Ofiary spłonęły na stosie. Sąd wydał wyrok ws. makabrycznej zbrodni w Chełmie

Sąd wydał wyrok w środę (13 maja). Radio ZET przekazało, że oskarżeni mężczyźni nie przyszli na salę rozpraw. Sąd przyznał także po 150 tys. zł zadośćuczynienia dla czwórki osób z rodziny zmarłych, które solidarnie mają zapłacić oskarżeni. Wyrok jest nieprawomocny.

Przebieg zbrodni w Chełmie

Do zdarzenia doszło w mieszkaniu przy ul. Narutowicza w Chełmie (woj. lubelskie). Z aktu oskarżenia wynika, że w marcu 2025 roku podczas picia alkoholu Tomasz B. z nieustalonego dotąd powodu zaatakował dwóch mężczyzn w wieku 42 i 66 lat. Do ataku dołączyli pozostali oskarżeni, którzy, jak podano, bili swoje ofiary pięściami oraz kopali po głowach i całym ciele. Najbardziej agresywny był Tomasz B., który uderzył też jedną z ofiar krzesłem w tułów. Moment uderzenia został uwieczniony na nagraniu z prywatnego monitoringu obejmującego kamienicę przy ul. Narutowicza.


Zobacz wideo

Zatrzymano podejrzanych w sprawie zabójstwa. Ciało umieścili w walizce

Pobici mężczyźni stracili przytomność. Prokuratura ustaliła, że oskarżeni zabrali znalezione w mieszkaniu materiały tekstylne oraz meble i ułożyli te rzeczy oraz pokrzywdzonych na stos, który następnie Tomasz B. podpalił. Po zajęciu pomieszczenia przez ogień oskarżeni wyszli z mieszkania.

66-letni pokrzywdzony zmarł następnego dnia w szpitalu. Stwierdzono u niego rozległe oparzenia czwartego stopnia, a także m.in. tłuczone rany głowy i twarzy, krwiaki. U młodszego z mężczyzn sprawcy spowodowali zwęglenie niemal całej powierzchni ciała z dużymi ubytkami tkanek. Stwierdzono też duże ilości sadzy w drogach oddechowych, wskazujące na to, że mężczyzna żył w momencie wzniecenia przez skazanych pożaru.

Wina oskarżonych nie budzi wątpliwości sądu

Sędzia Barbara Markowska uzasadniła, że wina oskarżonych nie budzi wątpliwości, co potwierdzają zebrane dowody, przede wszystkim zeznania naocznego świadka oraz wyjaśnienia jednego ze współoskarżonych. Ich relacje potwierdziły nagrania z mieszkania, które wykonywał podczas przestępstwa jeden ze sprawców, a także monitoring z pobliskiego budynku.

– Przez okno wyraźnie widać akty agresji oskarżonych wobec pokrzywdzonych. Dalej na nagraniu widać, jak dochodzi do wzniecenia gwałtownego pożaru, po czym oskarżeni opuszczają miejsce zbrodni – opisała sędzia.

„Spowodowali u pokrzywdzonych ogromne cierpienia”

Zdaniem sądu zachowanie oskarżonych wskazuje na bezpośredni zamiar zabójstwa dwóch osób z motywacją zasługującą na szczególne potępienie. – Bez żadnego dającego się racjonalnie wytłumaczyć powodu spowodowali u pokrzywdzonych ogromne cierpienia i konania w warunkach gwałtownego pożaru. Strażacy wykonujący akcję ratowniczą mogli oddychać w pomieszczeniu tylko z użyciem specjalnego sprzętu – aparatów ochrony układu oddechowego – dodała sędzia Markowska.

Podkreśliła jednocześnie, że wszyscy oskarżeni byli w przeszłości wielokrotnie karani i popełniali coraz cięższe przestępstwa, a zbrodni podwójnego zabójstwa dopuścili się w krótkim czasie po opuszczeniu więzienia. Według sądu świadczy to o trwałej demoralizacji oskarżonych i bezskuteczności wymierzanych wcześniej kar.

Podczas poprzedniej rozprawy mężczyźni nie przyznali się do zarzutów, poza Piotrem B., który przyznał się jedynie do pobicia i przeprosił rodziny ofiar. Krzysztof B. twierdził, że w chwili przestępstwa był w odwiedzinach u partnerki w szpitalu. Jego brat Tomasz B. zaprzeczył, że dokonał przestępstwa, a oskarżenia nazwał pomówieniami. Obrońcy oskarżonych wnieśli o ich uniewinnienie.

Udział