
O pierwszym znaczącym sprawdzianie sekretarz obrony Pete Hegseth napisał na platformie X m.in tak: „Okiełznano awangardową energię kierowaną, a system Dynamic Defense Autonomus Defeat (DDAD – 'dynamiczna obrona autonomiczne pokonanie’) bezbłędnie samodzielnie namierzył i wyeliminował wiele celów. Test przeprowadzono w terminie i pokonano wszystkie zagrożenia”.
Test światła bojowego
Z całego komunikatu, utrzymanego w równie kwiecistym stylu, można wywnioskować, że chodzi o wstępny test systemu uzbrojenia, wykorzystującego energię kierowaną. Może to być wiązka laserowa lub mikrofalowa, która posłuży do zwalczania bezzałogowców i rakiet manewrujących. Oficjalnie jednak nic nie wiadomo na temat broni czy programu o nazwie Dynamic Defense Autonomus Defeat. Pod postem sekretarza pojawił się tylko wpis z oficjalnego konta koncernu Lockheed Martin, który wyrażał zadowolenie i „gotowość” do dalszej realizacji programu Złotej Kopuły. W oddzielnym poście firma przypomniała, że rozwija bronie laserowe na jego rzecz, można więc zakładać, że to jedna z nich była testowana.
Lockheed Martin od lat rozwija całą gamę tego rodzaju uzbrojenia, do stosowania podczas walki w powietrzu, na ziemi i na wodzie. Większość produktów nie wyszła jednak poza fazę rozwoju i testów. Najbardziej zaawansowany wydaje się morski Helios, czyli laser, mający służyć do obrony okrętów na krótkich dystansach przed małymi łodziami, dronami i rakietami. Jeden z prototypów zainstalowano na niszczycielu US Navy. Nadal jest testowany i nie ma w tej chwili mowy o szerokim przyjęciu go do służby. Lockheed Martin współpracuje też z Izraelczykami w ich programie najniższej warstwy obrony przeciwrakietowej o nazwie Żelazny Promień. Kryje się pod nią laser bojowy uzupełniający system, znany jako Żelazna Kopuła, używająca antyrakiet.
Prawdopodobnie jeden z dotychczasowych projektów koncernu został zaadoptowany na potrzeby programu Złotej Kopuły – jednego z prestiżowych programów zbrojeniowych obecnej administracji USA. To najpewniej pozwoliło stworzyć DDAD. Można zakładać, że daleko mu jeszcze do bycia pełnoprawną bronią. Programów rozwoju broni energii kierowanej jest zresztą wiele na całym świecie i to już od wielu lat. Żaden jednak nie wszedł jak dotąd na większą skalę jako uzbrojenie jakiejkolwiek armii, pozostając na etapie prób i eksperymentów. Wszystkie zmagają się z prawami fizyki, które przekładają się na problemy ze skutecznym zasięgiem, mocą i zapewnieniem odpowiedniego zasilania oraz chłodzenia. Najbliżej celu wydaje się izraelsko-amerykański Żelazny Promień, który od początku tego roku ma być już elementem uzbrojenia Sił Obronnych Izraela. Nie wiadomo jednak nic o tym, jak się sprawdza w praktyce i na jaką skalę jest używany.
Ogromny i kosztowny znak zapytania
Choć obecny test na pewno miał charakter bardzo wstępny, to Hegseth przedstawia go jako coś przełomowego i wyjątkowego. Musi tak robić, bo Złota Kopuła jest jednym z największych prestiżowych programów Trumpa. Nakazał jego rozwój na początku swojej prezydentury w 2025 roku. Amerykański prezydent już od czasów swojej pierwszej kadencji był zwolennikiem koncepcji zbudowania szczelnej bańki antyrakietowej wokół USA, a teraz oczekuje jej rozwoju – i to w bardzo szybkim tempie, bo uruchomienie Złotej Kopuły miałoby nastąpić już w 2028 roku, czyli w ostatnim roku jego prezydentury. Program ten, podobnie jak budowa pancerników typu Trump dla US Navy, jest wielki, bezprecedensowy i ma dać realny efekt przed końcem kadencji. W ocenie ekspertów – jest to niemożliwe.
Według deklaracji administracji Trumpa, Złota Kopuła ma być wielowarstwowym systemem obrony całych kontynentalnych USA przed rakietami. Od tych międzykontynentalnych z głowicami jądrowymi, nadlatującymi poza atmosferą, po manewrujące, lecące tuż nad powierzchnią morza. Obrona ma być oparta o systemy kosmiczne, klasyczne antyrakiety i broń energetyczną. Do tego ma dojść bardzo rozbudowany system wykrywania nadlatującego zagrożenia, śledzenia i naprowadzania nań systemów obronnych. Wizja to bardzo ambitna, ale nie pierwsza. Różne pomysły tarczy antyrakietowej cyklicznie pojawiają się w USA od czasów głębokiej zimnej wojny. Wszystkie kończyły się właściwie tak samo – pogodzeniem się z tym, że realizacja wizji szczelnej ochrony USA przed rakietami będzie zaporowo kosztowna, a w konsekwencji zarzuceniem prac albo ich drastycznym ograniczeniem.
Teraz Biały Dom wstępnie mówił o koszcie rzędu 175 miliardów dolarów. W tym roku zrewidowano go do 185 miliardów. Szacunki niezależnego Biura Budżetowego Kongresu mówią jednak o kwocie od 500 miliardów do 1,2 biliona dolarów za opracowanie, zbudowanie i utrzymanie przez 20 lat. Think-tank American Enterprise Institute szacuje jeszcze wyżej, podając sumę do 3,6 biliona dolarów, jeśli program miałby zostać zrealizowany w maksymalnej postaci. Na tak wczesnym etapie są to oczywiście bardzo ogólnikowe szacunki, jest jednak właściwie bardziej niż pewne, że deklarowane przez Biały Dom i Pentagon kwoty szybko okażą się niewystarczające. Skala i czas realizacji programu są szalenie ambitne, inaczej więc być nie może.
Nawet nieskończony program będzie miał skutki
Kongres na razie zaakceptował przeznaczenie na program 37,5 miliarda dolarów. To i tak znacząca kwota, która na pewno pozwoliła rozpocząć wiele prac nad Złotą Kopułą. Nic jednak nie wiadomo oficjalnie o kontraktach z wykonawcami. Jedynie dziennik „Wall Street Jorunal” pisał pod koniec 2025 roku, że firma SpaceX Elona Muska jest bliska otrzymania zamówienia wartego wstępnie 2 miliardy dolarów na konstelację satelitów wczesnego ostrzegania i naprowadzania. Szereg innych firm miało już otrzymać mniejsze kontrakty, w tym Lockheed Martin. Szczegóły nie były i nie są jednak znane.
Teoretycznie Amerykanie mogą stworzyć swoją upragnioną kontynentalną tarczę antyrakietową, przy odpowiedniej ilości pieniędzy i czasu, a te nie są jednak nieskończone. Zwłaszcza jeśli w 2028 roku wybory wygra demokrata, który najpewniej będzie bardzo sceptycznie nastawiony do wielkich „złotych” i kosztownych programów zbrojeniowych Trumpa. Wówczas nieuniknione problemy techniczne i ogromna skala projektu łatwo uzasadnią jego anulowanie lub okrojenie – tak, jak to się stało już z trzema kolejnymi podobnymi pomysłami.
Nawet jeśli Złota Tarcza się nie zmaterializuje, może mieć niekorzystne dla Amerykanów konsekwencje. Chiny i Rosja, widząc budowę tego systemu, będą musiały zareagować, aby zachować równowagę strategiczną z USA. Jeśli bowiem Stany Zjednoczone skryją się za szczelną obroną antyrakietową, to arsenały jądrowe obu mocarstw stracą znaczenie. USA mogłyby je zaatakować bronią masowego rażenia, będąc jednocześnie odpornymi na kontratak. Koncepcja wzajemnego odstraszania ległaby w gruzach. Dlatego już teraz Chiny i Rosja, ale zwłaszcza to pierwsze państwo wobec słabości drugiego, pracują nad zwiększeniem siły swoich arsenałów i ich zdolności do pokonywania obrony antyrakietowej. Oba nigdy nie ufały USA, więc rozwijają na przykład technologię głowic na manewrujących pojazdach hipersonicznych. Złota Kopuła tylko zdopinguje do większego wysiłku. Nawet jeśli za kilka lat amerykański program zostanie wstrzymany, to chińskie czy rosyjskie prace nad nowymi elementami arsenałów jądrowych niekoniecznie.












