-
Mateusz Hen, chirurg i wicedyrektor szpitala w Gnieźnie, ma prawomocny wyrok za pobicie i w związku z nim – na mocy „lex Kamilek” – ma zakaz leczenia dzieci.
-
Mali pacjenci, w dniu kiedy lekarz pełni dyżur na oddziale, są transportowani do innych placówek.
-
Według ustaleń Wirtualnej Polski Mateusz Hen usłyszał co najmniej siedem prawomocnych wyroków karnych również w innych sprawach.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Jeden z lekarzy Szpitala Powiatowego Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie w rozmowie z Wirtualną Polską mówi o sytuacji Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, gdy dyżur pełni wicedyrektor placówki, chirurg Mateusz Hen, lokalny polityk Koalicji Obywatelskiej.
Medyk ujawnia, że gdy w czwartek po godz. 15 na SOR trafia dziecko wymagające konsultacji chirurgicznej, jest transportowane do innych szpitali. W tym dniu dyżuruje bowiem Hen, który ma zakaz leczenia dzieci. – W czwartki dzieci mają pecha – mówi rozmówca WP.
Gniezno: Chirurg z wyrokiem za pobicie nie może leczyć dzieci. W tle „lex Kamilek”
Sprawa jest pokłosiem wyroku z 2025 roku, gdy chirurg został skazany za pobicie partnera byłej żony na cztery miesiące prac społecznych oraz 5,6 tys. złotych grzywny. Sąd uznał, że Hen dopuścił się tego czynu wraz ze swoją matką. Pobity mężczyzna trafił do szpitala z poważnymi obrażeniami. Zarówno pokrzywdzonemu, jak i byłej żonie Hen miał też grozić śmiercią.
Lekarz został skazany na podstawie artykułu 158 par. 1, który znajduje się w rozdziale XIX kodeksu karnego zatytułowanym „Przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu”. Osoby prawomocnie skazane za przestępstwa z tego rozdziału nie mogą być zatrudniane i dopuszczane przez podmioty lecznicze do pracy z dziećmi. Dzieje się tak na mocy przepisów ustawy z 13 maja 2016 roku o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym i ochronie małoletnich z późniejszą nowelizacją z 2023 roku, potocznie zwaną „ustawą Kamilka”, która zwiększyła ochronę dzieci przed przemocą.
Dyrektor szpitala w Gnieźnie zabrał głos. Lekarze komentują: Mydlenie oczu
WP ustaliła, że Hen w środy i piątki przyjmuje w przyszpitalnej poradni chirurgicznej. Wówczas znalezienie innego lekarza nie stanowi problemu. Trudności pojawiają się w czwartki po godz. 15, gdy Hen do godz. 7 w piątki pełni dyżur na oddziale chirurgii.
Dyrektor szpitala Filip Waligóra mówi, że na oddziale chirurgii obowiązki wykonuje jeszcze jeden lekarz. To on – według Waligóry – powinien być wzywany przez Hena, gdy do szpitala trafi dziecko. Z ustaleń Wirtualnej Polski wynika jednak, że medyk ten w czwartkowe popołudnia przyjmuje pacjentów w oddalonym o 50 km od Gniezna Wągrowcu. Gdy zatem ten lekarz nie może zjawić się w placówce, to – według dyrekcji – wezwany powinien zostać chirurg dyżurujący pod telefonem.
„Bzdurą i mydleniem oczu” nazywa to rozwiązanie rozmówca WP. Dyżur telefoniczny ma służyć sytuacjom nadzwyczajnym, w razie natychmiastowej operacji. – Operacji nikt nie przeprowadza sam, dlatego drugi chirurg jest pod telefonem. Nikt nie będzie przyjeżdżał, żeby pacjenta tylko zbadać, bo po co w takim razie dyżuruje ten pierwszy lekarz? – zauważa medyk.
Politycy KO komentują. „Nie powinni pełnić żadnych funkcji”
Do sprawy odniósł się Tomasz Budasz, starosta gnieźnieński, przewodniczący lokalnych struktur KO i przewodniczącym Rady Społecznej szpitala. W przesłanej wiadomości oświadczył, że decyzję o zatrudnieniu innej niekaranej osoby na stanowisko wicedyrektora i chirurga podejmuje dyrektor.
WP opisuje również problem z pełnieniem przez Hena funkcji wicedyrektora ds. lecznictwa, który sprawuje nadzór nad oddziałami, w tym też tymi, na których przebywają dzieci. Według Waligóry chirurg w ramach tego stanowiska „nie udziela świadczeń zdrowotnych, tylko pełni merytoryczny nadzór nad działaniem podmiotu leczniczego w sytuacji, kiedy dyrektor nie jest lekarzem”. Dyrektor nie wyjaśnia, jak Hen wykonuje obowiązki na oddziale dziecięcym.
Rafał Lukstaedt, również działacz KO w regionie, wprost mówi, że chirurg powinien zostać odwołany w momencie uprawomocnienia wyroku. – Uważam, że to wątpliwe, że taka osoba pełni taką funkcję. Osobiście uważam, że zarówno dyrektor, jak i jego zastępcy nie powinni pełnić żadnych funkcji, jeśli zostali prawomocnie skazani za przestępstwa umyślne – mówi rozmówca Wirtualnej Polski.
Zarówno Budasz, jak i Waligóra potwierdzają, że wiedzą o jednym wyroku karnym Mateusza Hena. Z ustaleń Wirtualnej Polski oraz dziennikarki „Gniezno. Fakty – interwencje” Anny Nowak, od 2007 roku Hen miał usłyszeć siedem różnych wyroków karnych oraz ósmy, który połączył dwa wyroki w jedną karę. Jak czytamy chodzi o udział lekarza w mafii paliwowej, wyłudzenia VAT, fałszowanie dokumentacji medycznej oraz potrącenie pieszej na pasach, jednak wyroki te uległy zatarciu.
W lutym 2025 roku poseł PiS Zbigniew Dolata domagał się zwolnienia wicedyrektora, zarzucając, iż Hen próbuje sprywatyzować szpital „tylnymi drzwiami”. Podobne zarzuty pojawiają się ze strony lekarzy, z którymi rozmawiała WP.
Mateusz Hen założył spółkę, która obsługuje szpital. Biznes przejęli rodzice lekarza
Z ustaleń wynika, że Hen jest związany ze szpitalem od 1998 roku. Obecnie zatrudniony ma być na podstawie dwóch różnych umów: na pół etatu przez szpital jako wicedyrektor ds. lecznictwa, a jako chirurg jest zatrudniony poprzez spółkę Medsfera sp. z o.o. Wygrała ona konkurs na obsługę szpitala. Medsfera to spółka założona przez Hena w 2015 roku, jednak obecnie formalnie należy do rodziców lekarza.
Po tym, jak chirurg został prawomocnie skazany za pobicie, dyrektor szpitala miał zerwać poprzednią umowę z Medsferą i ogłosić nowy konkurs. Zawarł w nim warunek o spełnieniu wymogów z ustawy z dnia 13 maja 2016 roku. Nikt jednak nie złożył oferty i zrezygnowano z wymagania zaświadczenia o niekaralności. Wówczas jako jedyna wystartowała w konkursie Medsfera. Waligóra zapewnia w korespondencji z WP, że spółka zobowiązała się zapewnić lekarza spełniającego wskazane wymogi.
Wirtualna Polska zwraca też uwagę na fakt, iż Hen jako wicedyrektor ds. lecznictwa nadzoruje pracę lekarzy wyznaczonych przez Medsferę. Jak czytamy, oznacza to, że „nadzoruje samego siebie”, w tym też wymiar przepracowanych w szpitalu godzin.
Mateusz Hen nie odpowiedział na pytania Wirtualnej Polski.














