Do upadku maszyny doszło około czwartkowego południa w rejonie Zwienigorodu na zachód od Moskwy. Rozbiła się w pobliżu linii kolejowej i zdjęcia płonącego wraku szybko trafiły do sieci. Na niektórych zdjęciach widać też spadochron, co wskazuje na udane katapultowanie się pilota.
Katastrofę oficjalnie potwierdziło rosyjskie ministerstwo obrony. Zapewniono, że był to wypadek podczas lotu szkoleniowego i wszczęto dochodzenie w sprawie naruszeń zasad lotu lub przygotowań do niego. Pilot miał nie odnieść obrażeń. Typ samolotu w oficjalnym przekazie nie został sprecyzowany. Wielu rosyjskich komentatorów, jak i gazeta „Kommiersant” piszą bez wątpliwości o Su-57.
Co interesujące, w komunikacie ministerstwa obrony napisano jednak, że rozbiła się maszyna „szkolno-bojowa”. To określenie zazwyczaj zarezerwowane w Rosji dla dwumiejscowych wariantów maszyn bojowych, oznaczonych literami „UB”, które mogą służyć zarówno do szkolenia, jak i do działań bojowych. Standardowy Su-57 jest jednomiejscowy i nie miał wariantu „UB”. Dopiero w maju pojawiły się pierwsze nieoficjalne zdjęcia dwumiejscowego egzemplarza, w domyśle właśnie „szkolno-bojowego”. Wówczas maszyna miała być na etapie ostatnich prób na ziemi przed lotami testowymi. Nie można więc wykluczyć, że rozbił się właśnie ten egzemplarz. Około 80 kilometrów na wschód od miejsca katastrofy, po drugiej stronie Moskwy, znajduje się Instytut Badań Lotniczych im. Gromowa, szerzej znany od nazwy miasta i lotniska, przy którym się znajduje, Żukowskij. Wszystkie nowe rosyjskie samoloty przechodzą tam kompleksowe próby przed dopuszczeniem do regularnych lotów.
Pojawiły się też plotki dotyczące przyczyn katastrofy. Jeden z popularniejszych rosyjskich komentatorów militarnych „Romanow” zasugerował na Telegramie, że w związku z wypadkiem powinno się „przyjrzeć” lokalnej jednostce obrony przeciwlotniczej BARS. Czyli takiej złożonej z rezerwistów, mającej głównie za zadanie zwalczać ukraińskie drony przy pomocy lekkiej broni. Mającej jednak czasem na stanie też ręczne rakiety przeciwlotnicze MANPADS, które mogą mieć zasięg kilku kilometrów. Nie ma jednak żadnych nagrań czy innych przesłanek wskazujących na to, że faktycznie doszło do bratobójczego zestrzelenia.
Piąta generacja w Rosji rodzi się w bólach
Su-57 to jedyna rosyjska maszyna kwalifikowana jako piątej generacji. Czyli tak jak amerykańskie F-22 i F-35, czy chińskie J-20. W środowisku specjalistów od lat trwają jednak zacięte dyskusje, czy Su-57 tak naprawdę należy do tego grona ze względu na pewne niedomagania w zakresie wyposażenia elektronicznego czy technologii stealth. Głównym problemem Rosjan jest jednak to, że nie stać ich na prawdziwie masową produkcję tych maszyn. Zwłaszcza po inwazji na Ukrainę. Formalnie w 2019 roku podpisano umowę na dostarczenie 76 seryjnych Su-57 do 2027 roku. Czyli mniej niż na przykład USA produkuje F-35 rocznie.
Wojna i sankcje zakłóciły ten i tak mało dynamiczny proces produkcji, głównie ze względu na utrudniony dostęp do zachodnich podzespołów elektronicznych. Dokładna liczba zbudowanych i dostarczonych seryjnych Su-57 nie jest pewna. Prawdopodobnie powstało ich do dzisiaj około 30-40. Dodatkowo wcześniej zbudowano 10 prototypów. W pełni sprawnych i zdolnych do wykonywania misji bojowych Su-57 ma być maksymalnie 30 maszyn.
Najnowsze myśliwce nie są rutynowo wykorzystywane podczas wojny z Ukrainą. Rosyjskie lotnictwo używa zazwyczaj starszych Su-35 i MiG-35, które są wystarczająco dobre, a zwiększone ryzyko ich utraty nie jest aż tak niepożądane, jak w przypadku znacznie cenniejszych Su-57. Choć są one wykorzystywane do zadań zwalczania ukraińskich dronów i rakiet manewrujących w głębi Rosji. Incydentalnie pojawiają się na nagraniach, kiedy schodzą na niższą wysokość, aby zestrzelić intruza.
Redagował Jan Latała













