
-
Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda mierzy się z dużą presją polityczną i społeczną związaną z aferą wokół Szpitala Południowego w Warszawie.
-
Premier oczekuje od minister zdrowia zaproponowania systemowych rozwiązań, dotyczących przejrzystości i funkcjonowania ochrony zdrowia, a jej przyszłość w rządzie zależy od wyników tych działań.
-
Brak silnego wsparcia politycznego utrudnia Sobierańskiej-Grendzie realizację zadań, a o jej losie w rządzie mogą zadecydować nadchodzące miesiące przed wyborami.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Kiedy w połowie maja jako pierwsi pisaliśmy w Interii o możliwej rekonstrukcji rządu jesienią tego roku, faworytem do wymiany był minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Szefowa resortu zdrowia na liście zagrożonych ministrów była, ale jej los z pewnością nie był jeszcze przesądzony. Półtora miesiąca później, to o wymianie Jolanty Sobierańskiej-Grendy mówi się najwięcej, bo i największe szkody obozowi władzy wyrządza obecnie ciągnąca się od kilku tygodni afera wokół Szpitala Południowego w Warszawie.
Mówi jeden z ministrów: – Premier dzisiaj koncentruje się głównie na tym: ochrona zdrowia i Szpital Południowy. Minister zdrowia dostała zadanie do wykonania i premier patrzy, czy sobie poradzi. Nie wiem, czy i jaki dostała od niego deadline, ale liczy się, czy „dowiezie” temat.
Rekonstrukcja a Szpital Południowy. „To złoto dla opozycji”
Nasi rozmówcy z obozu władzy, niezależnie od generalnej oceny dorobku i sytuacji Jolanty Sobierańskiej-Grendy, są zgodni co do jednego – jeśli to jej przyjdzie zapłacić głową za aferę wokół Szpitala Południowego w Warszawie, sprawiedliwości nie będzie w tym żadnej.
Jeden z naszych rozmówców, członek rządu Donalda Tuska, mówi w rozmowie z Interią, że pozycja Sobierańskiej-Grendy „nie jest zagrożona z tego powodu, o którym wszyscy mówią”. Chodzi, rzecz jasna, o warszawską aferę wokół Szpitala Południowego, którą od kilku tygodni żyje cała Polska i która na nowo rozpaliła ogólnonarodową debatę o kryzysie i patologiach systemu ochrony zdrowia.
– Od Sobierańskiej-Grendy i jej resortu premier oczekuje znalezienia recepty na rozwiązania systemowe, które zapewnią uczciwość, przejrzystość i sprawniejsze funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia – wskazuje nasze źródło. Dodaje, że szefowa resortu zdrowia „ma też wyłapać inne tego rodzaju patologie w systemie”. – To jest jej zadanie i zostanie z niego rozliczona. Musi zaproponować konkretne rozwiązania, a od ich oceny przez premiera będzie zależeć jej przyszłość w rządzie – konkluduje polityk.
Parlamentarzystka obozu władzy, osoba z dużą wiedzą na temat systemu ochrony zdrowia: – Churchill mawiał, że nie wolno zmarnować dobrego kryzysu. My teraz kryzys mamy duży, a Sobierańska-Grenda nadałaby się do tego, żeby coś zmienić, bo bardzo chce tego sam premier. Tylko potrzebna jest zgoda polityczna i poparcie dla niej, bo lekko mieć nie będzie.
Kryzys rzeczywiście jest duży. I coraz częściej pokazują to wymierne dane. Tylko 25,8 proc. Polaków dobrze ocenia reakcję rządu na aferę w warszawskim Szpitalu Południowym – wynika z najnowszego badania SW Research dla Onetu. Aż 42,9 proc. respondentów krytycznie ocenia postawę premiera i jego gabinetu. Aż jeden na pięciu badanych (20,6 proc.) wciąż nie ma wyrobionego zdania w budzącej wielkie emocje sprawie.
Właśnie o te 20,6 proc. niezdecydowanych, a także o rosnące grono krytyków, chce powalczyć rząd. Chociaż trafniej byłoby powiedzieć, że musi o nich powalczyć na nieco ponad rok przed wyborami. Wyborami, w których – co opisywaliśmy w tym tygodniu na łamach Interii – opozycja zamierza mocno grać kartą afery w Szpitalu Południowym i kryzysu w systemie ochrony zdrowia.
– Wiadomo, że to jest złoto dla opozycji – nie ma złudzeń osoba z kierownictwa Koalicji Obywatelskiej, zaznaczając jednocześnie, że „to taki temat, który zawsze poruszy wyborców„. – Presja społeczna na minister zdrowia i na cały rząd jest duża. Niestety dla nas rośnie z każdym tygodniem – diagnozuje nasze źródło.
Z informacji Interii wynika, że w czwartek, przy okazji trwającego posiedzenia Sejmu, klub parlamentarny Koalicji Obywatelskiej spotkał się z minister zdrowia, żeby zadać jej pytania co do kierunku planowanych reform w ochronie zdrowia, a także usłyszeć plan na wyjście z kryzysu. – Są u nas duże oczekiwania wobec niej – mówi wprost jeden z posłów KO.
Zauważa też, że na korzyść samej minister, ale też obozu władzy przemawia zmiana nastrojów społecznych, która dokonała się w wyniku afery w Szpitalu Południowym. Chociaż z jednej strony przyniosło to rządowi poważny kryzys wizerunkowy, to otworzyło też drzwi do zmian, których od 30 lat wszyscy unikali, bojąc się politycznych konsekwencji. – W obecnych okolicznościach prezydenckie weto do jakiejkolwiek ustawy reformującej system nie będzie proste i prezydent zapłaci za nie wysoką cenę polityczną. Musi kalkulować – przewiduje wspomniany już poseł.
Szpital Południowy w Warszawie. „Bojowe zadanie” minister zdrowia
W rządzie słyszymy, że „premier traktuje sytuację w ochronie zdrowia z pełną powagą„. To wyjaśniałoby długą i konkretną listę zadań, którą Donald Tusk postawił przed Jolantą Sobierańską-Grendą i jej resortem. Od przedstawionych rozwiązań i ich oceny przez premiera zależeć będzie, czy szefowa resortu zdrowia zachowa stanowisko. Czego oczekuje premier? Po kolei.
Przede wszystkim, rozprawienia się z kwestią budzących oburzenie społeczne wynagrodzeń lekarzy i nadużywania przez nich luk w systemie do bogacenia się. Dysproporcje zarobkowe mają być konsekwentnie niwelowane, a tzw. mechanizm CAP ma odgórnie określać maksymalny procent budżetu szpitala, który placówka może przeznaczyć na pensje kadry medycznej. Kolejny krokiem byłoby wzięcie pod lupę indywidualnych zarobków lekarzy.
Szef rządu bardzo wysoko stawia również kwestię zakończenia procederu maratońskich, kilkudziesięciogodzinnych dyżurów. To efekt niepokojących praktyk, które odkryła Najwyższa Izba Kontroli. Rekordzista pracował bez przerwy aż 120 godzin, czyli… pięć pełnych dni. Rząd ma w planach wprowadzenie cyfrowej kontroli zarówno faktycznego czasu pracy, jak również zarobków personelu medycznego w różnych placówkach jednocześnie.
Od Sobierańskiej-Grendy i jej resortu premier oczekuje znalezienia recepty na rozwiązania systemowe, które zapewnią uczciwość, przejrzystość i sprawniejsze funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia
Trzeci postulat dotyczy seniorów. To właśnie z myślą o nich mają być dokonywa przekształcenia, połączenia i zmiany profili oddziałów szpitalnych. Zasoby łóżkowe i kadrowe mają być skierowane w stronę opieki nad coraz szybciej starzejącym się polskim społeczeństwem.
Premier nie jest też zadowolony z dotychczasowych mechanizmów kontroli nad systemem ochrony zdrowia. To kamyczek wrzucony przede wszystkim do ogródka Narodowego Funduszu Zdrowia. Resort zdrowia i kierownictwo NFZ mają dużo baczniej przyglądać się celowości wydatków i przejrzystości finansowej szpitali.
W rządzie i koalicji rządzącej z lekkim przekąsem mówi się o „bojowym zadaniu” minister zdrowia. A tych kibicujących Sobierańskiej-Grendzie zbyt wielu nie ma. Tajemnicą poliszynela jest, że minister zdrowia ma na pieńku zwłaszcza z koalicjantami. Ci mają do niej żal, że pozbyła się z kierownictwa ministerstwa ich ludzi, chociaż byli to nie tylko politycy, ale też wieloletni praktycy, którzy na ochronie zdrowia zjedli zęby.
– Osoba bezpartyjna i apolityczna w rządzie musi umieć obracać się w świecie politycznym, bo inaczej nic nie zrealizuje. Nie będzie współpracy między resortem a koalicjantami, między resortem a Sejmem. Dzisiaj to się nie klei – surowo ocenia jeden z prominentnych senatorów koalicji rządzącej.
Poseł Koalicji Obywatelskiej: – Kierowanie resortem, zwłaszcza dużym i trudnym, ma swoją specyfikę. Możesz być apolityczny, ale musisz mieć autorytet i umieć poruszać się w polityce. Pani minister raczej izoluje się od koalicjantów. Tracą na tym wszyscy.
„Autorski pomysł” Tuska bez specjalnych względów
Jak na dłoni widać więc, że skala oczekiwań i poziom trudności zadań postawionych przed Jolantą Sobierańską-Grendą, w połączeniu z brakiem wsparcia politycznego od koalicjantów oraz błyskawicznie uciekającym czasem, nie stawiają minister zdrowia w komfortowej pozycji.
Mówimy wszak o planach największej reformy systemu ochrony zdrowia od czasu rządów AWS i premiera Jerzego Buzka. Wszystko to w niezwykle newralgicznym politycznie momencie – na ledwie nieco ponad rok przed wyborami parlamentarnymi. – Ona teraz walczy, ale dobrze, że walczy. Na polu walki, w bitwie, czasami wykuwają się najlepsze rozwiązania – ocenia położenie Sobierańskiej-Grendy jedna z parlamentarzystek obozu władzy, doskonale zorientowana w sytuacji ochrony zdrowia.
Źródło z rządu: – Ludzie nas wybierają, byśmy robili rzeczy słuszne i potrzebne. Czasami trzeba być nieugiętym i odważnym w działaniach, bo inaczej tego systemu się nie naprawi. Teraz jest nieco ponad rok do wyborów, to trudny czas na ważne reformy systemowe, ale nie mamy wyjścia. Nie możemy tolerować patologii, bo skala nieprawidłowości jest dużo większa niż jeden lekarz ze Szpitala Południowego w Warszawie.
Sytuację Sobierańskiej-Grendy dodatkowo komplikuje rosnąca presja społeczna na wyciągnięcie personalnej odpowiedzialności za aferę w warszawskim Szpitalu Południowym, a także spadające w jej skutek notowania rządu, premiera i Koalicji Obywatelskiej. Dodając do tego bardzo ograniczony zasób czasu – wybory parlamentarne już w listopadzie 2027 roku – nasi rozmówcy przekonują, że w pewnym momencie premier może zdecydować, że ważniejsze jest tu i teraz, czysty interes polityczny, niż walka z wiatrakami w ochronie zdrowia.
Na taką decyzję i ewentualną wymianę szefa resortu zdrowia czasu jest jednak niewiele. W obozie władzy najczęściej pada termin wrześniowy. – To wejście w nowy „sezon” polityczny, a tutaj także tak naprawdę ostatni moment na zmiany, bo później za chwilę rusza już kampania parlamentarna i nie będzie czasu na takie ruchy – tłumaczy ważny parlamentarzysta Koalicji 15 Października. Inne z naszych źródeł w obozie władzy podkreśla: – Ten deadline jest bardzo bliski, a zadanie przed panią minister jednak bardzo trudne.
W samej Koalicji Obywatelskiej przypominają też, że Donald Tusk jest bezwzględnym i wyrachowanym politycznym graczem. I chociaż szefowa resortu zdrowia jest w całości jego „autorskim pomysłem”, to nie ma co liczyć na litość czy specjalne względy, gdy sytuacja zrobi się podbramkowa. – Donald nie ma żadnych skrupułów wobec swoich ministrów. Daje szanse, ale jeśli ktoś szansy nie wykorzysta, to bez mrugnięcia okiem odcina linę i zrzuca w przepaść – mówi Interii osoba dobrze znająca szefa rządu.
W ramach otuchy dla minister Sobierańskiej-Grendy przypomina natomiast sejmową debatę przy okazji wniosku o jej odwołanie. – Zaimponowała mi wtedy – mówi nasze źródło. I dodaje: – Powiedziała, że ma odwagę i wie, co trzeba zrobić, że w ochronie zdrowia bez odwagi nikt nic nie zmieni. Ma rację. Czekam na tę odwagę. Premier też na nią czeka.
Łukasz Rogojsz











