
Rosjanka to jeden z największych talentów ostatnich lat w zawodowym tenisie. Mirra Andriejewa ma dopiero 19 lat i właśnie sięgnęła po swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł w karierze. W finale Rosjanka uporała się, choć nie bez problemów – zwłaszcza w pierwszym secie – z Mają Chwalińską. Polka była absolutną rewelacją Roland Garros 2026.
Ważne słowa Polki o hejcie i presji. Co za przekaz na Roland Garros!
Nie jest tajemnicą, że polska tenisistka musiała przechodzić przez różne, często bardzo trudne momenty w swojej karierze.
Oprócz szeregu kontuzji typowo fizycznych Chwalińska miała również przerwę związaną z problemami mentalnymi. Tenisistka otwarcie przyznawała, że mowa o depresji. Polka zdołała jednak wrócić na kort, a w 2026 roku wywalczyła sobie przepiękną historię, którą napisała na paryskiej mączce Wielkiego Szlema.
Chwalińska podczas konferencji prasowej w stolicy Francji została zapytana o aspekt psychiczny, jeśli mowa o funkcjonowaniu w zawodowym tenisie. Choćby na podstawie postaci wspomnianej Andriejewej, która – choć została mistrzynią wielkoszlemową – nadal mowa przecież o nastolatce.
„Czuję, że tenis to trudny sport. Jest tak bardzo indywidualny. Zaczynamy tak wcześnie, w zasadzie jesteśmy jeszcze dziećmi, kiedy wszystko się zaczyna… A potem jesteśmy nastolatkami. Ludzie oczekują, że będziemy zachowywać się już jak dorośli. W rzeczywistości jesteśmy jednak nadal po prostu dziećmi. Presja jest ogromna, bo w każdym meczu jesteśmy w pewien sposób wystawieni na widok. Ludzie mogą nas oceniać, jak im się podoba w dzisiejszych czasach i w tym wieku. W internecie możesz napisać cokolwiek. Czuję, że to bardzo wymagające. Po prostu musisz chronić się najlepiej, jak potrafisz” – powiedziała Polka.
Dodajmy, że Chwalińska w tym roku skończy 25 lat, będąc równolatką Igi Świątek. Mimo tak młodego wieku Polka ma już na swoim koncie tak dużo różnych zwrotów kariery, co idealnie obrazuje słowa, które wypowiedziała właśnie w tym, mentalnym kontekście.
Maja Chwalińska napisała piękną historię. Finał debiutantki w Paryżu!
Historia napisana przez Maję Chwalińską od połowy maja do końcówki pierwszego tygodnia czerwca na kortach im. Rolanda Garrosa, to niezwykła opowieść. Polska tenisistka przeszła przez trzystopniowe kwalifikacje, żeby oficjalnie zadebiutować w drabince głównej turnieju Wielkiego Szlema w stolicy Francji.
Okazało się, że Chwalińska poszła za ciosem. Po ograniu trzech rywalek w kwalifikacjach (dwie reprezentantki gospodarzy: Alice Rame i Carole Monnet oraz Holenderka Suzan Lamens), mająca 24 lata tenisistka wygrała… sześć kolejnych meczów w Paryżu! W pokonanym polu zawodniczka grająca na co dzień w klubie BKT Advantage Bielsko-Biała pozostawiła kolejno: Chinkę Qinwen Zheng, Belgijkę Elise Martens, Greczynkę Marię Sakkari, Francuzkę Diane Parry oraz dwie tenisistki z Rosji – Annę Kalinską i Dianę Sznajder. Za mocna okazała się dopiero Mirra Andriejewa, w finale Roland Garros 2026.
Wynik osiągnięty przez Polkę jest jednak ogromnym sukcesem. Chwalińska dopisała do swojego dorobku w rankingu WTA aż 1303 punkty. To pozwoliło awansować Polce z 114 na 21 miejsce na świecie. Tym samym została ona drugą najlepszą tenisistką w kraju, zaraz po swojej przyjaciółce Idze Świątek (numer 3 w zestawieniu).













