Obie możliwości rozwoju wypadków są tak samo prawdopodobne, i obie będą miały bolesne dla Polaków konsekwencje. Bo kiedy drożeje paliwo, w mig drożeje również wszystko inne – zwłaszcza to co trzeba przewieźć z miejsca na miejsce: z kraju do kraju, z fabryki do magazynu, z magazynu do sklepu, ze sklepu do domu.
W przeciwieństwie do reszty świata, Unia Europejska konsekwentnie dąży do ograniczenia zmian klimatycznych, a Donad Trump nie ma nic przeciwko wojnie z Iranem i wysokim cenom ropy.
Koszty paliwa po wprowadzeniu handlu emisjami. Szaunki mówią o 25 proc. więcej
Polacy są w wyjątkowo niekorzystnej sytuacji: z powodu klimatu potrzebujemy dużo ciepła, mamy najwyższy w Europie poziom wykorzystania węgla do ogrzewania budynków mieszkalnych, a udział aut z napędem elektrycznym lub wodorowym jest w Polsce ciągle znikomy. Dlaczego to takie ważne?
W trosce o losy klimatu, w maju 2023 roku ustanowiono nowy, odrębny system handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla do atmosfery (ETS-2). Obejmie budynki, transport drogowy oraz inne sektory przemysłowe, które dotychczas nie były objęte emisjami ETS. W praktyce oznacza to wprowadzenie opłat od paliw wykorzystywanych do ogrzewania wszystkich budynków (mieszkalnych, usługowych, handlowych, przemysłowych) oraz paliw stosowanych w transporcie drogowym.
Raport „ets2koszty” Wandy Buk i Macieja Izdebskiego, cytowany przez forsal.pl podaje przykładowe ceny na pylonach po wprowadzeniu w życie nowego poziomu handlu emisjami: benzyna po 10,61 zł/l, olej napędowy – 11,37 zł/l, LPG – 7,30 zł/l.
Według analiz rynkowych, koszty paliwa drogowego wzrosną o około 25 proc.
Skąd te wyliczenia? Koszty Polaków będą bezpośrednio zależeć od cen uprawnień, które w początkowej fazie mogą przekraczać równowartość kilkudziesięciu euro za tonę emisji CO2. Mniej więcej wiadomo ile szacunkowo trzeba będzie doliczyć do ceny litra paliwa w poszczególnych etapach systemu ETS 2:
-
Olej napędowy: +0,65 zł (2030), +3,41 zł (2040), +5,77 zł (2050) -
Benzyna PB95: +0,54 zł (2030), +2,84 zł (2040), +4,80 zł (2050) -
LPG: +0,38 zł (2030), +1,99 zł (2040), +4,80 zł (2050)
Polska przed tym nie ucieknie – wprowadzenie unijnej dyrektywy do polskiego prawa jest obowiązkiem państwa członkowskiego. Jej brak grozi karami finansowymi. Zgodnie z harmonogramem system ETS-2 zacznie obowiązywać od 2027 roku, choć mówi się o jego przesunięciu o kolejny rok.
Donald Trump huśta cenami ropy. Sytuacja zmienia się z dnia na dzień
Nie jesteśmy Kuwejtem, ani Arabią Saudyjską, ani Iranem – nie śpimy na ropie. Polska musi ten surowiec sprowadzać i przerabiać. To dlatego drugi czarny scenariusz na wysokie ceny paliw zależy od cen ropy. Wystarczy, żeby cena ropy naftowej na świecie wzrosła do około 120 – 150 dolarów za baryłkę.
To właśnie w obawie przed skutkami takiego scenariusza, w kwietniu 2026 roku rząd wprowadził pakiet „Ceny Paliw Niżej” oznacząjący obniżkę VAT i akcyzy oraz wprowadzenie ceny maksymalnej na stacjach. Gwałtowny wzrost cen paliw na całym świecie wywołała wojna na Bliskim Wschodzie (USA – Iran), która bynajmniej się nie zakończyła.
Bezpośrednim powodem militarnego konfliktu między USA a Iranem jest dążenie Waszyngtonu (w koalicji z Izraelem) do zlikwidowania irańskiego programu nuklearnego, arsenału rakietowego, zabezpieczenia szlaków żeglugowych oraz powstrzymania finansowania organizacji zbrojnych zagrażających amerykańskim interesom w regionie. USA deklaruje zakończenie wojny na polu dyplomatycznym. Szef irańskiego MSZ Abbas Aragczi odpowiedział, że Teheran zakończy wojnę dopiero po uzyskaniu „przewagi na polu bitwy”, co otworzy drogę do negocjacji. Jakie w tej sytuacji są szanse na trwały pokój? Żadne.
Aktualny koszt baryłki ropy waha się w okolicach 86 – 90 dolarów. W szczytowym momencie eskalacji konfliktu i blokady Cieśniny Ormuz, cena ropy Brent osiągnęła niemal 118 dolarów za baryłkę.
Niestety, jak zapowiedział premier Donald Tusk, budżet państwa nie może dłużej finansować sztucznego zaniżania cen paliw. Koszt poprzedniego pakietu osłonowego wyniósł około 4,7 mld zł. Wytrzymałość budżetu „też ma swoje granice” – tłumaczył premier dodając: „I tak długo wytrzymaliśmy”.














