-
Na Węgrzech nasila się problem kradzieży butelek objętych kaucją, a niektórzy przyjeżdżają specjalnie do Budapesztu, by wyjmować je z koszy na śmieci i uzyskiwać pieniądze.
-
Zbieracze, w tym osoby doświadczające ubóstwa lub kryzysu bezdomności, osiągają znaczące zarobki z kaucji za butelki.
-
Władze Budapesztu podkreślają, że wyjmowanie butelek z koszy jest uznawane za kradzież, a masowe zbieranie prowadzi do zaśmiecania ulic i innych problemów społecznych.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Problem zbieraczy butelek dotyczy zwłaszcza Budapesztu. Według portalu Blikk, który nagłośnił problem, mówi się tu już nawet o mafii butelkowej. Do węgierskiej stolicy wcześnie rano przyjeżdżać mają ogromne liczby osób, tylko po to, by zbierać z koszy na śmieci i ulic butelki objęte kaucją w wysokości 50 forintów (60 groszy).
Wśród zbieraczy szczególnie popularne są weekendy. To właśnie wtedy w stolicy odbywają się liczne imprezy, koncerty i wydarzenia, po których na ulicach i w koszach pozostaje najwięcej butelek. Zbieracze chętnie gromadzili się chociażby w okolicach wejścia na teren festiwalu muzycznego Sziget, gdzie uczestniczy masowo zostawiali butelki po napojach.
„Zawodowi” zbieracze mogą liczyć na znaczne zarobki zwłaszcza, że wielu z nich to osoby zmagające się z ubóstwem lub kryzysem bezdomności. Jeden ze zbieraczy w rozmowie z portalem przyznał, że jednego dnia zarobił 100 tys. forintów (ok. 1200 zł). Zarobiłby więcej, nawet 160 tys. (ok. 1900 zł), ale trzy torby z butelkami zostały mu ukradzione.
Węgry mają problem z mafią zbieraczy butelek
Zbieracze butelek przyznają, że dla nich to dobry interes. Twierdzą również, że na ich działalności zyskuje miasto, bowiem z jego ulic znikają śmieci.
Inaczej twierdzą władze, które zwracają uwagę, że wyjmowanie butelek z koszy na śmieci jest w węgierskim prawie uznawane za kradzież i karane grzywną sięgającą nawet 90 tys. forintów (ok. 1077 zł). Ponadto zbieracze często grzebiąc w śmieciach w poszukiwaniu butelek, rozsypują na ulicach zawartość koszy. Zdarzały się nawet przypadki, gdy osoby takie włamywały się do budynków mieszkalnych, tylko po to, by dostać się do śmietników i wygrzebać z nich butelki.
Na kradzieże narzekają również sami zbieracze. Jak zaznaczają, nie mogą oddać na raz do skupu tysięcy butelek, ponieważ mogłoby to zaalarmować policję. Często więc chowają worki z butelkami np. w lasach, jednak ich konkurenci często ich obserwują, a następnie kradną zgromadzone śmieci.
Na problem związany z masowym zbieraniem butelek objętych kaucją zwracają uwagę zwłaszcza władze wielu dzielnic Budapesztu. Według nich zbieracze coraz częściej gromadzą się nocami w okolicach całodobowych sklepów sprzedających alkohol, gdzie za zarobione pieniądze kupują i konsumują nie tylko napoje wysokoprocentowe, ale również inne używki. W wielu miejscach wprowadzono także ograniczenia w wystawianiu na ulicę koszy na śmieci.
-
System kaucyjny przyniósł zadziwiający efekt. Teraz te śmieci są najgorsze
-
Felieton Gwiazdowskiego: Rocznica śmieciomatów













