
W cieśnienie Ormuz utknęło nawet 20 tysięcy marynarzy – alarmuje Organizacja Narodów Zjednoczonych.
Blokada wodnego szlaku, którym jeszcze w lutym transportowane było około 20 procent światowego zapotrzebowania na ropę, a każdego dnia przedostawała się ponad setka jednostek, trwa już niemal dwa miesiące. Oprócz skutków gospodarczych to także dramaty ludzkie.
W cieśninie zablokowanych jest wiele statków. Ile dokładnie? Szacunki wahają się od 800 do ponad 3000 jednostek. Ich załogi są unieruchomione na Bliskim Wschodzie.
– Prawie 20 tysięcy marynarzy od ponad siedmiu tygodni nie wie, kiedy będą w stanie wrócić do domu – alarmuje sekretarz generalny Międzynarodowej Organizacji Morskiej (IMO) Arsenio Dominguez.
IMO, która podlega Organizacji Narodów Zjednoczonych, apeluje o utworzenie korytarza humanitarnego, którym uwięzione przez wojnę jednostki mogłyby się wydostać, ale zaznacza, że muszą być do tego bezpieczne warunki.
„Ataki na statki handlowe i ich przejmowanie są nie do przyjęcia. Po raz kolejny wzywam do zaprzestania lekkomyślnych działań, natychmiastowego uwolnienia statków i niewinnych marynarzy” – pisał Dominguez w oficjalnym stanowisku organizacji którą kieruje.
Marynarz: Czasem to jedyna opcja
Hydrograf ze Szczecina, Aleksander Kulbacki, pływał przy położonym równolegle wybrzeżu Arabii Saudyjskiej, pracując przy budowie portu w mieście Neom.
Tłumaczy, że ze względu na rodzinną historię nie zaakceptowałby kontraktu na rejs ani w okolicę cieśniny Ormuz ani w inne niebezpieczne rejony.
– Mój dziadek, który też pływał, opowiadał mi, jak jego znajomy kapitan zaakceptował kontrakt na rejs do rejonu podwyższonego ryzyka. Armator oferował wręcz absurdalnie wysokie stawki. Zdążył „zrobić” jeden rejs, bo rakieta wysadziła ich statek – wspomina w rozmowie z Interią.
Ma też swoją hipotezę: co kusi marynarzy do przyjmowania ofert na wyjazdy w zagrożone rejony. – Czasem to jedyne opcje pracy na stanowisku operacyjnym. Ktoś kończy studia z nawigacji i nigdzie go nie chcą wziąć, więc decyduje się na taki kierunek, bo to jedyna szansa, aby zdobyć doświadczenie na swoim stanowisku – uważa Kulbacki.
Cieśnina Ormuz. „Na pewno nie wziąłbym takiego rejsu”
Tomasz Sochaczewski, marynarz ze Szczecina z kilkunastoletnim stażem, pracuje głównie na Morzu Północnym. Opisuje, w jaki sposób ludzie pracujący na morzu wybierają kontrakty.
– Nie muszę rozważać pływania w niebezpieczne rejony i ci, z którymi pracuję na statku, też. Mając dobrą posadę na Morzu Północnym, w ogóle tego nie rozważają. Na pewno bym nie wziął rejsu w niebezpieczne obszary. Biorą ci, którzy mają nóż na gardle – mówi Sochaczewski w rozmowie z Interią.
Według danych ekspertów śledzących transport morski od początku wojny Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem przez cieśninę Ormuz przepływa zaledwie kilka jednostek dzienie. Przez rozpoczęciem konfliktu było to nawet 140 statków każdego dnia.
– Deeskalacja i przywrócenie wolności pływania to jedyna droga do pójścia naprzód – zaznacza szef Międzynarodowej Organizacji Morskiej.
Tobiasz Madejski, Szczecin













