
-
Sandra została znaleziona martwa w londyńskim mieszkaniu, a brytyjskie służby uznały zgon za naturalny i nie przeprowadziły szczegółowego śledztwa.
-
Osoby, które mogły przebywać z Sandrą w ostatnich godzinach życia, nie chcą zabrać głosu. A zdaniem matki dziewczyny, posiadają wiedzę, która mogłaby pomóc w śledztwie.
-
Polska prokuratura zawiesiła sprawę, a matka dziewczyny zleciła prywatne badania toksykologiczne, które ujawniły obecność niedozwolonych substacji we włosach Sandry.
-
Po publikacji wcześniejszego reportażu Polsatu w otoczeniu Ewy pojawiły się groźby oraz próba zastraszenia i włamanie do salonu fryzjerskiego.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Reportaż powstał przy współpracy z dziennikarzem śledczym „Interwencji” Polsatu Rafałem Zalewskim. Premiera materiału w Telewizji Polsat w poniedziałek 23 marca o godz. 16:15. Więcej reportaży „Interwencji” możesz zobaczyć tutaj.
Warszawa, okolice Dworca Zachodniego. Hałas pędzących pociągów i wielkomiejski pośpiech zostają za drzwiami salonu fryzjerskiego, w którym czas zdaje się płynąć w innym rytmie. Właścicielka, Ewa Nguyen, stoi przy jednym ze stanowisk. Jasny sweter, miodowe włosy, twarz zastygła w smutku.
Najważniejszy punkt lokalu ukryty jest za ladą. To ozdobna, srebrzysta ramka, z której uśmiecha się dziewczyna o ciemnych oczach. Sandra.
– Wychować dziecko, a potem je pochować – głos pani Ewy drży, ale pozostaje stanowczy. – Nikt, kto tego nie przeszedł, nie zrozumie.
Mama Sandry nie szuka kontaktu z mediami dla samego rozgłosu. Ma konkretny cel.
– Nie proszę o sensację – mówi, a w jej spojrzeniu pojawia się determinacja, zmieszana z bezsilnością. – Proszę o rzetelne śledztwo w sprawie śmierci mojego dziecka. Tylko tyle i aż tyle. To jest dla mnie najważniejsze. Od roku nie widzę realnych działań. To boli najbardziej. Tak, jakby jej życie nic nie znaczyło dla systemu – dodaje.
Ambicja, taniec i londyński sen
Warszawa, dzielnica Ochota, rok 2004. To tutaj, na styku dwóch światów – polskiego (mama) i wietnamskiego (tata) – zaczyna się historia Sandry. Od początku jest inna: ambitna, głodna wiedzy, zawsze o krok przed rówieśnikami. W prestiżowym warszawskim liceum nie jest tylko numerem w dzienniku. Organizuje anglojęzyczne konferencje, dyskutuje o socjologii, polityce, świecie. Już wtedy czuje, że jej miejsce jest gdzie indziej, poza Polską.
Ale Sandra to nie tylko intelekt. To także pot, muzyka i godziny spędzone przed lustrami w Egurrola Dance Studio. Jej ciało zna rygor tanecznych treningów, a umysł dyscyplinę, która potrzebna jest do nauki.
– Wszystko podporządkowała jednemu pragnieniu – wspomina jej znajoma. – Potrafiła godzinami siedzieć nad książkami do świtu. Kawa, tabletki kofeinowe, nieprzespane noce. Była prymuską, której wszędzie było pełno. Miała w sobie tyle energii, że nie potrafiła zatrzymać się w miejscu.
Największym marzeniem Sandry jest architektura. Projektowanie przestrzeni, w których inni mają czuć się dobrze. W 2022 r., z dyplomem maturalnym w ręku, dziewczyna dostaje się na Wydział Architektury Uniwersytetu Kingston. Londyn stoi przed nią otworem.
Pierwszy rok mija bezpiecznie, w murach akademika. W kolejnym znajduje własny kąt. Wybór pada na West Kensington, prestiżową i drogą dzielnicę. Mieszkanie, znajdujące się w sutenerze, dzieli z Ignacym (imię zmienione), kolegą, którego zna jeszcze z czasów warszawskiego liceum oraz Lorenzo (imię zmienione). Każde z nich ma swój pokój z oddzielną łazienką.
Telefon mamy Sandry – Ewy – odzywa się regularnie, wnosząc do warszawskiego mieszkania powiew londyńskiego życia. Rozmowy z córką są codziennością, przeplatają się w nich opowieści o studiach, pracy w barze, dyskusje o modzie i kaprysach pogody. Czasem wysyłają do siebie wiadomości.
Ostatnia taka nadchodzi 16 grudnia 2023 r., tuż przed godziną 18. W treści uspokajający komunikat: „Dobrze, do pracy jadę właśnie”. Po tej wiadomości następuje cisza, coraz bardziej niepokojąca. Na kolejne wiadomości Ewy i brata Sandra już nie odpisuje.
Niepokój początkowo cichy i racjonalny, z każdą godziną zmieniał się w niepokojący uścisk w klatce piersiowej, którego nie da się już dłużej ignorować. Ewa, po kilku dniach, chwyta za telefon i kontaktuje się z Ignacym.
– Co dzieje się z Sandrą? – pyta.
Młody mężczyzna informuje, że 17 grudnia przyleciał wieczorem do Polski. Potwierdza to bilet lotniczy i odprawa paszportowa, jaką chłopak przechodzi po przylocie.
– A Lorenzo? Zadzwoń do niego, niech on sprawdzi – nie ustępuje.
Chłopak ucina: Lorenzo też wyjechał. Dokładnie tego samego dnia, 17 grudnia.

Dopiero kilka dni później w rozmowie z Ewą Ignacy odtwarza scenę pożegnania z Sandrą. Obraz jest niepokojący. Dziewczyna skarży się na ból brzucha, jest słaba, a jej twarz blada. Zanim wychodzi z domu, podaje jej leki na żołądek.
Mimo że widzi dziewczynę w stanie, który wymaga interwencji, nie podniósł słuchawki, by wezwać pomoc. Nie dzwoni do jej matki, choć znali się z Sandrą od dziecka. Po prostu rzuca krótkie „cześć” i wychodzi z mieszkania. To jest ich ostatnie spotkanie.
Dlaczego Ignacy nie wzywa pomocy, czemu stan Sandry go nie zaskakuje, a być może nie jest to pierwszy raz, gdy widzi ją w gorszej formie – te pytania pozostają bez odpowiedzi.
W barze, gdzie Sandra dorabia do studiów, menadżerka nerwowo przesuwa palcem po ekranie telefonu. Instagram, Facebook. Szuka znajomych nastolatki, wysyła wiadomości. Być może ktoś coś wie. Sandra, zawsze punktualna i ambitna, po prostu zniknęła.
W tym samym czasie Ewa Nguyen chce wierzyć w plan, który ułożyła z córką wspólnie: 24 grudnia odbiera ją z lotniska w Krakowie, potem wigilijna wieczerza u babci. Ten obraz podtrzymuje ją na duchu, gdy po raz kolejny wybiera numer Ignacego.
W końcu chłopak pęka. Przyznaje, że ma kontakt z sąsiadką z West Kensington. Plan jest prosty: ślusarz, rozwiercanie zamków, siłowe wejście. Ewa prosi, by to zrobić.
Przed kamienicą w Londynie zaczyna się ruch. Jest 23 grudnia 2023 r. Sąsiadka wyciąga telefon, naciska „nagrywaj”. Chce mieć dowód, że nie włamuje się bez powodu. W tym samym momencie, 1500 kilometrów dalej, Ignacy łączy się z nią przez komunikator. Widzi wszystko w czasie rzeczywistym. Ewa opowiada, że to był jego pomysł. – Chciał mieć pełną kontrolę – rzuca, kiedy spotykamy się w jej salonie fryzjerskim, ponad dwa lata po tamtych wydarzeniach.
Gdy ślusarz zabiera się do pracy, na schodach pojawia się inny lokator kamienicy.
– Widziałem tam kogoś… wczoraj (22 grudnia – przyp. red.) – rzuca.
– Widział pan kogoś wczoraj? – dopytuje sąsiadka, nie przerywając nagrania.
– Tak. Ktoś siedział w środku z laptopem.
Rozmowę przerywa ślusarz. Drzwi są otwarte.
Pierwsze, co uderza wchodzących, to żar. W mieszkaniu panuje nienaturalnie wysoka temperatura, jakby ktoś celowo rozkręcił grzejniki do oporu. Kamera rejestruje korytarz, w oddali widać pokój Sandry, jej łóżko a na nim leżącą w nieładzie pościel.
Sąsiadka zagląda do salonu i natychmiast odskakuje. – Tam jest ciało – rzuca krótko.
Wychodzą, wzywają służby, ale instynkt podpowiada kobiecie, że musi wrócić. Wchodzi raz jeszcze, staje na progu salonu i dokładnie rejestruje wnętrze. To nagranie stanie się później bezcenne, bo brytyjscy śledczy wykażą się zdumiewającą obojętnością.

Na szarej kanapie leży Sandra. Ma na sobie dresowe spodnie, grube skarpety i czerwoną bluzę. Jej lewa dłoń bezwładnie zwisa w stronę podłogi – widać na niej wyraźne plamy opadowe. Dziewczyna wygląda, jakby zasnęła.
Ignacy widzi wszystko na ekranie telefonu. Gdy chłopak dostrzega ciało Sandry, zasłania usta dłonią i odkłada telefon. Ale kamera zarejestrowała coś jeszcze. Na wcześniejszych ujęciach widać, ze Ignacy nie jest sam. Obok niego, w kadrze, przez ułamek sekundy miga fragment włosów innej osoby. Z kim chłopak konsultuje to, co widzi i kto towarzyszy mu w tej wirtualnej wizji lokalnej?
Tymczasem brytyjscy śledczy uznają sprawę za zamkniętą. Nie zabezpieczają śladów, nie pobierają krwi, nie przeprowadzają badań toksykologicznych, nie ma techników kryminalnych, nikt nie przesłuchuje ani współlokatorów, ani sąsiadów. Werdykt koronera: serce Sandry przestaje bić, a dziewczyna umiera z przyczyn naturalnych. Nikt nie przeprowadza badań pod kątem ewentualnego gwałtu.
Dwie godziny po znalezieniu ciała Sandry w domu Ewy dzwoni telefon. To matka Ignacego. Głos w słuchawce jest chłodny, prosi o adres. Chce porozmawiać „osobiście”. Pół godziny później w progu staje troje ludzi: Ignacy, jego matka i kolega chłopaka.
Siadają przy stole. Ignacy, chłopak, którego Sandra zna od dziecka, nie patrzy w oczy. Wbija wzrok w podłogę i milczy. Ciężar rozmowy bierze na siebie jego matka. Słowa, które padają z jej ust, Ewa zapamięta jako „straszne”.
– Już pani nie musi jechać do Krakowa po córkę – rzuca kobieta.
Ewa, mimo szoku, czuje, że w tej scenie coś się nie zgadza. Intuicja matki podpowiada jej, że musi o to zapytać.
– Brałeś narkotyki – pyta, patrząc na chłopaka. – Dawałeś je Sandrze?
Ignacy otwiera usta, ale zanim wydobywa z siebie jakikolwiek dźwięk, jego matka delikatnie uderza go w ramię. Chłopak mówi, że on nie brał, że Sandra nie brała, że to pomyłka.
Chemikalia, krew i zielona ciecz
W wigilijny poranek 2023 r. zamiast przy świątecznym stole Ewa Nguyen ląduje w Londynie.
Mieszkanie Sandry pachnie nienaturalnie. W powietrzu czuć duszący, chemiczny odór. Mama dziewczyny metr po metrze przeszukuje pomieszczenia. W koszu znajduje gumową rurkę ze śladami krwi. W pokoju Sandry nie ma jej kołdry, znika. Do walizki pakuje ubrania córki. Na jednym z nich biegli, już w Polsce, zabezpieczają męskie nasienie i DNA.
Kiedy matka wchodzi do łazienki, by spakować rzeczy córki, jej wzrok przykuwa jeden detal: w muszli i na jej obrzeżach zaschła dziwna, zielona ciecz. Kobieta jest w szoku, nie zabezpiecza substancji.
W mieszkaniu, w którym umiera Sandra Ewa mieszka trzy tygodnie.
Jakiś czas po odkryciu ciała telefon Ewy dzwoni kilkukrotnie, a na ekranie często pojawia się imię Marta (imię zmienione). Przyjaciółka Sandry nie dzwoni jednak tylko po to, by złożyć kondolencje. W jej głosie słychać było nerwowość i dziwną fiksację na dwóch punktach. Pierwszym był wynik sekcji zwłok. Drugim – toaleta w pokoju Sandry.
– Czy wiadomo już coś o sekcji? – dopytuje Marta. A potem, niemal szeptem: – A co z łazienką? Czy w toalecie było czysto?
Podczas spotkania z Lorenzo, drugim ze współlokatorów, dostrzega nerwowy ruch. Chłopak próbuje w swoim pokoju dyskretnie, nogą, odkopnąć pod łóżko poszwę Sandry. Tą samą, którą kilkanaście godzin wcześniej nagrywa sąsiadka, jak leży na łóżku Sandry, razem z kołdrą. Tą, która zaginęła. Kobieta zabiera poszwę, są na niej ślady krwi.
Ewa rozmawia z sąsiadami, Hindusami z góry. To od nich dowiaduje się o dwóch mężczyznach, którzy w pośpiechu, już po odkryciu ciała, wynoszą ciężkie worki śmieci.
Ponieważ współlokatorzy wciąż mają klucze, matka nie czuje się komfortowo. Wszystko, co najcenniejsze – laptop córki, telefon, zakrwawioną poszwę – pakuje do walizki. Nie rozstaje się z nią ani na moment. Boi się, że rzeczy „znikną”.
Najtrudniejszy przystanek to prosektorium. Pracownicy odsłaniają fragment prześcieradła, twarz Sandry zostaje umalowana.
Po trzech tygodniach, w połowie stycznia 2024 r., Ewa wraca do Polski. Nie ma pamiątek, a – jak sama mówi – „dowody”, które przekazuje polskiej prokuraturze.
Zanim ciało Sandry zostanie pochowane w Polsce, odbędą się jeszcze dwie sekcje zwłok: ta zlecona przez prokuraturę i ta prywatna, zlecona przez Ewę. Nastolatka spocznie na cmentarzu blisko rok po śmierci. Ignacy nie pojawia się na pogrzebie.

Cyfrowe ślady i „tajemniczy kolega”
Komputer, który Ewa przywozi z Londynu, staje się źródłem wiedzy o ostatnich dniach życia 19-latki.
Dwa tygodnie przed znalezieniem ciała, 9 grudnia, w mieszkaniu przebywa Oliver. To chłopak, któremu Sandra wpadła w oko. Oliver zwierza się Ignacemu, że „chętnie by się z nią przespał”, a ten, w geście dziwnej lojalności, przekazuje to Sandrze w wiadomości. I dodaje, że jej „adorator” jest u nich w domu. Dziewczyna odpisuje tylko: „XD”.
Jest sobota, 16 grudnia 2023 r., godzina 17:36. Sandra pisze do mamy, że jedzie do pracy. To ostatnia wiadomość, jaką wyśle do Ewy. Kilkanaście godzin później, już w niedzielę nad ranem (17 grudnia) Sandra wysyła wiadomość do Marty, tej samej, która wypytuje o sekcję zwłok i łazienkę. Dziewczyny planują wspólne świętowanie, ustalają kwestie wolnego w pracy, dogadują, kiedy Marta ma przylecieć do Londynu w odwiedziny. Wszystko wydaje się normalne.
O godzinie 5 rano Ignacy wysyła Sandrze wiadomość: „W domu nocuje kolega Lorenza”. Nie wiadomo, kim jest ten mężczyzna. Po chwili informuje dziewczynę, że wybierają się o 12 na naleśniki. O 8:56 rano Sandra odpisuje krótko: „Ja ogólnie teraz wracam XD”. O 14:13 dochodzi do krótkiej, 35-sekundowej rozmowy telefonicznej z Ignacym. Tego dnia wieczorem Ignacy wylatuje do Polski, a Lorenzo jedzie do swoich rodziców.
Poniedziałek (18 grudnia), godzina 12:05. Sandra odpisuje Marcie krótkie: „tak”. To ostatnia wiadomość, jaką dziewczyna wysłała. O 13:20 potwierdza jeszcze, że wieczorem prawdopodobnie będzie wolna.
Gdy o 23:00 Marta dopytuje o ceny biletów na święta, Sandra już nie odpowiada. Telefon milczy. Messenger przestaje być aktywny.
To, co dzieje się później, jest najbardziej zagadkowym elementem. Sandra nie odbiera telefonów, nie kontaktuje się z rodziną, ale jej komputer wciąż „żyje”.
19 grudnia, o godz. 1:27 system zostaje wybudzony. Ktoś otwiera aplikację „Notatki”. Przegląda je, ale nic nie wpisuje. Nie edytuje treści. Dwa dni później, 21 grudnia, o godz. 9:51 komputer wciąż jest włączony, ale bateria spada do krytycznych 3 proc. Minutę później ktoś podłącza do niego ładowarkę. To ostatnia aktywność komputera Sandry.
Włosy, które nie potrafią kłamać
Kiedy trumna z ciałem Sandry przekracza polską granicę, Ewa podejmuje decyzję, która po miesiącach okazuje się przełomowa. Prosi o zabezpieczenie włosów z głowy córki. Mijają tygodnie, a Ewa – jak mówi – zderza się z murem. Polska prokuratura, podobnie jak brytyjska, zdaje się dryfować w kierunku zamknięcia sprawy. Matka bierze sprawy w swoje ręce. Zleca prywatną sekcję zwłok oraz kompleksowe badania toksykologiczne. Płaci za nie kilkanaście tysięcy złotych.
To właśnie wtedy zabezpieczony wcześniej kosmyk włosów trafia do Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie oraz Pracowni Ekspertyz Sądowo-Lekarskich Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ewa przesyła nam ten dokument. To plik kartek, zapisanych fachową terminologią, opatrzony pieczęcią prestiżowej uczelni.
Pokazujemy dokument trzem ekspertom, lekarzom medycyny sądowej. To nie jest zwykła ekspertyza. To drobiazgowy zapis ostatnich czterech miesięcy życia Sandry. Chemiczna czarna skrzynka.
W medycynie sądowej włosy nie kłamią. Rosną średnio o jeden centymetr w ciągu miesiąca i wbudowują w swoją strukturę każdą chemiczną cząsteczkę, która krąży we krwi. U Sandry biegli badają trzy odcinki włosa, tak zwane segmenty. Każdy z nich to inny etap jej życia i inny stopień wyniszczenia organizmu.
Najstarszy zapis tego biologicznego dziennika datuje się na 3-4 miesięcy przed śmiercią. W tym czasie Sandra jest już w szponach kokainy, ale jej organizm stara się zachować pozory normalności. We włosach nie ma jeszcze śladów metylofenidatu (lek stosowany w leczeniu ADHD) ani alkoholu łączonego z narkotykami.
Towarzyszą jej jednak paracetamol i pseudoefedryna. To dowód, że już wtedy Sandra cierpiała: najprawdopodobniej na chroniczne bóle głowy i stany zapalne zatok.

Na około dwa miesiące przed śmiercią następuje zwrot. W ciele Sandry pojawia się metylofenidat (silny stymulant) oraz alkohol. To także moment, kiedy po raz pierwszy w ciele pojawia się kokaetylen – śmiertelnie niebezpieczny, który powstaje w wątrobie wyłącznie przy jednoczesnym spożyciu kokainy i alkoholu.
Taka dawka substancji powoduje, że serce Sandry zaczyna „pracować ponad stan”, „na granicy wytrzymałości”. Ona sama zaczyna sięgać po cyklizynę, by stłumić nudności.
Trzeci odcinek włosa, ten najbliższy głowie, mówi nam o ostatnim miesiącu przed śmiercią. Profil substancji jest identyczny, jak przez ostatnie tygodnie. Oznacza to, że ciało Sandry nie ma ani chwili wytchnienia. Serce, wątroba i nerki pracują w stanie permanentnego zatrucia. Mieszanka kokainy, leków i alkoholu wprowadza Sandrę najprawdopodobniej w stan skrajnego wycieńczenia, paranoi i bezsenności.
Biegli nie mają wątpliwości. Z dokumentu, przygotowanego na zlecenie mamy Sandry wynika, że analiza tzw. popłuczyn acetonowych daje wynik ujemny. To znak, że narkotyki nie znajdują się we włosach nastolatki przypadkiem, nie osiadają z dymu w klubie czy od dotyku innej osoby. One są wewnątrz niej. Przechodzą przez jej krew, serce, płuca. Organizm dziewczyny poddaje się centymetr po centymetrze, tydzień po tygodniu.
Gdybyśmy cofnęli się w czasie i stanęli obok Sandry w jej ostatnich miesiącach, zobaczylibyśmy kobietę w stanie permanentnego „przebodźcowania” z nienaturalnie szerokimi źrenicami. Do tego dochodzi skóra: blada, niemal przezroczysta, przez pseudoefedrynę, która obkurcza naczynia krwionośne, sprawiając, że dłonie Sandry mogą być wiecznie zimne i lekko sine.

Sandra prawdopodobnie porusza się i mówi w tempie, którego nikt nie jest w stanie dotrzymać. Szybkie, nieskładne zdania, nerwowe poprawianie włosów, nieustanne pociąganie nosem.
Ludzie wokół niej mogą myśleć: „Jest przepracowana. Żyje w ogromnym stresie. Ciągle ma katar”.
Najbardziej uderzające muszą być jednak zmiany nastroju. Sandra może wydawać się duszą towarzystwa, osobą o niewyczerpanej energii. Jednak, gdy działanie substancji mija, następuje „zjazd”. Wtedy Sandra staje się cieniem samej siebie.
Analiza toksykologiczna nie odpowiada jednak na pytania: dlaczego doszło do tragedii, jak to się stało, że narkotyki znalazły się w ciele dziewczyny, czy mogła brać je nieświadomie, a być może ktoś ją do tego zmuszał. To muszą ustalić śledczy.
Groźby w salonie fryzjerskim
Warszawa, połowa maja 2024 r., blisko pół roku po śmierci Sandry. Do salonu fryzjerskiego Ewy wchodzi starszy mężczyzna i pyta kobietę o wolny termin. Na wizytę jednak się nie zapisuje, nie wychodzi na zewnątrz, siada na sofie i obserwuje Ewę. Gdy zostają sam na sam, maska uprzejmości spada. Starszy mężczyzna zaczyna zadawać pytania: o rodzinę, o dzieci. Kiedy pojawia się temat Sandry, w głosie mężczyzny nie ma współczucia.
– Jeśli wsadzi pani tego człowieka do więzienia, on zemści się na pani synu – rzuca. Kiedy wychodzi, rzuca jeszcze jedno pytanie. – A nie boi się pani, że mafia spali ten salon?
Czterdzieści osiem godzin później, pod osłoną nocy, groźba nabiera realnego kształtu. Mężczyzna ma na dłoniach czarne rękawiczki, twarz jest zamaskowana, na głowie kaptur i czapeczka bejsbolowa. W dłoni łom. Niszczy witrynę, wchodzi do środka, przegląda dokumenty i wychodzi. Kasetka z pieniędzmi i drogie kosmetyki pozostają nienaruszone.
Policja umarza śledztwo, nie widzi związku ze sprawą Sandry.
A ważny jest czas. Kilkanaście dni przed wizytą starszego mężczyzny i włamaniem ukazuje się reportaż „Interwencji” Polsatu na temat tajemniczej śmierci Sandry. Chwilę wcześniej Ewa doprowadza do tego, że sprawą nastolatki zaczyna zajmować się polska prokuratura.

W redakcji Interwencji Polsatu Rafał Zalewski czuje się jak w domu. Od ponad dwudziestu lat wgryza się w akta. Ma to w genach, jego ojciec był policjantem, a on sam przejął po nim instynkt, który nie pozwala odpuścić. To Zalewski doprowadza do przełomu w sprawie Izabeli Zabłockiej, która znika bez śladu w Wielkiej Brytanii w sierpniu 2010 r.
To po jego materiale o śmierci Sandry nieznany sprawca rozbija witrynę w salonie pani Ewy.
– Kiedy sprawa trafiła do polskich śledczych, mama Sandry wiązała z nimi ogromne nadzieje – mówi Zalewski. – Liczyła, że tutaj, w domu, sprawa nabierze tempa. Sam w to wierzyłem. Niestety, wszystkich nas spotkał zimny prysznic.
Polska sekcja zwłok, przeprowadzona długo po fakcie, nie daje jasnej odpowiedzi na pytanie: dlaczego serce 19-latki przestaje bić? Prokurator wykonuje więc jedyny proceduralny ruch, jaki mu zostaje, występuje do brytyjskich śledczych o przekazanie ich dokumentacji.
– To było ponad rok temu. Od tamtej pory śledztwo jest w stanie hibernacji. Zawieszone. Nie dzieje się kompletnie nic. Nikt nie ponagla Londynu, nikt nie wysyła monitów. Polscy śledczy po prostu czekają, aż Brytyjczycy łaskawie prześlą im papiery. Jakby sprawiedliwość miała nieograniczony czas.
Zalewski próbuje szukać odpowiedzi u źródła. Rozmawia z rzecznikiem warszawskiej prokuratury. – Usłyszałem, że rok to i tak krótko. Podobno na działania tamtejszych służb czeka się czasem latami. Trudno w to uwierzyć. To brzmi tak, jakby Londyn leżał na drugim końcu świata, w innej galaktyce, a nie dwie godziny lotu stąd – mówi.
– W sprawach takich jak ta, czas jest jednak niezwykle ważny. Zdarza się, że jego upływ powoduje, że ważne dowody zostają bezpowrotnie zatarte. Mam nadzieję, że w sprawie śmierci Sandry tak się nie stanie. Jej bliscy naprawdę bardzo czekają na jej wyjaśnienie – konkluduje.
W historii Sandry wciąż jest wiele pytań, na które śledczy muszą znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Strona brytyjska nadal uważa, że dziewczyna zmarła z przyczyn naturalnych. Polska prokuratura swoje śledztwo zawiesiła. Czeka na dokumenty od Brytyjczyków. Tych samych, którzy nie zabezpieczyli miejsca znalezienia zwłok, nie pobrali próbek krwi, nie przesłuchali świadków, a technicy kryminalni nie pojawili się w mieszkaniu.
Ignacy odmówił rozmowy.
Lorenzo nadal mieszka w Londynie.
Ewa wciąż szuka odpowiedzi. Liczy, że śledczy w końcu znajdą klucz do rozwikłania zagadki.
– Ja nie mam się czego bać. Już wszystko straciłam.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: dawid.serafin@firma.interia.pl












