
Szefowa resortu zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda we wtorek 7 lipca przedstawia premierowi plan reformy funkcjonowania szpitali. Od efektów tego spotkania może zależeć jej przyszłość w rządzie Donalda Tuska. Komentatorzy nie dają jej dużych szans i już teraz wymieniają się nazwiskami osób, które mogą zastąpić ją na stanowisku.
Minister zdrowia do dymisji?
Skandal w Warszawskim Szpitalu Południowym wstrząsnął koalicją rządzącą. Bolesny dla władzy okazał się nie tylko fakt, że nieprawidłowości wiązane były od początku z osobą radnego Koalicji Obywatelskiej Dawida Kacprzyka. Dużą stratę wizerunkową zaliczył też prezydent stolicy Rafał Trzaskowski, któremu zarzucano brak należytego nadzoru nad placówką i spóźnioną reakcję. Dymisje dwóch zastępczyń Trzaskowskiego niewiele w tej kwestii pomogły.
W czwartek 2 lipca miało miejsce specjalne spotkanie minister zdrowia i szefa NFZ Filipa Nowaka z przedstawicielami klubu KO. Politycy chcieli zobaczyć propozycje reform, które ukrócą nagłaśniane od tygodni patologie w służbie zdrowia. Z nieoficjalnych doniesień wynika jednak, że zabrakło konkretów. Minister dostała więc czas do wtorku, by przedstawić rozwiązania.
Kto mógłby objąć resort zdrowia?
Premier Tusk otwarcie zażądał „precyzyjnych rekomendacji” i publicznie sformułował listę zagadnień do rozwiązania. Wymienił m.in. tak zwane saloniki VIP w szpitalach, omijanie kolejek po znajomości i przesadnie wysokie zarobki części medyków. Łatwo domyślić się, jakie będą konsekwencje, jeżeli minister nie zaproponuje odpowiednich środków naprawczych.
Już teraz w kuluarach przewijają się nazwiska potencjalnych następców Sobierańskiej-Grendy. Wymienia się m.in. europosła Bartosza Arłukowicza czy wiceszefa Narodowego Funduszu Zdrowia Jakuba Szulca.
Źródła Onetu twierdzą nawet, że zmiany w rządzie nie ograniczą się tylko do jednego resortu. Zapowiadają, że możliwa jest również dymisja minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Polityk Polski 2050 krytykowała ostatnio koalicjantów i zarzucano jej grę obliczoną na korzyści polityczne własnej partii, a nie koalicji rządzącej.













