Coraz więcej wskazuje na to, że prawica zawrze przedwyborczy sojusz. Jak już pisaliśmy w Interii, testem współpracy będzie okręg nr 20 w wyborach uzupełniających do Senatu., otwiera się w nowym oknie
To tam po śmierci gen. Mirosława Różańskiego Konfederacja i PiS połączyły siły, by wesprzeć wspólnego kandydata.
W grze długo była też Konfederacja Korony Polskiej, która jednak postanowiła pójść w tych wyborach swoją drogą.
– Współpraca między PiS a Konfederacją układa się znakomicie – słyszymy od polityków z Zielonej Góry.
Teren ten ma być poligonem doświadczalnym pod przyszłoroczne wybory parlamentarne i potencjalny wspólny start w wyborach do Senatu. Wszystko wskazuje na to, że w bitwie o Senat niemal w każdym okręgu dojdzie do starcia dwóch paktów – prawicy i koalicji rządzącej.
Potencjalny Pakt Senacki na ustach senatorów PiS
Tymczasem taki plan wywołuje różne emocje głównie wśród polityków Prawa i Sprawiedliwości.
Do tej pory mieli bowiem 100 powodów do optymizmu, by znaleźć się w „izbie zadumy”.
Teraz, jeśli pakt zostanie zawiązany, potencjalnych miejsc będzie znacznie mniej. Według naszych informacji podział kandydatów może przebiegać proporcjonalnie według klucza sondażowego poparcia.
PiS spośród prawicowych formacji ma największe, ale będzie musiało zrobić miejsce dla kandydatów Konfederacji, Rozwoju Plus czy Konfederacji Korony Polskiej.
Ze 100 miejsc na listach do Senatu dla polityków PiS może zostać 50-60.
– Jeżeli druga strona pójdzie blokiem, to nie mamy innego wyjścia, jeżeli chcemy mieć reprezentację w Senacie. A teraz mamy nieproporcjonalnie mniejszą reprezentację w stosunku do wyników, jakie Prawo i Sprawiedliwość miało w wyborach trzy lata temu – mówi Interii Grzegorz Czelej, senator PiS z 20-letnim doświadczeniem.
– Jeżeli senatorowie Koalicji Obywatelskiej zgodzili się i poszli blokiem trzy lata temu, to myślę, że tutaj może być taka sytuacja, że nie będziemy mieli innej opcji – dodaje.
Mówiąc wprost, politycy PiS są rozczarowani tym, że będą musieli pójść do wyborów w bloku senackim, ale rozumieją strategię polityczną.
– Wie pan, jakby patrzeć na to politycznie, to bardzo dobry pomysł. Jakby taki układ powstał, to mamy większe możliwości zdobycia dużej liczby mandatów w Senacie – mówi Interii senator Robert Mamątow.
Po chwili jednak dodaje: – Zawsze jest z tym problem, że trzeba się podzielić miejscami. Ale to już tutaj trzeba zostawić szefostwu, to niech oni się martwią. Myślę, że w jakiś sposób obecni parlamentarzyści powinni być brani pod uwagę, czy do Senatu, czy może do Sejmu. Raczej nie powinni być zostawieni sami sobie – podkreśla rozmówca Interii.
Tymczasem politycy bliżej obcujący z „szefostwem” partii, czyli Jarosławem Kaczyńskim, nie mają wątpliwości, że budowanie obecnej strategii będzie wiązało się z kosztami.
– Nie ma w tym nic rewelacyjnego, że być może będzie mniej miejsc na listach. W Sejmie pewnie będzie też mniej miejsc, jeżeli nasze szanse, według sondaży, są w tej chwili mniej optymistyczne, niż to było nawet trzy lata temu – podkreślił w rozmowie z Interią były wicepremier Piotr Gliński.
Pakt Senacki priorytetem dla PiS
Nasz rozmówca zaznacza, że środowisko Prawa i Sprawiedliwości traktuje porozumienie w sprawie Senatu priorytetowo.
– Co do tego, że pakt senacki jest najważniejszym celem, jeżeli chodzi o Senat, to jest zupełnie oczywiste. To, że mamy wolę budowania tego paktu, też jest zupełnie oczywiste. Natomiast czy to będzie możliwe do realizacji, tego nikt nie wie – zaznaczył.
Kluczowa rola w budowaniu paktu może przypaść prezydentowi Karolowi Nawrockiemu.
Ten od miesięcy wskazywany jest przez polityków prawicy jako ten, który powinien wziąć główną odpowiedzialność za tę konstrukcję albo chociaż objąć patronatem środowiska prawicowe.
– Ale przecież nie wejdzie w rolę liderów partyjnych i za nich się nie będzie dogadywał. To oni muszą chcieć się dogadywać – przekonywał na antenie RMF Marcin Przydacz z Kancelarii Prezydenta.
– Przecież to nie prezydent będzie tworzył […] jeżeli liderzy przyszliby do pana prezydenta i powiedzieli: „panie prezydencie, jesteśmy gotowi do tego, żeby prowadzić dialog, czy pan prezydent mógłby objąć patronatem tę naszą rozmowę […] swoim urzędem albo pozycją polityczną, popularnością wpłynąć na to, że nam będzie łatwiej ten dialog prowadzić?”, to pewnie prezydent nie odmówi – powiedział Przydacz.
Głowa państwa zabrała w tej sprawie głos w wywiadzie dla Polsat News i Interii, otwiera się w nowym oknie.
Największym dylematem jest bowiem Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Środowisko nieobliczalne, tajemnicze, ale też takie, które ma spore poparcie na prawicowej scenie.
– Nie możemy udawać, że nie ma w Polsce Grzegorza Brauna i wyborców Grzegorza Brauna – stwierdził prezydent.
Kosiniak-Kamysz grzmi: Braun zgubił Boga w sercu
Do tych słów prezydenta odniósł się natychmiast wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.
– To fatalna informacja. Braun często zaczyna wypowiedzi od słów „Szczęść Boże”, ale zgubił Boga w sercu negując pomoc dla walczącej Ukrainy. Podsyca nastroje antyukraińskie, antyżydowskie, antyniemieckie. Chciałby doprowadzić, by Polska była jak samotna wyspa. Już w historii to przerabialiśmy. To strategia Brauna. Jeżeli podpiszą się pod tą strategią, jeżeli stworzą z nim pakt senacki, to odpowiedzialność spadnie na barki Pałacu. Wiem, że będą próby ukrywania Brauna. Ale Braun to Braun, nikt się nie da nabrać.
Pytania o obecność Konfederacji Korony Polskiej w potencjalnym pakcie senackim sprawiają najwięcej kłopotów naszym rozmówcom.
– Bałem się tego pytania – nie ukrywa Robert Mamątow.
– Ale dobrze, jestem zwolennikiem jak najszerszego porozumienia, czyli z Koroną także – dodaje.
– Tylko wie pan, on sam przecież nie będzie kandydował, tylko od niego ludzie. Trzeba w tych rozmowach parę rzeczy uszczegółowić, że to nie mogą być tacy ludzie, którzy popierają Putina, są antypolscy czy coś takiego. Trzeba zostawić to negocjatorom – podkreśla senator PiS.
Kim są ludzie Grzegorza Brauna?
Tyle tylko, że nawet jeśli sam Braun nie wystartuje w tych wyborach, to trzeba się spodziewać, że chętnie będzie wspierał swoich kandydatów. I to z charakterystyczną dla siebie otoczką.
– Tego się nigdy nie wykluczy. Ja miałem taką historię kiedyś z panem Braunem, że przyszli do mnie na komisję. Byłem wtedy szefem komisji. No i takie rzeczy mówił, że szkoda gadać. Wiem, że takie sytuacje mogą być, ale żeby od razu zakładać, że będzie źle, to do niczego nie dojdziemy – konkluduje Mamątow.
– Ja bym był za tym, żeby wszystkie cztery ugrupowania prawicowe były w pakcie – mówi Interii senator Andrzej Pająk.
– Czyli Konfederacja Brauna też. Uważam, że ich nie można pominąć. Bo nawet jak sondaże wskazują 10 czy 12 proc., to trudno taką liczbę ludzi czy taką siłę pominąć. Takie jest moje zdanie. Jak zrobi kierownictwo, to trudno mi przewidzieć, bo różne wypowiedzi tam padają – podkreśla.
Tylko kto ze stronników Brauna mógłby znaleźć się na wspólnych listach? Czy senatorowi z Małopolski nie przeszkadzałaby nieobliczalność tych działaczy?
– Wiadomo, że to jest pewna loteria. Wszędzie można postawić takie pytania, co to za ludzie są w każdej partii – odpowiada Pająk.
O włączenie partii Grzegorza Brauna do paktu senackiego dopytywaliśmy Piotra Glińskiego. Jak wskazuje polityk PiS, kluczowe będą nazwiska zaproponowane przez to środowisko.
– W polityce są bardzo dynamiczne cele. Na pewno niektórych osób z jego środowiska nikt normalny by nie dopuszczał. Ale są tam też takie osoby, które można sobie wyobrazić, że uczestniczyłyby w takim projekcie politycznym – odparł Piotr Gliński.
Łukasz Szpyrka
Współpraca: Jakub Krzywiecki













