
-
Ukraiński atak na rafinerię w Moskwie obnażył słabości rosyjskiej obrony strategicznej infrastruktury.
-
Ekspert wskazuje na poważne braki w rosyjskich systemach obrony przeciwko atakom saturacyjnym i nowoczesnej technologii dronów.
-
Wydarzenia te zdaniem analityka oznaczają koniec przekonania o skutecznej „bańce antydostępowej” wokół Federacji Rosyjskiej.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Ukraiński Sztab Generalny poinformował w oficjalnym komunikacie o kolejnym uderzeniu w moskiewską rafinerię ropy naftowej, która ulokowana jest zaledwie 15 km od Kremla. Jak przekazano, zakład miał do tej pory zdolność przerobu blisko 12 mln ton ropy rocznie i wykorzystywany był m.in. do zaopatrywania rosyjskiej armii.
„Obecnie potwierdzono co najmniej pięć ognisk pożaru. Według wstępnych danych z geolokalizacji płoną instalacje zintegrowanego przerobu ropy, instalacje wtórnego przerobu oraz park zbiorników magazynowych” – napisano.
Informacje przekazywane przez ukraińskie wojsko potwierdzają liczne zdjęcia i nagrania, które pojawiły się w mediach społecznościowych. Na filmach słychać przerażonych Rosjan, którzy łapią się za głowy nie wierząc, że przeprowadzono kolejne, skuteczne ukraińskie ataki.
– Najnowsze ataki Ukrainy na Rosję oddalają perspektywę jakiegokolwiek bezpośredniego kontaktu między prezydentem Władimirem Putinem a przywódcą Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim – grzmiał Jurij Uszakow, cytowany przez agencję Interfax, jeden z pierwszych kremlowskich przedstawicieli, który zabrał głos w sprawie ostrzału.
Ekspert o ostrzale moskiewskiej rafinerii. Ukraina wykorzystuje irańskie wzorce
Dotkliwe w skutkach porażenie moskiewskiej rafinerii komentuje w rozmowie z Interią Bartłomiej Małczyk. Absolwent austriackiej Terezjańskiej Akademii Wojskowej zauważa, że Ukraińcy od pewnego czasu starają się wykorzystywać taktykę, którą znamy m.in. z konfliktu izraelsko-irańskiego.
– To był klasyczny przykład tak zwanego ataku saturacyjnego. Mówiąc najprościej, chodzi o zapchanie możliwości systemów obronnych. Wprowadza się absolutny chaos, dzięki czemu część obiektów z łatwością się przedziera – tłumaczy.
Zdaniem analityka czwartkowe uderzenie dobitnie pokazuje z jakimi problemami boryka się rosyjska armia. Okazuje się bowiem, że to, co jeszcze niedawno było elementem żartów z Rosjan i mało kto wierzył, że jest prawdą, jest dla nich rzeczywistością w obronie kraju.
– Rosyjska obrona jest źle zaprojektowana. Część z tych uszkodzeń dokonali sami obrońcy, czy to poprzez zagubione rakiety, czy też poprzez mechaniczne uszkodzenia, które finalnie nie eliminowały dronów i rakiet – stwierdza Bartłomiej Małczyk.
– To nie jest rozbudowany system, taki jak chociażby ma istnieć w Polsce (IBCS). Tamci operatorzy, Iwany czy Serioże, siedzący na obsłudze sprzętu rozmawiają ze sobą po radiach, kto do czego strzela. Czasami ktoś w ogóle nie strzeli, czasami strzeli, ale nie zamelduje, albo zamelduje ale rakieta nie wybuchnie i nie porazi celu. Mówiąc dosadnie, przy takich akcjach panuje tam totalny chaos – dodaje.
Małczyk zwraca również uwagę na wadliwość rosyjskich pocisków. Choć producenci nie podają oficjalnych danych, to wśród ekspertów panuje przekonanie, że mowa jest o 10-20 proc. rakiet, które nie trafiają w cele. Oznacza to, że w przypadku wystrzelenia kilkuset dronów, kilkadziesiąt jest w stanie ominąć obronę i trafić w cel.
Atak na moskiewską rafinerię. Ukraińcy wyprzedzili rosyjską technologię
Odnosząc się do braku skuteczności systemów obronnych Bartłomiej Małczyk podkreśla także brak możliwości prowadzenia ze strony Rosjan walki radioelektronicznej. Choć nie ma oficjalnych informacji, jaką dokładnie technologię wykorzystują Ukraińcy w swoich dronach, to można wnioskować, że są to zachodnie rozwiązania, które przewyższają możliwości rosyjskiej armii.
– Rosjanie nie potrafią prowadzić skutecznej obrony radioelektronicznej przed takimi rozwiązaniami jak chociażby stosowanymi w polskich Warmate’ach. Drony atakują cele statyczne, w związku z tym można wgrać do komputerów pokładowych nie tylko koordynaty GPS, ale także zastosować naprowadzanie przez obraz – wyjaśnia ekspert.
– Sztuczna inteligencja będzie wiedziała w co ma uderzyć, wykryje to poprzez kamery i czujniki. Standardowa walka radioelektroniczna będzie bezradna – nadmienia rozmówca Interii, dodając, że już teraz w krajach NATO opracowywane są systemy, które całkowicie wyeliminują potrzebę operatora bezzałogowca.
Wojna w Ukrainie. „Upadły mit bańki antydostępowej”
Według eksperta, analizując tego typu wydarzenia należy również spojrzeć na szerszy kontekst, w tym przypadku mowa o potencjalnym konflikcie Rosja – NATO.
– To, co dzisiaj zobaczyliśmy, to koniec mitu o bańce antydostępowej Federacji Rosyjskiej, której my jako Zachód, jako NATO zawsze się baliśmy. Mieliśmy przekonanie, jeszcze przed wojną w Ukrainie, że nad Krymem, Białorusią i nad innymi regionami Rosji nie będzie dało się wlecieć nawet F-35, a tu widzimy, że nad Moskwą da się latać przerobioną awionetką – stwierdza Bartłomiej Małczyk.
Dopytywany o możliwość szybkiej naprawy systemów obronnych i skutecznym odpieraniu ukraińskich ataków, analityk prześmiewczo, kolejny raz wrócił do kwestii konfliktów na Bliskim Wschodzie. – Jak mechanizacja w armii Federacji Rosyjskiej będzie szła tak dalej, to chyba zaczną robić ataki w stylu Hamasu z października 2023. WDW dumnie będzie spadało na paralotniach na głowy ukraińskich żołnierzy – żartuje.
– Trzeba przypomnieć jedną ważną kwestię. W obwodzie moskiewskim jest wprowadzony zakaz lotów dla małych obiektów, poniżej bodajże 5200 metrów. Mogę się mylić z dokładną wysokością. W związku z tym istnieje doktryna „strzelamy do wszystkiego, co się rusza, bez pytania”. Tak że jeśli ktoś sobie zarezerwował skakanie ze spadochronem w obwodzie moskiewskim, albo latanie paralotnią to proponuję to przełożyć – dodaje ekspert.












