
Marta Kurzyńska, Interia: Czy pani zdaniem sprawa Szpitala Południowego może wstrząsnąć koalicją?
Paulina Hennig-Kloska, minister klimatu i środowiska: – Niewątpliwie ta sprawa musi zostać w pełni wyjaśniona i rozliczona. Tego typu sytuacje słusznie oburzają ludzi, rzutując nie tylko na partię, której bezpośrednio dotyczą, ale na całą koalicję.
– Samo oburzenie nie wystarczy, to musi zostać rozliczone, również wewnątrz struktur partyjnych, takie jest oczekiwanie społeczne.
– Zmiany systemowe. Cieszę się, że do Sejmu w trybie pilnym trafił projekt ustawy, który ma rozpocząć proces porządkowania kwestii wynagrodzeń lekarzy. Ta zmiana pozwoli ministerstwu zebrać realne informacje z rynku o skali problemu nadmiarowych zarobków i zaproponować rozwiązanie, które takie sytuacje ukróci.
W tym przypadku mówimy o 28-letnim lekarzu bez specjalizacji, który ma roczne dochody w wysokości niemal 1,6 mln złotych. Te liczby zrobiły na pani wrażenie?
– Nie mamy wątpliwości, że lekarze pracują bardzo ciężko, często ponad siły, ratując ludzkie życie. Wynika to m.in. z braku odpowiedniej ilości wykwalifikowanych rąk do pracy w niektórych specjalizacjach, ale musimy to ogarnąć systemowo.
Obecny stan nie służy ani środowisku lekarskiemu, ani pacjentom. Naszym celem jest zwiększenie puli środków na świadczenia opieki zdrowotnej i zabiegi, by to było możliwe musimy uporządkować min. kwestie wynagrodzeń
Obywatele oczekują na zabiegi nawet latami, tymczasem pojawiły się informacje, że w Szpitalu Południowym miała istnieć „szybka ścieżka” przyjęć dla polityków Koalicji Obywatelskiej i ich rodzin. Co to mówi o etyce tych osób?
– To głęboko oburzające. Politycy muszą czekać w kolejkach tak samo jak pozostali obywatele i trafiać na te same sale szpitalne. Jeśli te informacje się potwierdzą, będzie to sytuacja nie do zaakceptowania.
Powinny polecieć polityczne głowy?
– Premier zapowiedział już polityczne konsekwencje. Czas zgody społecznej na jakiekolwiek przywileje dla klasy politycznej dawno się skończył. Każdy, kto tego nie rozumie, powinien dać sobie spokój z polityką.
– Ludzie skupieni w klubie parlamentarnym Centrum oraz w stowarzyszeniu Centrum Polska mają wspólne plany co do przyszłości. Tak, w tych planach jest założenie wspólnej partii politycznej.
Czyli nie obawia się pani, że Ryszard Petru pójdzie własną drogą?
– Nie. Mam w tej kwestii wspólny plan z Ryszardem Petru oraz moimi koleżankami i kolegami z klubu, pracujemy by odpowiednio przygotować się do kolejnych wyborów i kampanii.
Ryszard Petru używa określenia „Konfederacja light”. Czy to jest kierunek, w którym chcecie iść?
– Ryszard lubi wzbudzać zainteresowanie, stosując pewne barwne porównania, taki jego urok.
Niewątpliwie mamy bardziej liberalne i progospodarcze poglądy od naszych partnerów w koalicji. Uważamy, że w rządzie przywiązuje się obecnie zbyt mało uwagi do tych kwestii, zwłaszcza w skali mikro – ważnej z punktu widzenia choćby małych i średnich przedsiębiorstw
To brzmi trochę jak wotum nieufności wobec rządu, w którym pani zasiada.
– Raczej jak szukanie drogi do równowagi w rządzie, w którym zasiadają osoby o poglądach prawicowych i lewicowych. Rolą Centrum jest szukanie kompromisów i równowagi, racjonalnych rozwiązań.
– Ministerstwo Finansów jest dziś skupione głównie na wyzwaniach budżetowych i makroekonomii, tymczasem po kryzysie inflacyjnym wiele branż wciąż boryka się z problemami. Po dynamicznym wzroście płac, które w naturalny sposób goniły za inflacją, niektóre sektory utraciły konkurencyjność na światowych rynkach, muszą szukać nowych przewag i to wymaga większego skupienia się na ich problemach w skali mikro.
I wy macie na to gotowy plan?
– Chcemy wypełnić tę lukę i zająć się sytuacją w poszczególnych branżach. Rozmawiałam o tym z premierem i jego otoczeniem, deklarując, że nasze środowisko chce wnieść swoją „cegiełkę” w obszarze gospodarki. To naturalne, bo większość z nas wywodzi się z nurtu progospodarczego. Chcemy walczyć o elektorat, o który Konfederacja zabiega w sposób populistyczny, nie mając pomysłu na lepszą organizację państwa.
To zabrzmiało jakby był w tej sprawie delikatnie mówiąc ostrożny.
– Mamy zgodę co do tego, że kwestie gospodarcze muszą być dla rządu priorytetem, że po „Polskim Ładzie” i kryzysie inflacyjnym nasz system podatkowy wymaga uporządkowania i przebudowy.
Nie za późno na takie wnioski w trzecim roku rządów?
– Niestety Minister Finansów odziedziczył po PiS procedurę nadmiernego deficytu, to ogranicza możliwości rządu, ale Polska gospodarka skutecznie szuka nowych silników wzrostu, jest nią np. przyspieszająca transformacja energetyczna, którą wykorzystujemy by wprowadzać na nasz rynek nowe technologie.
– Przestaliśmy być „montownią Europy” – stajemy się rynkiem atrakcyjnym dla inwestycji wysokotechnologicznych, co wiąże się z tworzeniem wysokopłatnych miejsc pracy. To proces naturalny dla dojrzewającej gospodarki. Nasza ponownie przyspieszyła i wzmocnienie rządu w tym obszarze bardzo by się przydało. Wszystko po to, by ten moment wykorzystać optymalnie również w tych sektorach, w których jest trudniej.
Nie stoicie w rozkroku? Z jednej strony rozmawia pani z premierem, a z drugiej Ryszard Petru mówi o wyciąganiu ręki do wyborców rozczarowanych rządem.
– To nie jest rozkrok, tylko słuszna diagnoza. Rośnie grupa osób, które mają wątpliwości, na kogo oddać głos w kolejnych wyborach. Konfederacja to gospodarczy populiści i ignoranci, których propozycje w zasadzie zawsze nie spinają się finansowo. Przybierają coraz bardziej twarz skrajnej prawicy, która kwestionuje wszystko, nie mając nawet realnej kontroferty, racjonalni wyborcy to widzą. My musimy obudzić elektorat, który poszedł do urn w 2023 roku. Frekwencja spadła z 74 proc. do około 60 proc. w sondażach.
Ale oni odpłynęli także od was, gdy byliście w Polsce 2050.
– Polska 2050 odeszła od swojego racjonalnego programu gospodarczego, dlatego tworzymy dziś Klub Centrum. Jeśli koalicja chce dalej rządzić i kontynuować działania, które przynoszą efekty – jak np. sprowadzenie inflacji do celu NBP – musi zagospodarować ten bardziej liberalny elektorat. Jako klub Centrum stanowimy dla tych wyborców nadzieję, że gospodarka zostanie odpowiednio zaopiekowana.
Kiedy możemy spodziewać się ogłoszenia powstania nowej partii?
– Niebawem. Pracujemy nad tym intensywnie. Mamy już omówiony kalendarz działań. Będzie o nas słychać w najbliższych miesiącach.
Będziecie w końcu w centrum uwagi?
– Chcemy nie tylko być w „centrum uwagi”, ale przede wszystkim prezentować centrowy sposób myślenia o państwie. Przedstawimy nasze założenia programowe, określimy, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy.
Czy Ryszard Petru będzie szefem nowej partii? Bo brzmi jakby aspirował.
– I bardzo dobrze, konkurencja w każdym środowisku wzmaga lepsze działania. Na dziś wszystkie strategiczne decyzje podejmujemy w naszym środowisku kolegialnie. Funkcje poszczególnych osób dopasujemy do ich kompetencji i dorobku.
Czyli Ryszard Petru wychodzi trochę przed szereg? To on zdradził w rozmowie z Marcinem Fijołkiem pomysł na nową partię.
– Taka specyfika Ryszarda i za to go kochamy. Ryszard Petru ma bardzo wiele zalet, za mało je ostatnio wykorzystuje, będę się cieszyć, gdy będzie bardziej aktywny.
„Bo wszystkie Ryśki to porządne chłopy?”
– Bo potrafi przykuć uwagę i merytorycznie obnażyć słabość Konfederacji, co pokazał choćby w kampanii w 2023 roku.
Złośliwi mówią, że potrafił też położyć na łopatki nie jedną partię. Nie obawia się pani trochę tej wspólnej inicjatywy?
– Mam do niego zaufanie, współpracujemy od lat. Ryszard Petru wyciągnął wiele wniosków z błędów z przeszłości, jest indywidualistą, ale też potrafi grać w zespole. Uważam, że byłby dużym wzmocnieniem dla rządu. Zwłaszcza w Ministerstwie Rozwoju i Technologii ze względu na swoje doświadczenie w realnej gospodarce.
Może premier sądzi inaczej? Ryszard Petru miał być wiceministrem i temat nagle ucichł.
– Rozmowy trwają. Nie wiem, kto wypuścił te przecieki. Ryszard wyraził gotowość do pracy, a my chcemy wykorzystać kompetencje takich osób jak on.
Ktoś chciał go „spalić” tym przeciekiem?
– Oczywiście jakiekolwiek przecieki nigdy nie sprzyjają takim rozmowom.
Ryszard Petru jest jeszcze w grze?
– Jeśli zapadnie w tej sprawie jakaś decyzja, to zapewne się państwo o tym dowiecie.
Trwają też negocjacje w sprawie innych nowych wiceministrów dla Centrum?
– Mamy już nominację Żanety Cwaliny-Śliwowskiej w Ministerstwie Sportu. Uważam to za bardzo ważne dla kobiet uprawiających sport, które naprawdę długo czekały na swoją reprezentantkę w kierownictwie resortu, ale też dla sportu dzieci, młodzieży i osób z niepełnosprawnościami.
– Wspólnie planujemy też rozwój turystyki przyrodniczej. Coraz więcej osób lubi w ten sposób spędzać wolny czas i chcemy poszerzyć profesjonalną i atrakcyjną ofertę. Jeśli chodzi o inne obszary odpowiedzialności, interesują nas głównie te około gospodarcze.
Co z drugim progiem podatkowym? Jest szansa na jego podniesienie?
– To temat, który podnosiłam już pod koniec ubiegłego roku. Wzrost pensji wynikający z inflacji wymaga waloryzacji zarówno progów, jak i kwoty wolnej. Obecnie najwyższe podatki płaci klasa średnia i to wymaga naprawy. Musimy jednak uwzględnić możliwości budżetowe i ograniczenie deficytu. Koalicja musi wspólnie wypracować rozwiązania, a nie szantażować się nawzajem. Jako rząd musimy realizować obietnice wyborcze w sposób odpowiedzialny.
Czuje się pani szantażowana przez Katarzynę Pełczyńską – Nałęcz w tej kwestii?
– Pani minister skopiowała rozwiązania, które ja prezentowałam wcześniej w wewnętrznej kampanii Polski 2050, ale pominęła ważny wątek dialogu i współpracy w poszukiwaniu pokrycia w budżecie.
Skoro to pani propozycja to chyba powinna się pani podobać?
– Ale każda taka propozycja wymaga rozmowy z Ministrem Finansów i uwzględnienia kwestii budżetowych.
Ta się już przeterminowała?
– Ustawa zgłoszona przez Polskę 2050 ma podstawowy problem – nie wskazuje realnego źródła sfinansowania zmiany. Jednym ze wskazanych źródeł ma być akcyza na alkohol, którą ten sam klub wskazał w innej ustawie jako źródło zwiększenia nakładów na opiekę zdrowotną, budżetu tak nie skleimy.
Rozmawiała Marta Kurzyńska













