
We wtorek, 28 kwietnia na granicy polsko-białoruskiej doszło do wymiany więźniów zgodnie z modelem „pięć za pięć” (czyli pięciu więźniów za pięciu więźniów). Wśród uwolnionych znalazł się dziennikarz Andrzej Poczobut.
Tomasz Siemoniak, Minister Koordynator Służb Specjalnych na antenie TVN24 opowiedział o kulisach przekazania Poczobuta polskiej stronie. – Wszyscy mieliśmy ściśnięte gardła ze wzruszenia – wyznał Siemoniak.
„Trudno było go nie uściskać”
Podkreślił, że z niepokojem czekali na moment, w którym rozpocznie się wymiana. Do końca bowiem nie było pewności, czy wszystko pójdzie zgodnie z planem. – Andrzej Poczobut był wymieniany jako pierwszy, pierwszy przyszedł na polską stronę. Pojawiła się ogromna obawa, czy wszystko pójdzie tak, jak planowaliśmy, bo mieliśmy też do czynienia z niedoszłą wymianą kilka miesięcy temu – mówił, dodając, że wówczas „wydawało się, że jesteśmy blisko i tego nie było”.
– Gdy zobaczyliśmy, że Andrzej Poczobut jest po polskiej stronie, trudno go było nie uściskać, trudno nie było z nim rozmawiać – opowiadał. Z relacji polityka wynika, że wszyscy będący na miejscu byli „absolutnie poruszeni”. – To są takie momenty, które na całe życie się zapamiętuje – dodał. Zaznaczył, że to „historyczny dzień dla Polski i dla polskich służb, MSZ-u, prokuratury”.
Poczobut oczami Siemoniaka. „Wynędzniały”
Wcześniej przyjaciel Andrzeja Poczobuta, dziennikarz Bartosz T. Wieliński – który również był dziś na granicy podczas wymiany więźniów – opowiadał, jak białoruska kolonia karna zmieniła Poczobuta. Wspominał o tym, że był zszokowany jego wyglądem, bo „kiedy szedł do więzienia, ważył 94 kilogramy, obecnie waży 70 parę”.
O drobnej posturze Poczobuta wspomniał również Tomasz Siemoniak. Jak stwierdził na antenie TVN24, na granicy zobaczył „człowieka, który ma za sobą pięć lat ciężkiego białoruskiego więzienia”. – Człowieka, który był solidnej postury, uśmiechnięty, dziś był człowiekiem naprawdę wynędzniałym. Gdy go objąłem, uściskałem, miałem takie poczucie, że po prostu trzymam go w ręku. Szalenie to wszystko było wzruszające – opowiadał polityk.
– Natychmiast były badania lekarskie, mieliśmy świetnych lekarzy na granicy, będzie miał teraz badania medyczne bardzo głębokie i to jest oczywiste. Będziemy wiedzieli wszystko, jak mu jak najlepiej pomóc – podkreślił minister.
Warto dodać, że premier Donald Tusk zabierając głos w sprawie przejęcia Andrzeja Poczobuta zaznaczył, że dzisiejszy dzień jest finałem trwającej dwa lata skomplikowanej dyplomatycznej gry, pełnej zwrotów akcji. A jaki był największy zwrot? – Myślę, to, że byliśmy w stanie dać na wymianę naprawdę bardzo mocne osoby związane z aktami szpiegostwa czy poszukiwane po świecie, jak rosyjski profesor. Bardzo ważne, i to też chcę bardzo wyraźnie powiedzieć, decydujące było zaangażowanie Stanów Zjednoczonych. Na pewno działania prezydenta Trumpa wobec Łukaszenki, ta ciągła presja też tutaj odegrała swoją rolę – zaznaczył.
„Patrzymy na ekran i zapada absolutna cisza”
Polityk wskazał też moment, w którym obecni podczas przekazania więźniów na granicy zwątpili w powodzenie akcji. – Godzina 12:57. Wymiana ma się zacząć o 13:00, o 13:30 powinien się pojawić Andrzej Poczobut. Patrzymy na ekran i zapada absolutna cisza. Nikt nic nie mówi, wszyscy czekamy, czy to się wydarzy, czy coś się zdarzy takiego, że do tej wymiany nie dojdzie – relacjonował Siemoniak.
– Gdy zobaczyliśmy, że idzie, po naszej stronie już czekała osoba na wymianę. Stanęli po obydwu stronach z funkcjonariuszami, następowała identyfikacja, czy na pewno to jest Andrzej Poczobut. Tamta strona upewniała się, czy my też przyprowadzamy właściwą osobę. Podniesienie ręki, że jest OK. No i jak już szedł z Bartoszem Wielińskim, z funkcjonariuszem ABW, wiedzieliśmy, że jest nasz, jest w Polsce, jest wolnym człowiekiem – opowiadał wiceprzewodniczący Koalicji Obywatelskiej.
Podkreślił, że była to pierwsza wymiana w historii wolnej Polski. – Mieliśmy do czynienia z czymś niezwykłym, historycznym – mówił.













