W chwili zdarzenia zmiennik znajdował się w wygłuszonej kabinie przy środkowych drzwiach pojazdu, gdzie odpoczywał. Jak przyznał, pierwsze sekundy wypadku zapamiętał jedynie we fragmentach. – Od samego początku to już lekka mgła. Dopiero później, kiedy autobus zaczyna się przechylać i uderza, w tej kabinie poczułem się jak w pralce. Zorientowałem się, że jest tragedia, wypadek. Jest moment, kiedy trzeba uciekać z tej kabiny – powiedział.

Kierowca opowiedział, że wraz z innymi pasażerami wyłamali dachowe wyjścia awaryjne. Osoby najsprawniejsze fizycznie jako pierwsze wydostały się na zewnątrz i zaczęły pomagać kolejnym w opuszczeniu pojazdu.

Zobacz wideo Samolot z pierwszą grupą Polaków poszkodowanych w wypadku autokaru na Węgrzech

Najpierw wspomagał ewakuację od wewnątrz, a gdy sam znalazł się już na zewnątrz, pomagał wyciągać przez dachowy otwór tych, którzy mieli jeszcze na tyle sił, by pokonać różnicę wysokości sięgającą metra. Osoby poważniej ranne lub uwięzione pod fotelami ewakuowano dolnym wyjściem.

Kierowca odniósł się również w rozmowie ze stacją TVN24 do organizacji pomocy na miejscu wypadku. Ocenił, że strona węgierska działała w miarę swoich możliwości, jednak „gdyby było większe wsparcie polskiej strony, ambasady, polskich lekarzy tam na miejscu, to obsługa byłaby dla ludzi milsza, bezpieczniejsza i może by to wszystko przebiegało bardziej sprawnie”.

O kierowcy, który został aresztowany, powiedział, że „jest mu go szkoda”. – Rozmawiałem tam z ludźmi, to nikt nie ma pretensji do niego – stwierdził.

Areszt dla kierowcy polskiego autokaru

We wtorek (18 sierpnia) sąd rejonowy w Miszkolcu na wniosek prokuratury rejonowej podjął decyzję o zastosowaniu tymczasowego aresztu wobec kierowcy polskiego autokaru wstępnie na okres jednego miesiąca.

– Podejrzany nie złożył jeszcze wyjaśnień. Według informacji uzyskanych w toku dotychczasowego postępowania, do wypadku doszło prawdopodobnie wskutek zaśnięcia kierowcy za kierownicą – powiedział PAP Tamas Barko, rzecznik prasowy prokuratury regionu Borsod-Abauj-Zemplen. 

W oświadczeniu opublikowanym wcześniej na stronie prokuratury regionu stwierdzono, że „kierowca nie był w stanie zapewniającym bezpieczne prowadzenie pojazdu, zasnął z powodu zmęczenia, w wyniku czego autobus zjechał z jezdni w prawo przez pas awaryjny, a następnie przewrócił się na bok na skarpie przy autostradzie”. Przypomniano, że kierowca został zatrzymany przez policję, która przesłuchała go w charakterze podejrzanego o nieumyślne spowodowanie wypadku drogowego skutkującego śmiercią wielu osób.

Zdaniem prokuratury istnieje ryzyko, że podejrzany może uciec, ukrywać się lub utrudniać postępowanie dowodowe, dlatego na wniosek policji wystąpiono do sądu o zastosowanie wobec niego aresztu tymczasowego.

Tragiczny wypadek polskiego autokaru na Węgrzech

Do wypadku doszło w niedzielę około godziny 1 na węgierskiej autostradzie M3, w rejonie miejscowości Mezoekeresztes na północnym wschodzie kraju. Autokarem podróżowało 59 obywateli Polski – 57 pasażerów oraz dwóch kierowców – wracających z pielgrzymki w Bośni i Hercegowinie.

Wskutek zdarzenia 12 osób zginęło, 10 trafiło w bardzo ciężkim stanie do szpitali na Węgrzech, a pozostałych 37 pasażerów odniosło lekkie obrażenia. Wszystkie ofiary śmiertelne to dorośli mieszkańcy województwa podkarpackiego. Większość podróżnych pochodziła z Podkarpacia, a dwie osoby z województwa małopolskiego. Węgierska policja poinformowała we wtorek PAP, że sekcje zwłok ofiar powinny zakończyć się w piątek 21 sierpnia i wtedy mogą zostać przetransportowane do Polski.

W poniedziałek wieczorem na lotnisku w Jasionce pod Rzeszowem wylądował samolot z pierwszą grupą Polaków poszkodowanych w wypadku. Do kraju wróciło 21 osób. Pięć z nich trafiło do szpitali, a 16 wróciło do domów.

Źródło: Jakub Bawołek (PAP)

Udział