Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski przekonywał we wtorek (21 lipca) na antenie TVN24, że im wyraźniej Zachód pokaże Rosji, iż zna jej plany, tym mniejsze prawdopodobieństwo ich realizacji – stąd potrzeba budowania odporności i ostrzegania również przed rosyjską dezinformacją w sieciach społecznościowych.
„Jeden ze scenariuszy”. Sikorski o możliwych rosyjskich prowokacjach wobec Polski
– Putinowi źle idzie, od 14 lat nie jest w stanie podbić Donbasu, a co dopiero Ukrainy, więc pewnie kombinuje różne scenariusze, jak by tu podzielić NATO. To mu się i tak nie uda, ale to nie znaczy, że nie może spróbować – mówił wicepremier.
Podkreślił, że „trzeba budować odporność, trzeba ostrzegać, także przeciwko rosyjskiej dezinformacji i manipulacjom w sieciach społecznościowych”.
Dopytywany wprost, czy scenariusz operacji z użyciem ukraińskich dronów wobec Polski jest realny, Sikorski odpowiedział, że to jeden z możliwych wariantów, a decyzję o jego uruchomieniu zna tylko jedna osoba. Dodał, że działania w ramach wojny hybrydowej są dziś codziennością, a rozważane scenariusze mogłyby oznaczać powtórkę – na większą skalę – sytuacji sprzed roku, gdy nad Polską pojawiły się rosyjskie drony, tyle że pod pozorem, że są ukraińskie.
Podobne ostrzeżenia Sikorski formułował już wcześniej
To nie pierwsze takie wypowiedzi szefa MSZ. Między innymi w wywiadzie dla CNN, udzielonym w przeddzień szczytu NATO w Ankarze, Sikorski przekonywał, że jego publiczne ostrzeżenia mogą skutecznie odwieść Rosję od prowokacji, oraz zapewniał o zaufaniu do Stanów Zjednoczonych jako sojusznika.
Ocenił, że Rosja nie ma obecnie sił na frontalny atak na NATO – byłoby to widoczne po ruchach wojsk – nie wykluczył jednak możliwości operacji pod fałszywą flagą, na przykład z użyciem ukraińskich dronów, po której Moskwa udawałaby, że odpowiada na rzekomy atak. Przywołał przy tym ostrzeżenia amerykańskiego wywiadu z 2022 roku, które – jego zdaniem – skutecznie powstrzymały Rosję przed sfabrykowaniem pretekstu do inwazji na Ukrainę.
Kosiniak-Kamysz: Zagrożenie ze strony Rosji jest cały czas bardzo wysokie
Także szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz mówił w poniedziałek o ryzyku rosyjskiej prowokacji z użyciem przejętych ukraińskich dronów. Podkreślił, że zagrożenie ze strony Rosji pozostaje „cały czas bardzo wysokie” i nie widzi podstaw do jego bagatelizowania, a Moskwa systematycznie testuje odporność polskich systemów obrony powietrznej i infrastruktury krytycznej, także poprzez zakłócanie sygnału GPS i działania w cyberprzestrzeni. Przypomniał, że tylko w minionym tygodniu doszło do trzech przechwyceń rosyjskich samolotów nad Bałtykiem przez polskie i szwedzkie myśliwce, a służby wciąż udaremniają próby sabotażu na terytorium Polski.
Szef MON zapowiedział, że temat możliwej prowokacji z użyciem ukraińskich dronów będzie we wtorek jednym z głównych punktów obrad rządowego komitetu bezpieczeństwa, obok wzmacniania ochrony cyberprzestrzeni i infrastruktury krytycznej. Zaznaczył, że podobne obawy zgłaszają też partnerzy z krajów bałtyckich, Finlandii i Rumunii, a zagrożenie dotyczy całej wschodniej flanki NATO.
Litwa: Rosja postrzega kraje bałtyckie i Polskę jako kolejne cele
Podobne obawy formułuje też litewski minister obrony Robertas Kaunas. W rozmowie z radiem LRT ocenił, że niepowodzenia Rosji w Ukrainie – w tym problemy gospodarcze i rosnące niezadowolenie społeczne w samej Rosji – mogą skłaniać Kreml do szukania nowej eskalacji. To sprawia, w tym kontekście, zdaniem polityka, że region bałtycki i Polska stają się najbardziej prawdopodobnymi najbliższymi celami.
Wypowiedź Kaunasa padła po tym, jak prezydent Litwy Gitanas Nauseda potwierdził wcześniejsze doniesienia zagranicznych mediów, według których Rosja miałaby planować prowokacje w Polsce lub krajach bałtyckich, by przetestować jedność NATO – w oparciu o dane wywiadowcze dotyczące możliwych ataków na kluczową infrastrukturę regionalną, zarówno konwencjonalnych, jak i niekonwencjonalnych.
Ukraińska Prawda przypomina, że podobne informacje przekazywały już wcześniej władze innych krajów wschodniej flanki NATO, a Litwa ocenia, że w razie eskalacji sytuacji bezpieczeństwa w regionie sojusznicy skierowaliby tam dodatkowe siły wojskowe. Łotwa z kolei wzmocniła już ochronę infrastruktury krytycznej w obliczu potencjalnych rosyjskich prowokacji.













