
Przelot jednego z pocisków dobrze udokumentował mieszkaniec okolic Czeboksary. Flaming jest bardzo duży i porusza się względnie wysoko oraz powoli jak na współczesne rakiety manewrujące. Został więc dobrze uwieczniony, lecąc do swojego celu już w świetle dziennym. Sylwetkę trudno pomylić z czym innym. Zwłaszcza charakterystyczny duży silnik na grzbiecie części ogonowej.
Kompilacja nagrań wstawiona na X przez Wołodymyra Zełenskiego. FP-5 Flaming i atak na Czeboksary widać na początku. Potem niezwiązany atak na rafinerię w Kujbyszewie przy użyciu niesprecyzowanej broni.
Późniejsze nagranie z samego Czeboksary, położonego około 1000 kilometrów od granicy Ukrainy, pokazuje silną eksplozję na terenie fabryki VNIIR-Progres, kiedy już unosi się z niej słup dymu. Wniosek jest taki, że w zakład uderzyły co najmniej dwa pociski. Nie wiadomo jednak, w jakim stopniu ucierpiała sama część produkcyjna. Zdjęcia po fakcie pokazują zniszczony jeden z budynków zakładu osłonięty dużą zaporą z siatki, która miała służyć do zatrzymywania prostszych ukraińskich dronów.
Ważne elementy rosyjskiej broni
VNIIP-Progres to ważna fabryka znana aktualnie głównie z produkcji elementów systemów nawigacyjnych dla rosyjskiego uzbrojenia. Zwłaszcza specjalnych anten Kometa do odbioru sygnałów nawigacji satelitarnej, które są ciągle udoskonalane celem zwiększenia odporności na ukraińskie systemy walki elektronicznej. Są powszechnie montowane między innymi na dronach Gierań czy doczepianych do bomb lotniczych modułów szybujących UMPK. To bardzo istotny, choć niewielki, element wielu ważnych rosyjskich broni. Na tyle, że zakład był już atakowany przez Ukraińców latem 2025 roku, co zostawiło widoczny na zdjęciach satelitarnych czarny ślad na dachu głównej hali produkcyjnej. Co więcej, w maju tego roku był celem po raz kolejny. Nagrania pokazywały znaczny pożar na terenie zakładów. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski pisał później, że użyto rakiet FP-5. Nie było jednak żadnego wizualnego potwierdzenia ich użycia.
Teraz, po raz pierwszy, są wyraźne. To wydarzenie o tyle znaczące, że FP-5 ujawniono już prawie rok temu, w sierpniu. Zapowiadano masową produkcję i deklarowano bardzo poważne możliwości. Takie jak zasięg rzędu 3 tysięcy kilometrów z tonową głowicą, podczas gdy większość współczesnych rakiet manewrujących ma około połowy tego. Flaming jest czymś w rodzaju dość prostej, żeby nie powiedzieć prymitywnej, ciężkiej rakiety manewrującej, napędzanej przez duży lotniczy silnik odrzutowy radzieckiego pochodzenia. Pisaliśmy o niej więcej w momencie, kiedy została ujawniona.
Od tego czasu FP-5 był znacznie mniej widoczny, niż można by się spodziewać po optymistycznych deklaracjach firmy Fire Point o masowej produkcji z sierpnia 2025 roku. Wówczas była mowa o nawet 50 pociskach miesięcznie. Do dzisiaj nie było jednak żadnych dobrych nagrań ich w akcji. Jedynie oficjalne informacje o atakach z ich użyciem padające ze strony Ukraińców i nocne nagrania z Rosji, na których słychać silnik odrzutowy tuż przed wybuchem jakiejś ukraińskiej broni. Mogły to być Flamingi, ale też bardziej klasyczne rakiety manewrujące Neptun. Ogólnie rzecz biorąc, mowa o mniej niż 10 znanych operacjach z użyciem FP-5 na przestrzeni prawie roku. I to nie masowych, ale liczących góra kilka sztuk. Czyli może kilkadziesiąt użytych rakiet w ciągu wielu miesięcy, a nie miesiąca.
>>>> Ukraina walczy o przyszłość nie tylko z Rosją, ale też z demografią. Kraj wyludnia się w przyspieszonym tempie – pisze na Wyborcza.pl Francesca Barca. <<<<
Bojowy marketing
Tak rozczarowującego rezultatu można było się spodziewać jeszcze na samym początku, przy okazji ujawnienia FP-5. Firma Fire Point zorganizowała agresywną kampanię promocyjną przy użyciu zachodnich dziennikarzy w momencie, kiedy nie miała jeszcze pewnych zamówień ze strony ukraińskiego wojska. Prawdopodobnie po to, aby móc je uzyskać. Skala produkcji Flamingów najpewniej znacząco odbiega więc od deklarowanych 50 miesięcznie. Główna uwaga Fire Point ciągle skupia się na prostszych i bardziej klasycznych dronach uderzeniowych FP-1 i FP-2, które są produkowane na większą skalę i używane do ataków na Rosję.
Jest również jak najbardziej możliwe, że realna skuteczność bojowa FP-5 jest niższa od deklarowanej. Jej podstawowy problem to rozmiar i system naprowadzania. Jest naprawdę duża, długa na niemal 14 metrów, z rozpiętością skrzydeł wynoszącą 6. Masa to około 6 ton. To wymiary z kategorii standardowego miejskiego autobusu. System nawigacji i naprowadzania ma być natomiast relatywnie prosty, ponieważ Ukraińcy nie mają rozwiązań dorównującym topowym zachodnim czy rosyjskim rozwiązaniom z tej kategorii.
Czym innym jest bowiem taki system dla powolnego i prymitywnego drona, a czym innym dla znacznie szybszej rakiety manewrującej. Zwłaszcza jeśli ta druga ma trzymać się blisko ziemi i w ten sposób unikać wykrycia. O ukraińskiej słabości w tej kategorii mówił sam generał Kyryło Budanow, jeszcze jako szef wywiadu wojskowego HUR podczas spotkania z przedstawicielami przemysłu. Według jego słów zachodni partnerzy Ukrainy nie są skorzy do dzielenia się tego rodzaju bardzo zaawansowanymi rozwiązaniami, muszą one więc powstawać z mozołem własnymi siłami.
Można więc spekulować, że ograniczone użycie i sukcesy FP-5 są po części efektem ograniczonych zamówień, ale też ograniczonej efektywności. Tego rodzaju rakietowy autobus lecący na stosunkowo dużej wysokości z powodu niedoskonałego systemu nawigacyjnego, to potencjalnie łatwy cel dla rosyjskiej obrony przeciwlotniczej i mogący jeszcze mieć problemy z celnością. Krytycznie o FP-5 w tym kontekście wypowiadał się w minionym tygodniu ukraiński poseł i członek komisji obrony Sergiej Rachmanin. – Produkt o nazwie FP-5 miał szaloną, bardzo agresywną kampanię promocyjną, ale praktyczne rezultaty jego użycia różnią się znacząco od obietnic – stwierdził.
Najnowsze nagranie pokazuje jednak, że albo czasem FP-5 się udaje, bo rosyjska obrona przeciwlotnicza nie daje sobie rady z obroną rozległego terytorium kraju, albo że może zostały w niej wprowadzone jakieś poprawki, które podniosły jej skuteczność. Obie opcje nie są złe dla Ukrainy, bo VNIIR-Progres to nie jest jakaś tam mało istotna fabryczka, ale zakład o znaczeniu strategicznym. Jeśli do jego obrony brakuje sił, to nie może być wesoło z rosyjską obroną przeciwlotniczą. Druga opcja w sposób oczywisty byłaby pozytywna dla Ukraińców, bo skuteczny duży pocisk manewrujący z ciężką głowicą miałby dla nich ogromne znaczenie. Czas pokaże, czy środowe nagranie to odstępstwo od reguły, czy jaskółka zmiany.













