75 – latka przepracowała 45 lat i od 10 lat jest na emeryturze. Chorwatka opuściła swój kraj w wieku 19 lat i przyjechała do Niemiec, gdzie spędziła całe swoje zawodowe życie.


Pracowała bardzo ciężko – od 10 do 12 godzin dziennie, często przez sześć dni w tygodniu. Zatrudniała się w różnych fabrykach, sprzątała w kościele oraz pracowała w kiosku. Spokoju na emeryturze nie daje jej jednak wszechobecnie w Niemczech narzekanie.

Seniorka apeluje do rówieśników. Nie żałuje swoich wyborów – żyje pełnią życia


Kobieta nie żałuje swoich wyborów, choć do swojej zawodowej przeszłości ma trzeźwy stosunek. – Byłam młoda, dzisiaj już bym temu nie podołała – przyznała otwarcie. Z perspektywy czasu uważa, że „kto chce pracować, zawsze coś znajdzie” – podkreśliła w rozmowie z chorwacką gazetą „Mirovina”.


Obecnie stara się nadrobić zaległości z młodości: dba o ogród, czyta, podróżuje i spotyka się z dawnymi znajomymi z pracy. Lato spędza w chorwackiej miejscowości Virovitica, ale z powodu choroby często jeździ do Niemiec. Ma za sobą kilka operacji, ponieważ choruje na białaczkę.


Mimo wszystko zachowuje optymizm i tego samego oczekuje od innych. – Chciałabym, aby emeryci dostrzegali pozytywy, a nie widzieli wszystko w czarno-białych barwach, aby pamiętali, że „są ludzie i kraje, które nie mają chleba do jedzenia” – zaapelowała do rówieśników kobieta i dodała: – Powinni cieszyć się życiem, a nie tylko narzekać i oczekiwać, że ktoś położy im coś na kolanach.

Emeryci w Niemczech mają na co narzekać. Poziom życia spada


Niemieccy emeryci narzekają przede wszystkim na rosnące koszty utrzymania, które pochłaniają waloryzację świadczeń, na zapowiedzi drastycznych reform rządu Friedricha Merza oraz niesprawiedliwe obciążenia podatkowe.


Średnia emerytura w Niemczech oscyluje obecnie w granicach zaledwie 1150–1289 euro brutto. To około 4988–5591 zł, co nie wystarcza emerytom w Niemczech na utrzymanie dotychczasowego standardu życia. Coraz większa liczba niemieckich emerytów wpada w wyższe progi podatkowe, a każda kolejna waloryzacja sprawia, że muszą oni oddawać państwu większą część emerytalnych świadczeń. Z powodu napływu cudziemców bardzo podrożał też wynajem mieszkań, a nigdzie indziej w Unii Europejskiej tak wiele osób nie mieszka w wynajmowanych mieszkaniach jak w Niemczech.


Oburzenie wywołały także prace nad reformą emerytalną. Niemcy głośno oprotestowywują pomysł likwidacji „emerytury w wieku 63 lat”, czyli możliwości wcześniejszego przejścia na emeryturę bez potrąceń po 45 latach pracy.


Od 2026 roku w Niemczech wprowadzono tzw. „aktywną emeryturę” (Aktivrente), pozwalającą dorobić 2000 euro miesięcznie bez podatku, ale wielu emerytów czuje się zmuszonych do pracy na tzw. „minijobs”, aby po prostu związać koniec z końcem. Przed bliźniaczo podobnymi problemami stoją także Polacy.

Nieuchronna rewolucja emerytalna. Społeczeństwo się starzeje


Propozycja kanclerza Merza zakłada dalszą rewolucję: od 2031 roku wiek emerytalny będzie automatycznie rósł wraz ze wskaźnikami długości życia, co w praktyce oznacza dłuższą aktywność zawodową – nawet do 68–70 roku życia. Osoby pracujące fizycznie lub w systemie zmianowym narzekają, że po prostu nie będą w stanie fizycznie podołać nowym wymogom wiekowym.


Reforma jest jednak konieczna, ponieważ niemiecki system emerytalny znajduje się w coraz gorszej kondycji. Liczba osób pracujących i wpłacających składki maleje w stosunku do rosnącej liczby emerytów, a dodatkowo niemieckie społeczeństwo się starzeje. Bez podniesienia wieku emerytalnego i reformy systemu, państwowe finanse i kasa ubezpieczeń społecznych nie udźwigną rosnących wydatków.

Udział