To kapitulacja służb Trzaskowskiego – Wprost


Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Sprawa medyka-milionera, który – bez specjalizacji – kierował SOR-em w warszawskim Szpitalu Południowym to ogromne obciążenie wizerunkowe dla Donalda Tuska. W kuluarach mówi się o wielu politykach KO, którzy mieli korzystać z pomocy w tzw. saloniku VIP wspomnianego szpitala. Co pani pomyślała, gdy afera wybuchła?


Julia Pitera: Gdy ktoś korzysta z nieuzasadnionego przywileju, by ominąć kolejkę, w człowieku budzi się złość i niechęć. Do lekarzy czeka się nieraz miesiącami, więc to, co tam się działo, podważa zaufanie do całej klasy politycznej. Inną sprawą są zarobki lekarzy. Niedawno czytałam o pensjach posłów-lekarzy i za głowę się złapałam, gdy przeczytałam, że były wiceminister zdrowia, a obecnie senator PiS Waldemar Kraska, łącząc mandat z pracą, zarobił kilkaset tysięcy złotych. Takie rzeczy bulwersują.


W przypadku warszawskiego szpitala chodziło o polityków KO.


Bez względu na to, kogo dotyczy skandal, najbardziej obawiam się spadku frekwencji wyborczej. Ludzie mogą uznać, że głosowanie nie ma sensu, skoro politycy i tak zawsze świetnie sobie poradzą.


20 lat temu współorganizowała pani konferencję naukową poświęconą korupcji w służbie zdrowia. Widać, nic się nie zmieniło.


Wtedy problemem były bezrefleksyjne zakupy drogiego sprzętu medycznego. Szpitale zaciągały gigantyczne długi na aparaturę, której później nikt nie potrafił obsłużyć ani prawidłowo zinterpretować wyników badań. Sprzęt stał bezużytecznie, a w tle pojawiały się podejrzenia o gigantyczne łapówki od firm dystrybucyjnych. Konia z rzędem temu, kto wskaże choć jeden rok w ostatnim trzydziestoleciu wolny od afer medycznych.

Jeśli na ten fatalny grunt nakłada się obraz ewidentnego uprzywilejowania polityków, powstaje przekonanie, że rządzącym wcale nie zależy na uzdrowieniu tego systemu. Bo obecny układ jest dla nich po prostu wygodny i opłacalny.


Czy to uderzy w notowania Koalicji Obywatelskiej?


Naturalnie. Sama poczułam ogromny dyskomfort, czytając o tej historii. Nie miałam pojęcia, że nadzór polityczny nad placówkami zdrowia ma aż taką skalę.


Pani dobrze zna to środowisko. Słyszała pani wcześniej o istnieniu takiego specjalnego pokoju lub „szybkiej ścieżki” dla wybranych?


Nie. Sama jestem stałą pacjentką dwóch prywatnych spółdzielni medycznych w Warszawie. Płacę i mam tam zaufanych lekarzy. Doskonale wiem, jak wygląda rzeczywistość publicznej służby zdrowia – ale niedawno zrobiłam eksperyment.


To znaczy?

Udział