
-
Warszawska centrala Koalicji Obywatelskiej oraz Donald Tusk przedstawiają odwołanie Aleksandra Miszalskiego jako sprawę lokalną, ale wynik przedterminowych wyborów w Krakowie może wpłynąć na dalszą pozycję KO.
-
Niektórzy analitycy wskazują na ryzyko pojawienia się efektu domina, jednak lokalny charakter sukcesu przeciwnika Miszalskiego i ograniczone zasoby opozycji mogą utrudnić powielenie scenariusza z Krakowa w innych miastach.
-
Nadchodzące wybory prezydenta Krakowa będą formą prawyborów, w których kluczowe będzie, jaki kandydat partyjny wejdzie do drugiej tury razem z Łukaszem Gibałą, ponieważ szanse KO i prawicy zależą od doboru odpowiednich kandydatów.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Dlatego – wbrew nadziejom opozycji, zarówno tej z prawa jak i z lewa, której osobliwy sojusz przyczynił się do odwołania Miszalskiego – może się okazać, że i tym razem Tusk wyjdzie z opałów obronną ręką. Stanie się tak jednak tylko wtedy, jeśli kolejny kandydat KO na prezydenta Krakowa zdoła uzyskać przedterminowych wyborach przyzwoity wynik. Ich data nie jest jeszcze znana, ale wiele wskazuje na to, że mieszkańcy Krakowa będą wybierać swojego kolejnego włodarza dopiero pod koniec wakacji.
Przez przyzwoity wynik uważam wejście do drugiej tury, bo szanse na to by kolejny kandydat KO w nich zwyciężył wydają się po kompromitacji Miszalskiego niewielkie. Tym bardziej, że Donald Tusk dopuścił do tego, aby Miszalski w marcu tego roku, gdy nad jego głową gromadziły się już czarne chmury, został szefem małopolskich struktur KO. Znacząco utrudni to teraz odcięcie się od Miszalskiego, co premier już zaczął robić unikając komentowania krakowskiego referendum w pierwszych godzinach po ogłoszeniu ich wyniku.
To skądinąd jest kolejny przykład, po aferze z Kłodzka, którą tygodniami żywiły się pisowskie media, pokazujący jak mało obchodzi Tuska sytuacja w lokalnych strukturach jego własnej partii. Dlatego też niektórzy analitycy wskazują, że wydarzenia z Krakowa mogą uruchomić tzw. efekt domina, czyli powstanie kolejnych inicjatyw referendalnych, których celem byłoby usunięcie włodarzy miast pochodzących z nominacji KO. A jest ich tylko w przypadku prezydentów miast ponad trzydziestu.
Z punktu widzenia opozycji, w tym zwłaszcza PiS, taka ogólnopolska akcja byłaby znakomitą okazją do mobilizacji lokalnych struktur, przed przyszłorocznym decydującym starciem postaci wyborów parlamentarnych. Trzeba jednak pamiętać, że w Krakowie czynnikiem, który przypuszczalnie przesądził o upadku Miszalskiego, była aktywność jego przeciwnika z drugiej tury ostatnich wyborów, czyli Łukasza Gibały.
Ten ostatni już trzykrotnie próbował zostać prezydentem Krakowa, a dysponując znaczącymi zasobami finansowymi, umożliwił ostatnio zorganizowanie trwającej tygodniami kampanii: najpierw zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum, a następnie przekonywania do wzięcia w nim udziału. W większości innych miast trudno będzie znaleźć przeciwnikom KO postać, która aż tak zaangażuje się w walkę z aktualnym włodarzem miasta, dysponując przy tym aktywami porównywalnymi z Gibałą.
O ile zatem wywołanie efektu domina wydaje się mało prawdopodobne, to nie ulega wątpliwości, że za kilka tygodni w drugim co do wielkości polskim mieście odbędą się faktyczne prawybory. Zasadnicze znaczenie będzie w nich miało to, który z kandydatów (lub kandydatek) partyjnych znajdzie się z bezpartyjnym Gibałą w drugiej turze głosowania. Nie pojawiły się wprawdzie jeszcze żadne sondaże, ale prawdopodobieństwo, że Gibała nie wejdzie do drugiej tury wydaje mi się jeszcze mniejsze niż to, że znajdzie się w nich z reprezentantem KO. Chyba, że KO postawi tym razem nie na kolejnego swojego polityka formatu Miszalskiego, ale na powszechnie znaną postać nie związaną tą partią.
Jeśli tak się nie stanie, to o ostateczne zwycięstwo Gibała będzie walczył z przedstawicielem lub przedstawicielką którejś z prawicowych formacji. Z Korony będzie to niemal na pewno Grzegorz Braun, który obok różnych innych „dokonań”, ma już ugruntowaną pozycje objazdowego kandydata na prezydenta kolejnych polskich miast. Kandydował wszak już w 2019 r. w przedterminowych wyborach na prezydenta Gdańska, uzyskując w nich niemal dwanaście procent głosów, a w dwa lata później w podobnej nadzwyczajnej elekcji prezydenta Rzeszowa, gdzie poparło go ponad dziewięć procent głosujących.
Oczywiście fakt, że Braun nie ma jakichkolwiek związków z dawną stolicą Polski nie ma tu znaczenia. Podobnie było wszak z Gdańskiem, czy Rzeszowem. Jest to możliwe, bowiem naszym ustawodawcom nie przyszło do głowy, aby wpisać do ordynacji wyborczej wymóg zamieszkiwania przynajmniej przez kilka lat w mieście, którego chce się zostać prezydentem, burmistrzem czy wójtem.
Interesujące wydaje się natomiast kogo wystawią dwie pozostałe formacje prawicowe. Szef małopolskiego PiS Łukasz Kmita oświadczył w TV Republika, że jego partia ogłosi nazwisko kandydata dopiero wtedy, gdy KO ujawni tożsamość człowieka, który będzie próbował posprzątać po Miszalskim. Ta wstrzemięźliwość wiele mówi o niskim poziomie popularności PiS w Krakowie. Przez lata na drodze kolejnych kandydatów PiS do krakowskiego magistratu (Ryszarda Terleckiego, Marka Lasoty i Małgorzaty Wasserman) stał niezwyciężony nigdy Jacek Majchrowski.
Gdy go jednak wreszcie zabrakło w wyborach w 2024 r., to okazało się, że wspomniany tu już Łukasz Kmita jako kandydat PiS nie zdołał w ogóle wejść do drugiej tury i musiał zadowolić się dopiero trzecim miejscem. Inna rzecz, że zdobył wówczas niemal dwadzieścia procent głosów, wykazując się w ten sposób i tak cztery razy większym poparciem od kandydata Konfederacji Konrada Berkowicza. To pokazuje przed jak trudnym wyzwaniem staną teraz Mentzen z Bosakiem. Będą bowiem musieli znaleźć kandydata, który powalczy o lepszy rezultat niż Grzegorz Braun.
Jak bardzo przez minione dwa lata zmieniły się nastroje w Krakowie, pokażą nam wyniki głosowania na następcę Aleksandra Miszalskiego. Nie będą one oczywiście miarodajne dla całej Polski, ale będą swoistymi prawyborami, być może najważniejszymi, przed tymi, jakie czekają nas jesienią przyszłego roku.
-
Kolejny cios w Miszalskiego. Nóż w plecy wbiją mu koledzy
-
„Bezkrólewie” w Krakowie. Ważne informacje dla mieszkańców












