Prezes ZUS o swojej przyszłej emeryturze. Nie kryje niezadowolenia – Biznes Wprost


Wraz z początkiem lipca nastąpiła zmiana na stanowisku prezesa Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS). Ciężko chorego Zbigniewa Derdziuka zastąpił Liwiusz Laska, dotychczasowy szef rady nadzorczej ZUS.

Nowy prezes ZUS o swojej przyszłej emeryturze


W wywiadzie dla „Faktu” nowy prezes ZUS przypomina, że pod koniec czerwca ubezpieczeni, którzy mają co najmniej 35 lat otrzymali Informację o Stanie Konta Ubezpieczeniowego, gdzie znajdują się dane o wysokości odprowadzonych składek i waloryzacji. Jest ona dostępna na Platformie Ubezpieczeń Społecznych. 50-letni Laska ujawnił na jaką emeryturę sam będzie mógł liczyć. — Sam nie jestem zadowolony. Sprawdzałem i wyszło mi, że będę miał 4167 zł. Przy obecnym systemie trzeba po prostu szukać dodatkowych źródeł zabezpieczenia — mówi „Faktowi” nowy szef ZUS.


Laska podkreśla, że na rynek wchodzą lub będą wchodzić osoby, które latami pracowały na umowach zlecenie, od których w ogóle nie odprowadzano składek i one niestety będą mogły liczyć na bardzo niskie świadczenia.


Nowy szef ZUS mówi również o sytuacji Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, z którego są wypłacane renty i emerytury. — Stan funduszu jest stabilny. Mamy bardzo wysoką ściągalność składek dzięki dobrej sytuacji na rynku pracy. Nie wykorzystujemy w całości dotacji budżetowej. Mamy bardzo wielu płatników i ubezpieczonych, w tym obcokrajowców, którzy — nie ukrywajmy — mają duży wpływ na kondycję funduszu – podkreśla Laska.


Z danych przedstawionego przez prezesa ZUS wynika, że ubezpieczonych jest ok. 1,3 mln cudzoziemców, z czego ok. 850 tys. osób to obywatele Ukrainy. Pozostali to obywatele m.in. Białorusi, Gruzji, czy Kolumbii. – To są kraje o niższych zarobkach. Kształtowanie polityki wjazdowej i wyjazdowej tych osób jest dla nas bardzo trudne. Z jednej strony potrzebujemy ludzi o niższych kwalifikacjach do określonych prac, z drugiej strony teoretycznie mogliby je wykonywać Polacy. Tylko że jeśli ktoś buduje fabrykę lub nową halę w danym miejscu i nagle potrzebuje 100, 200 czy 500 pracowników, to na lokalnym rynku ich nie znajdzie. Przy oferowanym poziomie zarobków trudno też oczekiwać od ludzi relokacji na drugi koniec Polski za najniższe wynagrodzenie, bo koszty utrzymania są zbyt wysokie. Stąd zakłady przemysłowe zatrudniają ludzi z zagranicy — tłumaczy Laska.

Udział