-
Polacy coraz częściej rezygnują z randkowania przez internet na rzecz osobistych spotkań, wykorzystując do tego nowe aplikacje zachęcające do wyjścia z domu.
-
Zjawiska takie jak ghosting, benching czy orbiting prowadzą do rozczarowania i mogą zniechęcać do zawierania nowych relacji.
-
Raporty i badania pokazują rosnące poczucie samotności wśród Polaków, co skłania do poszukiwania nowych form nawiązywania kontaktów w rzeczywistości.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Dla Magdaleny ironią jest to, że wciąż wszystko zaczyna się od aplikacji. Nie chodzi jednak o dobrze znane apki do łączenia ze sobą ludzi w pary, w których przesuwamy kolejnych potencjalnych kandydatów na prawo lub lewo. Te, z których korzystała kobieta, działają inaczej.
– Ludzie zbierają się w umówionym (przez aplikację – red.) miejscu, mają kilka minut na rozmowę, po tym całym wydarzeniu jest after w klubie – wyjaśnia.
Słowem – poznajesz ludzi, którzy są tuż obok ciebie. – Zbiera się ich trochę jak pokemony – żartuje Magdalena.
Według niej takie inicjatywy to przestrzeń raczej do poznania partnera czy partnerki, jednak podczas jednego z takich spotkań zdobyła jedną ze swoich najlepszych przyjaciółek.
Inna z aplikacji, z których korzystała Magdalena, oferuje spotkania z nieznajomymi w restauracji. Płaci się 40 zł za rezerwację. – Jesteśmy łączeni z totalnie obcymi osobami – opowiada.
Magdalena trafiła na grupę, w której był tylko jeden mężczyzna. – Z dziewczynami tak się zgadałyśmy, że poszłyśmy dalej na miasto, nadal mamy kontakt w mediach społecznościowych, mijamy na ulicach – opowiada kobieta.
Innymi przykładami przestrzeni, w których można poznać nowe osoby, są różne zajęcia sportowe, kluby biegowe, studia jogi. – Miejsca, gdzie ludzi łączy już wspólne hobby – zauważa Magdalena.
Paradoks wyboru. „Ciągle się nam wydaje, że można lepiej”
– Mamy do czynienia ze zjawiskiem zmęczenia aplikacjami, również tymi randkowymi. One teoretycznie dają nam nieograniczony wybór, ale i przesyt – mówi Interii psychoterapeutka Joanna Godecka. – W psychologii nazywa się to paradoksem wyboru: im więcej mamy możliwości, tym trudniej jest podjąć decyzję i tym mniej jesteśmy z niej zadowoleni, bo ciągle się nam wydaje, że można było lepiej – dodaje.
Specjalistka zwraca również uwagę na fakt, że zawierając znajomości w realu, automatycznie dowiadujemy się dużo więcej o człowieku. – W aplikacjach randkowych często ogranicza się to do szybkiej oceny i przesunięcia palcem w prawo lub w lewo po ekranie. To jak ocenianie książki po okładce. Podczas spotkania twarzą w twarz automatycznie poznajemy „treść” – tłumaczy.
Samotność Polaków w liczbach
Raport CBOS z 2024 r. pokazuje, że 8 proc. Polaków bardzo często lub zawsze czuje się samotnie. 17 proc. wskazało, że czuje się tak czasami, a 21 bardzo rzadko. 52 proc. badanych zadeklarowało, że nigdy nie czuli się osamotnieni, zaś 2 proc. wskazało odpowiedź „trudno powiedzieć”.
Dla porównania: w 2017 r. odsetek osób, które bardzo często lub zawsze czują się osamotnione wynosił 4 proc.
Z kolei z badania naukowców z Katedry Psychiatrii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu z zeszłego roku wynika, że 68 proc. dorosłych Polaków doświadcza samotności w różnym stopniu.
Mówi się nawet o epidemii samotności. Towarzyszą temu problemy z nawiązywaniem relacji, zmęczenie aplikacjami randkowymi, których efektem są często płytkie relacje. Nic dziwnego, że coraz więcej osób szuka sposobów na poznanie drugiej osoby „w realu”.
Ghosting, benching, future faking… Utykamy w pułapce płytkich relacji
W swoim gabinecie Joanna Godecka często słyszy skargi na to, że inwestowanie czasu i wysiłków w relację kończy się jedynie rozczarowaniem. – I tak ciągle poszerza nam się słownik pojęć nazywających te zjawiska: ghosting, orbiting, breadcrumbing, benching, future faking… a one wszystkie biorą się z procesu, jaki je poprzedza – mówi psychoterapeutka.
Wszystkie one mają związek z rozstaniem. Ghosting – nagłe zerwanie kontaktu bez wyjaśnienia. O orbitingu mówimy wtedy, gdy po zakończeniu lub ograniczeniu relacji dana osoba nie utrzymuje bezpośredniego kontaktu, ale nadal „krąży” po naszej „orbicie”, choćby w mediach społecznościowych. Breadcrumbing to dosłownie „rzucanie okruszków” – polega na dawaniu sporadycznych sygnałów zainteresowania (np. pojedynczych wiadomości czy komplementów), które podtrzymują nadzieję, ale nie wnoszą nic poza tym. Benching to traktowanie kogoś jako „rezerwowego zawodnika” na boisku relacji a future faking to nic innego jak składanie obietnic o wspólnej przyszłości, których nie mamy zamiaru zrealizować.
– Poznając się za pośrednictwem aplikacji, niektórzy mają wrażenie, że uczestniczą w pewnego rodzaju grze – mówi psychoterapeutka, zaznaczając, że nie jest to reguła. Jej zdaniem część uczestników aplikacji randkowych czuje pewnego rodzaju przyzwolenie na zawieranie w ten sposób płytkich relacji i kontaktów. – Na żywo znaczenie trudniej jest potraktować kogoś w ten sposób – zauważa.
Aplikacja do spotkań. „Ludzie są zmęczeni”
We wrześniu 2022 r. podczas spaceru po Gdańsku grupa przyjaciół zwróciła uwagę na to, jak dużo osób mijających się na ulicy traci szansę na nawiązanie kontaktu. Myśleli nad tym, co można z tym zrobić.
Jakiś czas później zaczęli organizować w parkach i centrach miast spotkania dla osób, które chciałyby poznać nowych ludzi. Rozdali uczestnikom charakterystyczne czerwone kubki, które sygnalizowały otwartość na rozmowę.
Spotkań było osiem, a frekwencja na każdym kolejnym była coraz większa. Zapadła decyzja – robimy aplikację, która pomoże ludziom w poznawaniu innych na żywo. We wrześniu 2024 r. odbyła się jej premiera.
Od tego czasu zorganizowano już ponad sto tzw. stref spotkań. Obecnie wydarzenia odbywają się w każdą sobotę w największych miastach Polski. W jednym z nich uczestniczyła także Magdalena.
Średnia wieku osób korzystających z aplikacji to 30 lat. Najczęściej szukają partnera lub partnerki, ale są i tacy, który chcą nawiązać relacje przyjacielskie. Główną motywacją użytkowników, jak słyszymy, jest zmęczenie tradycyjnymi aplikacjami randkowymi, w których dominuje „ghosting” i niekończące się pisanie, które rzadko prowadzi do spotkań w realu.
– Uczestnicy odczuwają nostalgię za czasami sprzed ery mediów społecznościowych, gdy nawiązywanie kontaktów w świecie rzeczywistym było naturalnym elementem codzienności. Są też zmęczeni dotychczasowymi sposobami poznawania ludzi – opowiada Michał Czyżewski, jeden z twórców aplikacji PicMe.
Chcą spotykać się w realu. „Dwa tryby poznawania ludzi”
Aplikacja oferuje dwa główne tryby poznawania ludzi, dostosowane do różnych temperamentów. Pierwszy to strefa dla ekstrawertyków – na mapie widoczna jest specjalna „pinezka” oznaczająca miejsce, w którym gromadzą się osoby nastawione na spontaniczną integrację grupową.
Drugi to strefa dla introwertyków: użytkownicy mogą przeglądać profile, a po odwzajemnionym polubieniu aplikacja aranżuje szybkie spotkanie w konkretnym punkcie strefy. Podsuwa też tzw. lodołamacze, czyli tematy do rozmowy oparte na wspólnych zainteresowaniach.
Z obserwacji Michała Czyżewskiego wynika, że ludzie coraz mniej chcą korzystać z tradycyjnych aplikacji randkowych.
– Po prostu się swipuje (przesuwanie palcem po ekranie, którym użytkownik ocenia potencjalną osobę do poznania – red.), potem pisze się z kimś tygodniami czy miesiącami, a często do spotkania nawet nie dochodzi. Jest nagle ghosting, jedna osoba nie wie, o co chodzi, pojawiają się nowe opcje, nowe strzały dopaminy, to się cały czas kręci i nie prowadzi to do żadnego rezultatu – mówi.
– Ludzie są zmęczeni tym przewijaniem, pisaniem itd. Dwa lata temu też byli zmęczeni. Ale wtedy jeszcze wierzyli, że może za którymś razem się uda, że może w końcu z kimś się tam spotkają. Wydaje mi się, że teraz osiągnęliśmy apogeum, że ludzie po prostu już przestali wierzyć – dodaje Czyżewski.
O tym, jak uzależniają od siebie aplikacje randkowe, pisaliśmy niedawno w Interii. – Widzę to po znajomych używających Tindera. W wielu przypadkach znalezienie partnera czy partnerki nie jest już celem. Staje się nim sam swipe, bo on daje nam dopaminę – mówił nam socjolog i psycholog biznesu Filip Dokurno.
Zdaniem psychoterapeutki zawieranie znajomości na żywo ma jeszcze jedną korzyść.
– Randki aranżowane przez aplikacje mogą przypominać rozmowy o prace. Obecny w nich schemat szybkiego oceniania sprawia, że się usztywniamy, próbujemy „zareklamować” zamiast skupić na sobie nawzajem. A przecież to, jak się przy kimś czujemy może sprawić, że zechcemy się spotkać kolejny raz. Ale łatwiej dostrzec to wówczas, gdy atmosfera jest komfortowa, pozbawiona tinderowej presji – tłumaczy. Nie oznacza to jednak, że specjalistka odradza korzystanie z tego typu platform. Chodzi o świadomość pewnych zjawisk.
Jak zauważa Michał Czyżewski, od czasu pandemii COVID-19 brakuje nam wychodzenia do ludzi i po prostu przebywania z nimi. – Czasem jest tak, że w przestrzeni miejskiej ludzie jeszcze bardziej cenią swoją prywatność. Zwykłe rozmowy, zapytanie o drogę, o godzinę, small talk wydają się coraz bardziej nienaturalne. Najchętniej nie patrzylibyśmy na kasjera w sklepie, tylko płacili w kasie samoobsługowej, żeby nie było żadnej interakcji.
Anna Nicz (anna.nicz@firma.interia.pl)
Dagmara Pakuła (dagmara.pakula@firma.interia.pl)













