Na początku sierpnia na lotnisku w Lipsku we wschodnich Niemczech wykryto drona wyposażonego w materiał wybuchowy. Znajdował się on w pobliżu ukraińskich samolotów transportowych. Według tygodnika „Die Zeit” bezzałogowiec miał wcześniej celowo uderzyć w skrzydło zaparkowanego na płycie Antonowa. Jednak nie eksplodował, a odbił się od maszyny i spadł na płytę. Niemieckie służby podejrzewają, że za próbą sabotażu stała Rosja. Lotnisko w Lipsku to ważny węzeł zachodniej pomocy militarnej dla odpierającej rosyjską agresję Ukrainy.
Dziennikarze portalu Politico i gazety „Welt am Sonntag” ustalili, że w reakcji na incydent na lotnisku w Lipsku kanclerz Niemiec Friedrich Merz zamierza nałożyć nowe sankcje na podmioty rosyjskie, co „oznaczałoby dalsze zaostrzenie stanowiska Berlina wobec Moskwy”. Decyzję niemiecki polityk ma ogłosić na początku przyszłego tygodnia.
„Nie jest jasne, w jakim stopniu Berlin planuje pociągnąć do odpowiedzialności poszczególnych rosyjskich uczestników lub rosyjski rząd za próbę ataku dronowego. Berlin już przygotowuje się do ostrej reakcji, ponieważ urzędnicy stwierdzili, że Niemcy muszą przygotować się na sankcje ze strony Moskwy” – czytamy na portalu Politico.
Sankcje wobec Rosji. Apel szefów MSZ
Ministrowie spraw zagranicznych Polski, Hiszpanii, Holandii i Szwecji zaapelowali w czwartek, by Unia Europejska powróciła do kwestii użycia zamrożonych aktywów rosyjskich na rzecz dalszego wsparcia Ukrainy. W ich ocenie unijna pożyczka w wysokości 90 mld euro nie wystarczy.
– To agresor musi zapłacić za konsekwencje swojej agresji – zaznaczył wicepremier, szef MSZ Radosław Sikorski w udostępnionym mediom komentarzu. – I tak Rosja nie odzyska tych pieniędzy, dopóki nie wypłaci Ukrainie reparacji, więc lepiej przeznaczyć je na powstrzymanie napaści – czyli na obronę Ukrainy – niż czekać na koniec rosyjskiej agresji, aby wydać je na odbudowę – dodał.
„Nic nie wskazuje na to, że Rosja jest gotowa zakończyć agresję, a jej konsekwencje coraz bardziej dotykają państwa członkowskie UE. Ukraina potrzebuje większego wsparcia finansowego zarówno w perspektywie krótkoterminowej, jak i długoterminowej” – napisali ministrowie w liście skierowanym do szefowej unijnej dyplomacji Kai Kallas oraz ministry spraw zagranicznych Irlandii Helen McEntee; Irlandia sprawuje prezydencję w Radzie UE.
„UE, w dialogu ze swoimi partnerami, powinna nadal zapewniać Ukrainie kompleksowe, przewidywalne i ustrukturyzowane wsparcie finansowe, zgodnie z jej potrzebami. Uważamy, że nadszedł czas, aby powrócić do kwestii dalszego wykorzystania unieruchomionych zasobów Rosji z korzyścią dla Ukrainy” – podkreślili.
Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy rozważa zmiany w zasadach mobilizacji. Po raz kolejny wraca temat kobiet w armii – pisze na Wyborcza.pl Piotr Andrusieczko
Ministrowie o „zwiększaniu presji na Rosję”
Pożyczka w wysokości 90 mld euro, gwarantowana budżetem UE, została uzgodniona przez przywódców państw UE w grudniu 2025 r. jako plan B w związku z przedłużającym się impasem wokół użycia zamrożonych aktywów rosyjskiego banku centralnego. Wartość tych aktywów w UE wynosi 210 mld euro, z czego większość – 185 mld euro – przechowuje mieszcząca się w Belgii izba rozliczeniowa Euroclear. Pożyczka jest z kolei zaciągana na rynkach kapitałowych i ma wesprzeć Ukrainę w 2026 i 2027 r. Pokrywane są z niej bieżące wydatki państwa oraz zakupy zbrojeniowe.
„Pożyczka na wsparcie Ukrainy przynosi znaczące efekty, ale wszyscy zdajemy sobie sprawę, że to nie wystarczy” – czytamy w liście szefów MSZ Polski, Hiszpanii, Holandii i Szwecji. Ministrowie podkreślili, że Unia Europejska nie może „spoczywać na laurach”, ponieważ każdego dnia koszty wojny wzrastają.
„Wykorzystując unieruchomione aktywa, UE może zagwarantować, że Rosja bezzwłocznie zapłaci za zniszczenia, jakie wyrządziła na Ukrainie, jednocześnie zmniejszając obciążenie naszych podatników. Wykorzystanie tych aktywów jest nie tylko ważnym instrumentem utrzymania naszego wsparcia dla Ukrainy, ale także skutecznym narzędziem zwiększania presji na Rosję” – przekonywali szefowie MSZ.
W ich ocenie Komisja Europejska powinna poszukać nowych możliwości wykorzystania aktywów, które zapewnią, że ryzyko spocznie na wszystkich państwach członkowskich UE i żadne z nich nie poniesie nieproporcjonalnego obciążenia. Ministrowie chcą, by dyskusja na ten temat odbyła się na najbliższym nieformalnym posiedzeniu szefów MSZ 1-2 września.
Boty mogą udawać konsensus. Jeśli pod wpisem w mediach społecznościowych widzimy 2 tys. głosów poparcia, łatwo uznać, że „tak myślą ludzie” – pisze Kasper Kalinowski na Wyborcza.pl
Wątpliwości strony belgijskiej
Rzecznik KE Balazs Ujvari powiedział dziennikarzom, że kwestia ta pozostaje aktualna od szczytu z grudnia zeszłego roku, na którym przywódcy państw UE wezwali Parlament Europejski oraz prezydencję do dalszego badania prawnych i technicznych aspektów potencjalnej pożyczki reparacyjnej opartej na rosyjskich aktywach. – Takie jest stanowisko od tego czasu. Kwestia ta pozostaje na tapecie i oczywiście Komisja jest gotowa udzielić wszelkiej niezbędnej pomocy w tym zakresie – podkreślił Ujvari.
Największym hamulcowym w dyskusjach o wykorzystaniu zamrożonych aktywów do tej pory była Belgia, która obawia się reperkusji ze strony Rosji. Na szczycie w grudniu 2025 r. chciała, by inne państwa członkowskie udzieliły jej nielimitowanych gwarancji finansowych w razie konieczności wypłacenia odszkodowań Rosji. Żądanie to zostało odrzucone jako zbyt wygórowane.
Podczas wizyty 18 sierpnia w Kijowie szef MSZ Belgii Maxime Prevot powiedział, że zagrożenia, na które wcześniej Belgia wskazywała, „nie zniknęły w cudowny sposób”. – Nie mamy jednak zasadniczych zastrzeżeń do wykorzystania tych pieniędzy na wsparcie sprawy ukraińskiej – dodał.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w poniedziałek poinformował o deficycie w wysokości 27 mld euro, jaki ma resort obrony Ukrainy. Jako rozwiązanie zasugerował wykorzystanie pieniędzy z unijnej pożyczki przeznaczonych na 2027 r. To by jednak oznaczało trudności w kolejnym roku.
Współautorka: z Brukseli Magdalena Cedro (PAP)













