
-
W szpitalu w Mogilnie neurochirurdzy ze spółki Spine opłacali pielęgniarki za dodatkową pracę na sali operacyjnej, a zabiegi prowadzono przy użyciu aparatu rentgenowskiego niedopuszczonego do użytku.
-
Ustalono, że zabiegi wykonywano bez wcześniejszego uzyskania wyników badań laboratoryjnych, a personel operacyjny mógł otrzymywać nieoficjalne wynagrodzenia.
-
Placówka boryka się z problemami finansowymi po wykryciu nieprawidłowości, co skutkowało karą od NFZ oraz pozwem spółki Spine o wypłatę zaległego wynagrodzenia.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Sprawę szpitala w Mogilnie w poniedziałek opisali dziennikarze Wirtualnej Polski, informując m.in. o kolosalnych zarobkach neurochirurgów, które sięgały 26 tys. za godzinę pracy. Teraz na jaw wychodzą kolejne nieprawidłowości.
Jak donosi portal, umowa placówki ze spółką Spine zakładała, że przedsiębiorstwo zapewni lekarzy, reszta personelu z kolei będzie pochodzić ze szpitala. Zatrudnione tam pielęgniarki nie chciały jednak wykonywać dodatkowych zabiegów, poza normalnym zakresem obowiązków.
Afera w szpitalu w Mogilnie. Nowe nieprawidłowości
– Były dwie instrumentariuszki (pielęgniarki operacyjne – red.), które były przeze mnie dodatkowo opłacane. To wszystko było oczywiście nieoficjalne, ale sugerowane przez dyrekcję szpitala – zeznawał przed sądem w Bydgoszczy doktor Mateusz Szylberg.
Ówczesna dyrektor placówki Ewa Bonk-Woźniakowska zaprzecza, by coś takiego lekarzom sugerowała. Same pielęgniarki w rozmowie z WP nie przyznają, że do takich praktyk dochodziło – ale także im nie zaprzeczają. Według ustaleń dziennikarzy, do instrumentariuszek mogło trafiać od 300 do 450 złotych miesięcznie.
To nie jedyne nieprawidłowości, do których miało dochodzić na sali operacyjnej. Porównanie kart wypełnianych przez pielęgniarki i laboratorium wykazało, że wiele zabiegów wykonywano bez wcześniejszego uzyskania wyników badań laboratoryjnych.
Przykładowa dokumentacja medyczna mówi chociażby o pacjencie, który był hospitalizowany między godz. 9:50 a 9:55. Zostały mu zlecone specjalistyczne badania, których wynik w laboratorium otrzymano o 10:11 – a zatem już po wykonaniu zabiegu.
Sprawa spółki Spine. Operacje bez badań, wadliwy sprzęt
Wątpliwości budzi także sprzęt wykorzystywany na sali operacyjnej. Ten, mimo obowiązku wynikającego z przepisów prawa i niebezpieczeństwa wynikającego z użytkowania wadliwego sprzętu, nie został zgłoszony do sanepidu i oficjalnie dopuszczony do użytku.
Co ciekawe, według pierwotnej umowy zawartej między szpitalem a spółką Spine, to przedsiębiorcy mieli zapewnić aparat. Zapis ten został po pewnym czasie zmieniony w taki sposób, że to szpital dzierżawił maszynę – od fundacji powiązanej z przedsiębiorstwem.
Szpital w Mogilnie znalazł się na pierwszych stronach gazet po tym, jak Wirtualna Polska ujawniła zapisy umowy, jaką w 2023 r. ówczesna dyrektor Ewa Bonk-Woźniakiewicz zawarła ze spółką Spine.
Problemy finansowe szpitala. Wszystko przez neurochirurgów
Porozumienie zostało podpisane na skrajnie niekorzystnych warunkach. Przewidywało ono, że neurochirurdzy otrzymają 65 proc. wyceny NFZ, natomiast szpital – 35 proc. Obecny dyrektor placówki Sebastian Jankiewicz zwraca uwagę, że powinno być na odwrót, a według stawek rynkowych lekarze powinni otrzymywać maksymalnie 30-40 proc.
To właśnie Jankiewicz poinformował o nieprawidłowościach służby. Przeprowadzona w efekcie kontrola ujawniła m.in. wadliwe wyceny zabiegów oraz problemy w dokumentacji.
Obecnie placówka zmaga się z ogromnymi problemami finansowymi. Gdy w szpitalu w Mogilnie wykryto nieprawidłowości, NFZ zaczął domagać się od placówki kary w wysokości 2,6 mln złotych. Również spółka Spine pozwała szpital o wypłatę zaległego wynagrodzenia za zabiegi w kwocie niemal 1,3 mln złotych.












