanych trafień, 2 w systemy Buk (w tym jeden opisany), 2 systemy Tor, 1 wyrzutnię S-300W i co najmniej 2 systemy Pancyr. Ukraińcy twierdzą, że udało im się jeszcze trafić 4 kolejne Pancyry na Krymie i w Noworosyjsku. Większość tych trafień to dzieła wyspecjalizowanych jednostek działających pod skrzydłami Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, Wywiadu Wojskowego Ukrainy i Wojsk Dronowych. Swoje dokłada też Marynarka Wojenna, atakując przy pomocy dronów dostarczanych w pobliże wybrzeży Krymu łodziami bezzałogowymi.

Jednostki zaangażowane w te operacje regularnie publikują kompilacje ataków. 6 marca SBU opublikowała wideo z uderzeń w północnej części Krymu. Tego samego dnia Wojska Dronowe wrzuciły serię nagrań ataków na systemy przeciwlotnicze na Zaporożu i Krymie. Również 6 marca swoje podsumowanie lutego umieściła w sieci jednostka Prymary będąca pod kontrolą wywiadu wojskowego. Widać na nim też serię uderzeń na Krymie, w tym bardzo rzadki radar systemu przeciwrakietowego S-500, śmigłowiec Ka-27 i serię mniejszych, pomocniczych jednostek rosyjskiej Floty Czarnomorskiej. Niekoniecznie każde nurkowanie widoczne na tych nagraniach kończy się zniszczeniem sprzętu Rosjan. Może zostać w różnym stopniu uszkodzony, albo wyjść bez szwanku bo w ostatniej chwili Ukraińcy nie trafią. Jednak tego rodzaju nagrania pojawiają się regularnie już od miesięcy, więc straty, zwłaszcza w delikatnym sprzęcie przeciwlotniczym, muszą być odczuwalne.

Według ukraińskiego profilu „Oko Horusa” na „Telegramie”, który publikuje różne wojenne statystyki, cały okres zimowy walk to kilkadziesiąt trafionych wyrzutni i radarów. Konkretniej od 1 grudnia do 28 lutego 39 wyrzutni najróżniejszych rosyjskich systemów przeciwlotniczych. Do tego 15 stacji radarowych. Głównie w Donbasie i na Krymie. 

Można się spodziewać, że skupianie się szeregu ukraińskich jednostek na tego rodzaju atakach, ma określony cel. Czyli ogólne wyczerpywanie rosyjskiej obrony przeciwlotniczej. Nie na potrzeby ukraińskiego lotnictwa, bo to pozostaje relatywnie słabe i zdolne do obrony własnego terytorium oraz ograniczonego wsparcia frontu. Czym innym jest jednak flota ukraińskich dronów uderzeniowych dalekiego zasięgu. Ataki przy pomocy tych względnie prostych bezzałogowców urosły do znacznych rozmiarów. Dopiero co w niedzielę rosyjski MON oświadczył, że w ciągu poprzedniej doby przechwycono 621 ukraińskie drony skierowane na cele w Rosji. Do poniedziałku rano tę wartość zrewidowano do 754, po napłynięciu większej ilości informacji z regionów. To rekordowa wartość, choć nie wiadomo w jakim stopniu wiarygodna. Tak samo twierdzenie, że wszystkie skutecznie unieszkodliwiono.

Faktem jest jednak, że nie ma wielu doniesień o zniszczeniach w Rosji tej konkretnej nocy. W ogniu stanęły zbiorniki paliwa w bazie paliwowej opodal miasta Armawir w kraju krasnodarskim. W przygranicznym regionie biełgorodzkim uszkodzona została infrastruktura energetyczna i spowodowane przerwy w dostawach prądu. Jak na tak masowy atak, rezultat bardzo symboliczny. To ciągły problem ukraińskiej kampanii ataków na cele w Rosji. Używane do nich drony mają niewielkie głowice, najczęściej ważące kilkadziesiąt kilogramów. Potrzebują więc naprawdę celnych trafień we wrażliwe punkty, aby wyrządzić istotniejsze szkody. Rosjanie znacząco rozbudowali też system obrony przed nimi, zwłaszcza po serii ataków na rafinerie latem i jesienią 2025 roku. Niezmiennym problemem pozostaje jednak rozległość ich kraju. Do obrony wielu obiektów o znaczeniu strategicznym, nawet przed prostymi dronami Ukraińców, potrzeba wielu systemów przeciwlotniczych. Zwłaszcza tych krótszego zasięgu jak Pancyr i Tor. Tych, które regularnie są niszczone i uszkadzane bliżej frontu.

Dokładne liczby w tej układance nie są jednak znane. Nie wiadomo, ile naprawdę tego rodzaju systemów Rosjanie stracili, lub muszą naprawiać po uszkodzeniach w walce. Nie wiadomo, ile ich rocznie produkują w celu zastąpienia strat. Nie wiadomo też, jakie mają do nich zapasy amunicji i jak szybko są w stanie je uzupełniać. Wiadomo jednak, że to jedne z najdroższych rodzajów uzbrojenia, więc wytrzymywanie ukraińskich ciosów i usuwanie ich skutków musi być kosztowne.

Udział