-
Nagłe wyginięcie populacji rysia rudego na Kiawah jest wynikiem czynników, które mogą zagrażać rysiom na całym świecie, również w Polsce.
-
Do zaniku tych drapieżników doprowadziło stosowanie środków chemicznych używanych przeciwko gryzoniom, które pośrednio zatruwały rysie.
-
Analizy wykazały obecność kilku różnych rodentycydów w ciałach rysi, co potwierdza łańcuchowe przenoszenie toksyn przez zjadane ofiary.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
W Polsce żyje jeden gatunek rysia – to ryś euroazjatycki. Na terenie Europy znajdziemy też drugi – rysia iberyjskiego, zwanego pardelem z Hiszpanii. W Ameryce Północnej zaś występują dwa gatunki tych kotów – ryś kanadyjski typowy dla Kanady czy Alaski oraz ryś rudy ze Stanów Zjednoczonych i Meksyku.
To właśnie populacja rysi rudych mieszkała swego czasu na Kiawah – słabo oddzielonej od lądu i pobliskiej mu wyspy u wschodnich brzegów Stanów Zjednoczonych, w Karolinie Południowej. Mieszkała, bo wymarła.
To była mała, izolowana populacja kotów, które niczym papierek lakmusowy pokazały nam wpływ niekorzystnych czynników środowiskowych na te drapieżniki. W takich niedużych grupach zwierząt widać je najpełniej. W przypadku tych rysi były to środki chemiczne stosowane do zwalczania gryzoni.
Rysie miały sporo pokarmu, a jednak wyginęły
Długo nie można było do tego dojść, co zdarzyło się na Kiawah. Gryzoni było to przecież bardzo dużo, podobnie jak i mulaków – miejscowych niedużych jeleni. Rysie miały zatem co jeść. Wyspa znana była z turystyki i podejścia do rysi związanego z ich ochroną. Co się zatem stało? Zadecydowała chemia.
Przed 2022 r. na wyspie żyło kilkadziesiąt rysi rudych w bardzo dobrej kondycji. Nie było śladów chorób, pasożytów itp. Badane, pilnowane, obserwowane rozwijały się prawidłowo aż zniknęły. Dopiero teraz udało się ustalić przyczyny.
Po nitce do kłębka udało się dojść do tego, że miejscowe kurorty i hotele zaczęły odnotowywać skargi gości na myszy i szczury oraz inne gryzonie. Zastosowały zatem metody ich zwalczania. Liczba gryzoni zaczęła spadać, a wraz z nią – także liczba rysi.
W przypadku naszych sporych rysi euroazjatyckich podstawą ich pokarmu są sarny, względnie nieduże i młode jelenie albo daniele. W mniejszym stopniu są to gryzonie oraz zające i króliki. W Ameryce Północnej w odróżnieniu od rysia kanadyjskiego, który żywi się przede wszystkim zajęczakami i jest mocno uzależniony od populacji zająca amerykańskiego, ryś rudy jest mniej wybredny pokarmowo. Chwyta wszystko, co mu wpadnie w łapy. Mogą to być także ptaki, jaszczurki, żaby, ale także ryby. Gryzonie w jego wypadku są ważnym, kluczowym wręcz pokarmem.
Trucizna w ciałach gryzoni trafiała do rysia
Polujące na gryzonie rysie znajdowały wiele tych zwierząt martwych albo odurzonych środkami chemicznymi do ich zwalczania. Zjadały je i wchłaniały toksynę. Do zatruwania populacji gryzoni zastosowane zostały takie rodentycydy o działaniu antykoagulacyjnym jak warfaryna i silniejszy brodifakum. Trujące także dla kotów.
Naukowcom udało się ustalić, że rysie rude z Kiawah nie miały bezpośredniego dostępu do trucizny. Większość z nich umieszczana była w budynkach. Rysie jednak zjadały gryzonie i to wystarczyło.

Aż 70 proc. wszystkich przebadanych rysi miało śladowe ilości rodentycydów w ciele. Wyniki testów wykazały obecność co najmniej czterech różnych substancji chemicznych u jednego rysia, co wskazuje na wielokrotną ekspozycję na różne przynęty.
Ta historia pokazuje, jaką reakcję łańcuchową wywołuje stosowanie środków chemicznych w ochronie domów czy zbiorów przed zwierzętami uważanymi za szkodniki. Trucizna jest przekazywana jak pałeczka, aż trafia do drapieżnika szczytowego i zabija go.













