
Głównym elementem rosyjskiego pokazu siły był trwający aż 16 godzin nieprzerwany lot naddźwiękowych bombowców strategicznych dalekiego zasięgu Tu-160.
Maszyny te, zdolne do przenoszenia pocisków manewrujących z głowicami jądrowymi, operowały nad neutralnymi wodami Morza Barentsa oraz Morza Norweskiego, precyzyjnie wytyczając kurs w korytarzu powietrznym między Norwegią a Islandią, u wybrzeży Wielkiej Brytanii.
Oficjalny komunikat Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej potwierdził, że w trakcie misji załogi bombowców realizowały „skomplikowane i kluczowe w warunkach wojennych procedury tankowania paliwa w powietrzu„. Bezpieczeństwo nuklearnych platform uderzeniowych zapewniała asysta naddźwiękowych myśliwców przechwytujących MiG-31.
Rosyjskie bombowce przy granicy Wielkiej Brytanii. Poderwano myśliwce
Na prowokację natychmiast odpowiedziało dowództwo Sojuszu Północnoatlantyckiego. W powietrze alarmowo poderwano stacjonujące w regionie najnowocześniejsze myśliwce piątej generacji F-35 należące do Norweskich Sił Powietrznych oraz innych państw członkowskich NATO, które przechwyciły rosyjską formację i eskortowały ją wzdłuż granic przestrzeni powietrznej Paktu.
Jak wskazują eksperci, rosyjskie działania to nie rutynowy sprawdzian gotowości bojowej, a przeniesienie działań politycznych na pole militarne.
Szef rosyjskiego resortu dyplomacji Siergiej Ławrow, podczas zamkniętego, prestiżowego posiedzenia Rady Polityki Zagranicznej i Obronnej Rosji, w czerwcu, wprost opowiedział się za możliwością aktywnego użycia rosyjskiego arsenału jądrowego jako instrumentu przymusu politycznego.
Ławrow postawił wówczas zachodnim stolicom ultimatum, jednoznacznie sugerując, że świat stoi na progu globalnego konfliktu, jeśli kraje wspierające Ukrainę odmówią bezwzględnego spełnienia żądań terytorialnych i politycznych Władimira Putina.
„Bezpośrednia konfrontacja między NATO a Rosją mogłaby szybko przerodzić się w wymianę ataków nuklearnych o katastrofalnych skutkach” – podsumowano w komunikacie MSZ.
Analitycy wojskowi podkreślają, że wysłanie bombowców strategicznych Tu-160 nad Morze Norweskie bezpośrednio po tych słowach to klasyczny element rosyjskiej „dyplomacji przymusu”. Kreml, przegrywając wojnę technologiczną na froncie konwencjonalnym, próbuje za wszelką cenę zastraszyć zachodnie społeczeństwa widmem nuklearnej apokalipsy, licząc na wymuszenie ustępstw i ograniczenie pomocy wojskowej dla Kijowa.













