
Słowa Jana Wróbla padły w odniesieniu do komentarza Donalda Tuska, który po próbie przesłuchania Emila Jędrzejewskiego stwierdził, że wiarygodność zarówno samego lekarza, jak i „jego sensacyjnych wypowiedzi (…) wydaje się być wątpliwa„. Zdaniem publicysty ruch premiera świadczył o „wykorzystaniu okazji” powstałej w związku z tym, że doniesienia pochodzą obecnie z jednego źródła.
– To ma na razie jedno źródło, prawda? Człowieka, który – nie bardzo precyzyjnie zresztą – wskazywał, co się tam wydarzało. To była taka raczej opowieść pod tytułem 'straszne rzeczy się wydarzały, panie redaktorze’. Ale to nie jest tak udokumentowane i osadzone jak u Patryka Słowika i premier po prostu wykorzystał tę okazję. Uznał że los mu daje pewną okazję – argumentował Wróbel.
Sprawa Szpitala Południowego. „To będzie pyrrusowe zwycięstwo”
Sytuację, w jakiej znalazł się tak premier, jak i cały obóz rządzący, analizowała również Dorota Gawryluk, wskazując, że szef rządu może zapanować nad sprawą z sygnalistą czy „dziennikarzami, którzy o tym opowiadają”, ale jednak może nie mieć narzędzi, by uporać się z problemem opinii zbulwersowanego tą sprawą społeczeństwa.
– Tylko jakie to będzie zwycięstwo? To będzie oczywiście pyrrusowe zwycięstwo. Dlaczego? Bo premier już nie ma żadnych narzędzi, żeby rozprawić się z opinią publiczną, a na opinii publicznej premierowi powinno zależeć w tej sytuacji najbardziej – oceniła dziennikarka.
W opinii prowadzącej „Kalejdoskop Wydarzeń” to, że zarówno prokuratura, jak i politycy koalicji rządzącej „rzucili się za premierem, bo to on dał sygnał, ustawili się natychmiast po stronie przeciwko sygnaliście”, było błędem. – Ja bym powiedziała ze 100-proc. pewnością, że jednak Polacy oczekują czegoś innego – mówiła Gawryluk, dodając, że „premier w tym momencie może przegrać niestety z opinią publiczną”.
– Opinia publiczna nie czeka na to, że będą dowody, że tam mordowano ludzi. Myślę, że opinia publiczna już wie, że ten szpital był bardzo źle zarządzany (…). Moim zdaniem czego chce opinia publiczna – najlepiej, żeby chciała skutecznych działań, ale to różnie bywa – to, że ktoś stanie ważny i powie: To była moja wina. Ja to skręciłem, nie widziałem całości sytuacji, teraz widzę, że to było okropne. No i ustępuję – wskazała prowadząca.
Reakcja na doniesienia Jędrzejewskiego. „To wyszło tak strasznie”
Na inny aspekt działań podejmowanych przez obóz rządowy uwagę zwracał Wróbel. – Ja się trochę boję, że i zręcznie, i niezręcznie część Platformy Obywatelskiej, no i oczywiście adwokat Dawida Kacprzyka – to jest jego wilcze prawo – kierują naszą uwagę w stronę tego, co jest jakoś mętne i trudne, i my przez to zapominamy, że nietrudne i niemętne jest to, że SOR Szpitala Południowego był taką miłą poczekalnią dla swoich – mówił publicysta.
Wróbel odnosił się także do konkretnych wypowiedzi polityków w tej sprawie, między innymi wiceprezydent Warszawy Renaty Kaznowskiej podczas czwartkowej sesji Rady Warszawy. Jednym z podejmowanych wówczas tematów była właśnie sprawa Szpitala Południowego.
– Gdyby wszyscy świetnie się sprawili w Koalicji Obywatelskiej i mówiliby same kawałki przygotowane przez najlepszych specjalistów od 'bujania’, to i tak Renata Kaznowska czytała długie regulaminy i to wyglądało na performance. Ja rozumiem, że ona się jakoś poświęciła dla sprawy. Uznała, że zajęła mównicę, żeby nikt inny nie mógł wejść. Rozumiem to, ale to jednak wyszło tak strasznie, że ona bezpośrednio nadzorowała ten Szpital Południowy, więc to chyba też nie był dobry ruch – ocenił Wróbel.
Afera w Szpitalu Południowym w Warszawie
W poniedziałek Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła dwa śledztwa dotyczące Szpitala Południowego. Jedno dotyczy podejrzenia oszustwa na kwotę ponad pół miliona złotych, drugie możliwego nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego, m.in. w związku z zasadami triażu pacjentów na SOR.
Działania prokuratury to efekt publikacji portalu zero.pl. Według ustaleń Dawid Kacprzyk pełnił funkcję koordynatora SOR w Warszawskim Szpitalu Południowym, będąc w trakcie specjalizacji z anestezjologii, czyli – jak wskazywano – bez wystarczających uprawnień do zajmowania takiego stanowiska. Lekarz był jednocześnie radnym KO stołecznego Ursusa i – jak podawano – w ubiegłym roku zarobił około 1,6 mln złotych.
Ponadto pojawiły się ustalenia, że na oddziale przyjmowani bez kolejki mieli być politycy KO.
Kacprzyk zrezygnował z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej i mandatu radnego Ursusa. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski odwołał zarząd i radę nadzorczą Szpitala Południowego, a funkcję prezes zarządu objęła Aneta Gomółka-Siembora. W placówce kontrole prowadzą m.in. NFZ, stołeczny ratusz i Państwowa Inspekcja Pracy.
Kolejny wątek sprawy to wywiad lekarza Emila Jędrzejewskiego w Kanale Zero. Były ordynator chirurgii Szpitala Południowego postawił wobec Kacprzyka poważne oskarżenia. W środę stawił się w prokuraturze, gdzie został wezwany na przesłuchanie. Poprosił jednak o udział pełnomocnika, czynności kontynuowane mają być w poniedziałek.
Pełnomocnik Kacprzyka, Jacek Dubois, w rozmowie z polsatnews.pl potwierdził, że do właściwego sądu trafi w najbliższym czasie prywatny akt oskarżenia w tej sprawie.
-
Bulwersujące wątki ws. Szpitala Południowego. Lekarze przecierają oczy ze zdumienia
-
Minister zdrowia o Szpitalu Południowym. „Chcę wyraźnie zakomunikować”











