
Kurz po ogłoszeniu wyników krakowskiego referendum pomału opada, rozpoczyna się wyborczy wyścig. Do wzięcia jest bowiem urząd prezydenta w drugim co do liczby mieszkańców mieście Polski, lecz na niepełną, bo 2,5-letnią kadencję.
– KO będzie chciała ustawić te wybory: „Ok, może Aleksander Miszalski nawalił, my nie doceniliśmy sprzeciwu i zdenerwowania wyborców, ale nie możemy dopuścić do tego, by PiS, prawica, odbiły tak duże miasto, jak stolica Małopolski” – ocenił w „Politycznym WF-ie” Marcin Fijołek, prowadzący „Graffiti” w Polsat News.
Będą wybory w Krakowie. Szanse ma Gibała, czy PiS kogoś wystawi?
Wraz z Piotrem Witwickim, redaktorem naczelnym Interii, spodziewają się, że o fotel prezydenta Krakowa zawalczy Łukasz Gibała, który starał się o to stanowisko już trzykrotnie. W 2024 roku kandydata komitetu „Kraków dla Mieszkańców” o włos wyprzedził w drugiej turze Miszalski.
– Teraz Gibała ma duże szanse – ocenił Piotr Witwicki, przypominając, iż samorządowiec ten dysponuje pieniędzmi na kampanię, a także pomysłami, jak ją przeprowadzić. – I to zaczęło zmierzać w tę stronę, że chyba rzeczywiście mieszkańcy będą musieli dać mu szansę – wskazał w „Politycznym WF-ie”.
Zobacz nowy odcinek podcastu „Polityczny WF”
Ciąg dalszy artykułu pod wideo
Marcin Fijołek przypomniał natomiast, iż KO wystawi najpewniej senatorkę Monikę Piątkowską, która w ostatnich wyborach parlamentarnych startowała właśnie z Krakowa. – Będzie ponadto siostrobójczy pojedynek na lewicy: Aleksandra Owca z Razem oraz prawdopodobnie Daria Gosek-Popiołek z Nowej Lewicy. Może być trochę folkloru w postaci Marianny Schreiber, może być też Grzegorz Braun – wyliczył.
Zdaniem prowadzącego „Graffiti” wydaje się natomiast, że najtwardszy orzech do zgryzienia, jeśli chodzi o taktykę na krakowskie, przyspieszone wybory, ma PiS, choć w mediach pojawiają się nazwiska możliwych reprezentantów tego ugrupowania. – Rozmawiałem w tym tygodniu z jednym z liderów tej partii i on mówił wprost, że z jego perspektywy najlepiej by było, jakby PiS nie wystawiło kandydata – powiedział.
Przegrana Miszalskiego „nic nie mówi o prawicowej fali”
Jak przyznał Marcin Fijołek, zdziwiło go takie podejście do sprawy u jego rozmówcy. Polityk opozycyjnej partii wychodzi jednak z założenia, że brak własnego kandydata dałby „otwarcie do rozmów z Konfederacją”, na przykład w kontekście paktu senackiego czy ewentualnej koalicji w Sejmie za 1,5 roku.
Konfederacja swojego kandydata wskazała niemal od razu, gdy było wiadomo, że Miszalski został odwołany – to Bartosz Bocheńczak. – Mój rozmówca się uśmiechnął: „I tak te wybory będą przez prawicę przegrane, a przynajmniej to nie spadnie na nas, nie wydamy pieniędzy na kampanię i może warto byłoby te wybory uzupełniające odpuścić” – uzupełnił Marcin Fijołek.
Według Piotra Witwickiego przegrana Miszalskiego „to nie początek problemów KO tylko ich zwieńczenie”. – Ta sprawa tak naprawdę nie mówi nic o wielkiej fali prawicowej, jaka przejdzie przez samorządy – ocenił, podkreślając, że porażka w referendum mówi wiele o kadrach, jakie ma KO.
– Donald Tusk, szukając na 2027 rok twarzy kampanii, zwróci się ku Magdalenie Sobkowiak-Czarneckiej, związanej z PSL-em. To wystawia pośrednio świadectwo, jak wyglądała ta formacja, jeśli chodzi o awanse i kogo sobie wychowała (…). Kraków obnaża strukturalny problem KO z awansami dla młodych ludzi, ich rozwojem – nadmienił.
Po co Majchrowski i Miszalski zadłużali Kraków?
W opinii redaktora naczelnego Interii niezależnie od tego, kto zostanie nowym prezydentem Krakowa, „ta osoba będzie miała przerąbane”, ponieważ „dostanie bardzo zadłużone miasto”, a dodatkowo w referendum nie udało się odwołać Rady Miasta, gdzie dominuje KO, więc jeśli następca Miszalskiego będzie z innej strony sceny politycznej, na linii prezydent – radni powstać może spory konflikt.
W „Politycznym WF-ie” Piotr Witwicki porównał ponadto cel, w jakim małopolską metropolię zadłużali dwaj jej ostatni prezydenci. – Jedna różnica jest absolutnie zasadnicza. Jacek Majchrowski zadłużał miasto po to, aby inwestować i to było zauważalne, a Aleksander Miszalski – po to, żeby zatrudniać jeszcze więcej ludzi. Właściwie stworzył alternatywną strukturę w Urzędzie Miasta, aby mieć gdzie zatrudniać kolegów z Platformy Obywatelskiej – uznał.
Swój komentarz do tych słów opublikował na platformie X sam Miszalski. „Tymczasem budżet miasta na 2026 rok to rekordowe środki przeznaczone na inwestycje (ponad 1,5 miliarda). Zaś w drugiej kwestii – na około 150 dyrektorów tylko pięciu z KO (z których część pracowała w Urzędzie jeszcze nim zostałem prezydentem). Liczą się fakty” – ocenił.
Najnowsze wydanie podcastu również o decyzji Karola Nawrockiego, która wywołała awanturę w PiS. Dlaczego – wbrew opinii prezesa Jarosława Kaczyńskiego – powołał Zbigniewa Kapińskiego na I prezesa Sądu Najwyższego? W tle sprawy jest orzeczenie sprzed 26 lat w sprawie lustracji Lecha Wałęsy.













