
Czy istnieje coś takiego jak polityka odznaczeniowa? Oczywiście, że tak. Z jej pomocą organ przyznający odznaczenia – w Polsce jest to Prezydent RP – może realizować różne cele, zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej. W przypadku tej ostatniej powinno to służyć nagradzaniu osób, które w szczególności zasłużyły się dla Polski na arenie międzynarodowej.
Tak było w teorii, a jak wyglądała praktyka?
Order Orła Białego, którego nie przyznawano w czasach rządów komunistycznych, został przywrócony w 1992 r. w okresie prezydentury Lecha Wałęsy. Szafował on nim nadzwyczaj powściągliwie, co, znając temperament dawnego lidera „Solidarności”, wydaje się zaskakujące. Order z jego rąk otrzymało jedynie ośmiu obcokrajowców, ale już w tym gronie pojawiły się postaci cokolwiek zaskakujące.
Wałęsa upodobał sobie bowiem honorowanie orderem głównie koronowanych głów i to, nie wiedzieć czemu, niemal wyłącznie z obszaru Skandynawii. Dlatego order z jego rąk otrzymała królowa Danii Małgorzata II oraz królowie Szwecji (Karol XVI Gustaw) i Norwegii (Harald II). Konia z rzędem temu, kto potrafi wyjaśnić, czym szczególnym zasłużyli się oni dla Polski, podobnie zresztą jak królowa Niderlandów Beatrycze czy dopełniający bałtyckich fascynacji Wałęsy prezydent Finlandii Mauno Koivisto.
Tak naprawdę z całej ósemki moich wątpliwości nie budzi jedynie Order Orła Białego dla prezydenta Czechosłowacji, a później Czech Vaclava Havla, który wielokrotnie – także w czasach, gdy był ważną postacią antykomunistycznej opozycji – dał się poznać jako wielki przyjaciel Polski i Polaków.
Miałbym już natomiast problem z wyliczeniem jakichś dokonań nad tym polu – poza sloganem o tradycyjnej przyjaźni polsko-węgierskiej – dla prezydenta Árpáda Göncza, czy tym bardziej jego tureckiego odpowiednika Süleymana Demirela, którzy zamykają wałęsowską ósemkę dam i kawalerów Orderu Orła Białego.
Prezydentura Aleksandra Kwaśniewskiego, choć pod wieloma względami diametralnie inna niż ta Wałęsy, akurat na tym polu nie przyniosła zmiany pozwalającej dostrzec jakiś wyraźny zamysł polityczny. Z tym że drugi z prezydentów RP wyłonionych w wyborach powszechnych szafował już OOB znacznie obficiej, przyznając go 41 cudzoziemcom. Były wśród nich nadal koronowane głowy (z brytyjską Elżbietą II na czele), ale przeważali prezydenci mniej czy bardziej zaprzyjaźnionych państw, głównie europejskich.
Jasno pokazywało to, że najwyższe polskie odznaczenie państwowe staje się rodzajem „pamiątki z podróży”, jaką w Warszawie otrzymywali kolejni odwiedzający ją politycy.
Od tej reguły w dekadzie Kwaśniewskiego znalazłem jedynie trzy wyjątki, pokazujące zresztą trzy najważniejsze dla ówczesnego prezydenta kierunki: amerykański, niemiecki i ukraiński. Były to odpowiednio ordery:
-
pośmiertny dla Lane Kirklanda (amerykańskiego związkowca, który organizował pomoc dla nielegalnej „Solidarności”),
-
Karla Dedeciusa – jednego z architektów pojednania polsko-niemieckiego)
-
oraz dla Bohdana Osadczuka, który przez dekady odgrywał podobną rolę w relacjach polsko-ukraińskich.
Następcy rekordu nie pobili
Kolejni prezydenci byli nieco bardziej powściągliwi w przyznawaniu OOB, nawet uwzględniając, że pełnili urząd tylko przez jedną kadencję. Lech Kaczyński odznaczył jedynie siedmiu prezydentów, w tym pośmiertnie – i tu uważam, że w pełni zasłużenie – Ronalda Reagana, który zrobił dla osłabienia Związku Sowieckiego więcej niż ktokolwiek inny na świecie.
Z kolei Bronisław Komorowski ozdobił pierś 15 cudzoziemców, z których jedynie brytyjski historyk Norman Davies, ogromnie zasłużony dla popularyzacji naszych dziejów na Zachodzie, nie był politykiem lub monarchą. Albo monarchinią, jak królowa Szwecji Sylwia, notabene małżonka wspomnianego wcześniej Karola Gustawa XIV, której Komorowski przyznał order chyba głównie dlatego, aby nie czuła się dyskryminowana.
Rekordu Kwaśniewskiego na polu odznaczania obcokrajowców nie pobił też Andrzej Duda. Wprawdzie Order Orła Białego otrzymało od niego aż 108 Polaków (od Kwaśniewskiego jedynie 68), ale tylko 24 cudzoziemców. W tym w kwietniu 2022 r., na fali proukraińskiego entuzjazmu i solidarności, Wołodymyr Zełeński. Zdecydowanie na kredyt i przedwcześnie, ale na podobnych zasadach co jego trzej poprzednicy: Kuczma, Juszczenko i Poroszenko.
W gronie odznaczonych przez Dudę również byli niemal wyłącznie prezydenci i monarchowie, z dwoma tylko wyjątkami.
Pierwszym był Szewach Weiss, ambasador Izraela w Polsce i przewodniczący Knesetu, który stał się symbolem dialogu i pojednania polsko-żydowskiego. Bardziej zaskakujący wydaje się order dla Johna T. Dunlapa – Wielkiego Mistrza Zakonu Maltańskiego. Doceniam oczywiście pozytywną rolę, jaką Polsce odgrywa ta organizacja, ale znam kilka innych, znacznie istotniejszych, których szefowie nie doczekali się dotąd polskich odznaczeń nawet znacznie niższych rangą.
Nie będę tu wylewał łez nad oczywistą inflacją, jakiej uległo najwyższe polskie odznaczenie państwowe. Po pierwsze dlatego, że zarówno w I Rzeczpospolitej, gdy w 1705 r. go ustanowiono, jak i II RP nie było z tym lepiej. Może nawet gorzej, zważywszy że wśród odznaczonych odnajdziemy zarówno czołowe postacie rosyjskiego i pruskiego imperializmu (jak Piotr I, Katarzyna II czy Fryderyk II), jak i XX-wiecznych dyktatorów w rodzaju Miklósa Horthy czy Benito Mussoliniego.
Po drugie zaś dlatego, że w wielu innych państwach tzw. najwyższe odznaczenie jest rozdawane jeszcze hojniej niż u nas. Dobrym przykładem jest tu Francja, w której corocznie obcokrajowcy otrzymują około 300 orderów Legii Honorowej.
Mając to wszystko na względzie, proponowałbym zachowanie większego dystansu wobec kwestii odebrania Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy. Jeśli naprawdę chcemy przekonać Ukraińców do naszych racji w sprawach historycznych, to musimy zacząć od zrozumienia, że droga do tego nie wiedzie zarówno przez nadawanie orderów, jak i tym bardziej przez ich odbieranie, ale przez obliczoną na dekady pracę nad świadomością naszych wschodnich sąsiadów. I miejmy jednak nadzieję, że bardziej sojuszników niż wrogów.












