
-
Ministerstwo Edukacji Narodowej planuje wprowadzić edukację zdrowotną jako przedmiot obowiązkowy od września 2026 roku, a decyzja w tej sprawie ma być ogłoszona w przyszłym tygodniu.
-
Trwają rozważania nad usunięciem lub modyfikacją komponentu, dotyczącego zdrowia seksualnego, co może być ukłonem w stronę ugrupowań prawicowych.
-
Koalicja może samodzielnie wprowadzić obowiązkowość przedmiotu rozporządzeniem, jednak rozważane są ustępstwa.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Barbara Nowacka zapowiedziała na antenie Polsat News, że do końca marca jej resort podejmie decyzję, dotyczącą edukacji zdrowotnej, która miałaby stać się przedmiotem obowiązkowym od września 2026 roku.
Edukacja zdrowotna. Ważą się losy przedmiotu
W resorcie trwały narady, a jak przekazała nam rzecznik prasowa MEN Ewelina Gorczyca, „trwają ostatnie ustalenia„.
„Decyzję, co do ewentualnej obowiązkowości edukacji zdrowotnej, ministra edukacji ogłosi w przyszłym tygodniu” – czytamy w nadesłanym komunikacie.
Jak jednak usłyszeliśmy nieoficjalnie od wpływowego polityka z obozu władzy, z resortu edukacji tego dnia nie mogły popłynąć żadne informacje.
– We wtorek na tapecie była tylko benzyna. Przecież to wielki sukces rządu, że udało się obniżyć ceny paliwa. Jest się czym chwalić, trzeba się tym chwalić. Lepiej nie wyskakiwać z jakimiś nowymi komunikatami, tym bardziej dość kontrowersyjnymi społecznie. To mogłoby przykryć nasz główny przekaz. To nie ten moment – usłyszeliśmy.
Edukacja zdrowotna, czyli „oczko w głowie” Nowackiej
Jak pisaliśmy wyżej, ostateczną decyzję MEN ma ogłosić w poświątecznym tygodniu. Jaka ona będzie? Na pewno resort i sama Nowacka będą forsować obowiązkowość edukacji zdrowotnej. Minister edukacji już w styczniowym wywiadzie dla Interii zapowiadała ten ruch i przekonywała, że bardzo zależy jej na tym przedmiocie.
– Jesteśmy przekonani, że tak być powinno. Potrzebna jest decyzja polityczna. Tu akurat nie jest potrzebny podpis prezydenta, wystarczy rozporządzenie. Potrzebujemy więc zgody społecznej. Spotykam się niebawem z Naczelną Izbą Lekarską, rozmawiam z organizacjami pozarządowymi, organizacjami pacjenckimi – tłumaczyła szefowa MEN.
– Po pół roku funkcjonowania edukacji społeczeństwo już wie, co to za przedmiot i jak wiele mitów było wokół tego przedmiotu. Wszyscy widzą, że uczą go wykwalifikowani nauczyciele. Jesteśmy otwarci na negocjacje – mówiła nam Nowacka.
Na naszą uwagę, czy problemu w tej sprawie nie stanowią koalicjanci z PSL i Polski 2050, Nowacka odparła, że trzeba rozmawiać z każdym. – Złości mnie, że w kontekście tego przedmiotu z rozsądkiem i wiedzą mogłyby wygrać kłamstwa, kołtuństwo i półprawdy. Widzę, że kwestie zdrowia stają się dla prawicy nowym gender. Kto budował się na zaprzeczaniu pandemii? To są dokładnie ci sami ludzie, którzy protestowali przeciwko edukacji zdrowotnej. Widać pole politycznego sporu. Ale czy po pół roku funkcjonowania tego dobrego przedmiotu dzieci mają być zakładnikami tego konfliktu? Zależy mi na tym przedmiocie. Bardzo – przekonywała.
Jak donosił portal rynekzdrowia.pl, na ołtarzu społecznej akceptacji dla obowiązkowości tego przedmiotu może zostać złożony komponent, dotyczący zdrowia seksualnego. Jeśli tak się stanie, Nowacka zrobi krok wstecz, by więcej dzieci w ramach obowiązkowego przedmiotu mogło skorzystać na pozostałych treściach nauczanych na edukacji zdrowotnej.
Obowiązkowość edukacji zdrowotnej – co na to koalicjanci?
Komu nie podoba się element, dotyczący zdrowia seksualnego w edukacji zdrowotnej? Utarło się, że okoniem w tej sprawie stają politycy Polskiego Stronnictwa Ludowego i część Polski 2050. Nie jest to do końca prawda.
– Jest wiele zalet tej propozycji i wydaje mi się, że to dobry pomysł, by był to przedmiot obowiązkowy. Wiem, że to kontrowersyjne, co powiedziałem, ale tak uważam. Można coś zmodyfikować, rozmawiać o szczegółach, ale to przedmiot potrzebny i ważny dla młodych ludzi w zakresie różnych elementów, które są na nim nauczane – mówi Interii Mirosław Maliszewski z PSL.
– Komponent dotyczący zdrowia seksualnego? Trzeba poddać to głębszej analizie i sprawdzić, jakie ma to negatywne oddziaływania, a jakie pozytywne. Dobrze byłoby nieco ten element zmodyfikować, ale po głębszej analizie. To jedyny punkt, przy którym widzę problem, ale co do zasady chciałbym wprowadzenia tego przedmiotu jako obowiązkowy – dodaje polityk ludowców.
Podobnie do sprawy odnosi się Żaneta Cwalina-Śliwowska, która reprezentuje dziś Centrum. – Ten przedmiot powinien być obowiązkowy. Już wcześniej interpelowałam do ministerstwa, kiedy ugrupowania prawicowe mówiły o ideologizacji treści. Proponowałam, by była to edukacja domowa, prowadzona pod okiem rodzica, kończąca się egzaminem. Te rozwiązania nie spotkały się z pozytywną opinia ministerstwa – przypomina.
– Widzimy, że resort idzie w tym kierunku, by był to przedmiot obowiązkowy, ale bez treści dotyczących zdrowia seksualnego. Uważam, że nie jest to do końca właściwe podejście, bo jeśli nie z podręcznika, dzieci i młodzież będą nabywały tę wiedzę z internetu. To krok ministerstwa, by pójść na rękę ugrupowaniom prawicowym – przypuszczam że chodzi o PiS, Konfederacje, być może PSL. Nawet jeśli dałoby się to zrobić na przekór tym partiom, to jest to ukłon w ich stronę, by ostudzić emocje – podkreśla Cwalina-Śliwowska.
Koalicja byłaby w stanie przeforsować obowiązkowość edukacji zdrowotnej samodzielnie. Co więcej, jak wskazywała Nowacka, wystarczy to zrobić rozporządzeniem. Minister edukacji chce jednak tym razem dmuchać na zimne i zbyt szybko nie ogłosić nowości, która mogłaby wiązać się z kolejnymi kryzysami wizerunkowymi. Dlatego też w resorcie trwają ostatnie analizy. Obowiązkowość przedmiotu będzie forsowana, ale z prawdopodobnymi ustępstwami, dotyczącymi zdrowia seksualnego. Decyzję poznamy w przyszłym tygodniu.













