
Podczas sesji Rady Miasta prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak został obrzucony tortem. Protestujący zostali obezwładnieni przez strażników miejskich, a następnie zatrzymani przez policję. Polityk początkowo zdawał się bagatelizować zdarzenie, podkreślał, że przez wiele lat trenował boks, więc „nie było to uderzenie, którego nie byłby w stanie wytrzymać”. Mówił też, że jest „odporny psychicznie” i nie boi się ataków. Kilka godzin po incydencie dodał natomiast wpis, w którym ocenił, że „kolejnym krokiem będzie być może kwas solny (…), a być może nóż”. „Może warto zadziałać teraz i nie czekać na zabójstwo kolejnego po Pawle Adamowiczu prezydenta miasta, wójta czy burmistrza” – uważa Jackowiak, który pośrednio winą obarczył posłankę partii Razem Marcelinę Zawiszę, ponieważ ta w marcu „wtargnęła” do jego gabinetu w ramach kontroli poselskiej.
Swoją opinię powtórzył na antenie TVN24, gdzie mówił, że napastnik to „bojówkarz partii Razem”, a nie anarchista. – To był zawodnik muay thai, z tego, co wiem mistrz Polski, w mojej ocenie bardzo niebezpieczny człowiek, który zresztą zamieszcza na swoim profilu filmiki, jak się ochronić przed atakiem bronią, wręcz palną – mówił.
– Poziom hejtu, dezinformacji, pomówień i insynuacji osiągnął tutaj taki pułap, że tego typu zachowania są nieuniknione. Zresztą mówiłem mojemu zastępcy, że prędzej czy później na sali sesyjnej dojdzie do ataku, dlatego, że tam jest nielimitowany dostęp, każdy może wejść, wnieść niebezpieczne narzędzia. Idealne miejsce, żeby taki atak przeprowadzić – wyjaśniał prezydent Poznania. Jak dodał, decyzję ws. ewentualnych środków ostrożności w sali sesyjnej podejmuje Rada Miasta, a prezydent nie ma możliwości ingerowania w jej działanie.
Rozbrat o „obywatelskim nieposłuszeństwie”
Oświadczenie w sprawie zdarzenia wydali anarchiści z kolektywu Rozbrat. „Dzisiejsze rzucenie tortem w prezydenta Jacka Jaśkowiaka to bezpośrednia reakcja na brutalność prezydenta Jaśkowiaka stosowaną od lat wobec tych najgorzej usytuowanych mieszkańców Poznania. Przez lata próbowaliśmy rozmawiać, dostarczając urzędnikom analizy, raporty oraz argumenty prawne i społeczne. Zapraszaliśmy na debaty, ale nasze stanowiska były w najlepszym razie ignorowane a często po prostu wyśmiewane przez prezydenta” – piszą w mediach społecznościowych. Rozbrat wyjaśnia, że sięgnięto po „broń komediową”, by skrytykować władzę Jaśkowiaka, a nie, aby kogoś fizycznie skrzywdzić.
„Dzisiejsza akcja miała charakter obywatelskiego nieposłuszeństwa. Jej celem było zwrócenie uwagi na problemy, które od lat pozostają ignorowane przez władze miast” – czytamy w oświadczeniu.
Brudny garnitur Jaśkowiaka kontra problemy mieszkańców
Działacze podkreślają, że Jaśkowiak skarżył się głównie na pobrudzony garnitur, co ich zdaniem obnaża priorytety poznańskiej władzy. „Prezydenta bardziej martwi śmietana na ubraniu niż fakt, że jego polityka prowadzi do wzrostu kosztów życia i pogłębiania problemów społecznych w mieście” – uważają anarchiści. Stwierdzają również, że ubrudzony garnitur to nic w porównaniu do „realnej codziennej, systemowej przemocy poznańskich władz: pozbawiania ludzi dachu nad głową, tolerowania korupcji i nieprawidłowości w miejskich instytucjach oraz przerzucania kosztów złego zarządzania na zwykłych ludzi”.
W stanowisku podniesiono, że bez prawa do protestu i patrzenia władzy na ręce „demokracja staje się pustą fasadą”. „Dzisiejsza reakcja prezydenta i podległych mu służb udowodniła, że w Poznaniu demokracja istnieje tylko dla wybranych i kończy się wraz z interesem biznesu” – oceniono. Działacz, który rzucił tortem, został zatrzymany przez policję, a sam Jaśkowiak nazwał protestujących „hołotą, którą trzeba usunąć z urzędu”.
Długa lista zarzutów wobec prezydenta Poznania
„Jacek Jaśkowiak doszedł do władzy na fali obietnic, że odetnie się od antyspołecznej polityki swojego poprzednika. Po latach jego rządów widzimy, że stało się dokładnie odwrotnie. Wokół Jaśkowiaka i wspierającego go środowiska politycznego wyrósł układ personalno-biznesowy, który przedkłada interesy deweloperów, Kościoła i wielkiego biznesu nad potrzeby mieszkanek i mieszkańców Poznania. Przez lata władze miasta konsekwentnie ograniczały realny wpływ mieszkańców na decyzje dotyczące przestrzeni miejskiej, transportu i polityki mieszkaniowej, ignorując głos społeczności lokalnych, organizacji społecznych i ruchów miejskich” – oceniają anarchiści i dodają, że różne środowiska krytykują prezydenta za „autorytarny styl zarządzania miastem, lekceważenie głosu mieszkańców, podporządkowanie rozwoju miasta interesom prywatnym oraz przerzucanie kosztów błędnych decyzji władz na zwykłych poznaniaków”.
Anarchiści stawiają Jaśkowiakowi cztery główne zarzuty:
- Zgoda na wywłaszczenie mieszkańców Osiedla Maltańskiego. Miasto wycofało się ze starań o odzyskanie tych terenów, co pozwoliło poznańskiej kurii na sprzedaż gruntów. „W efekcie Kościół zarabia miliony, prywatni deweloperzy przejmują jedne z najatrakcyjniejszych terenów w mieście, a ludzie mieszkający na osiedlu od kilkudziesięciu lat tracą dach nad głową” – czytamy.
- Betonoza i niszczenie wspólnej przestrzeni. „Zieleń przegrywa z betonem i interesami lobby deweloperskiego, a przestrzeń publiczna z komercją. W czasach kryzysu klimatycznego władze miasta konsekwentnie wspierają model rozwoju prowadzący do ograniczania terenów zielonych i pogarszania jakości życia poznanianek i poznaniaków” – uważają działacze.
- Układy, afery i nieprawidłowości w miejskich spółkach. Anarchiści piszą o ujawnionych aferach korupcyjnych i powiązaniach między urzędnikami a prywatnym biznesem. „Mimo narastających problemów osoby odpowiedzialne za funkcjonowanie tych instytucji zachowują stanowiska i otrzymują wysokie wynagrodzenia finansowane z publicznych pieniędzy” – oceniono.
- Drakońskie ceny i zapaść komunikacji publicznej. „Poznań ma dziś jedne z najdroższych biletów komunikacji miejskiej w Polsce. Jednocześnie mieszkańcy mierzą się z ograniczaniem połączeń, brakami kadrowymi, przeciążeniem systemu oraz powtarzającymi się awariami infrastruktury. Zamiast rozwijać tani, dostępny i ekologiczny transport publiczny, władze miasta coraz częściej rozwiązują problemy budżetowe, sięgając do kieszeni pasażerów” – zarzucono.
„Dzisiejszy tort szybko spłynie z garnituru prezydenta. Plama na jego politycznym życiorysie i krzywda wyrządzona mieszkańcom Poznania pozostaną na długo. Dopóki nasze potrzeby będą ignorowane przez urzędników, dopóki demokracja będzie ograniczona do przedstawicieli elit, będziemy działać. Poznań należy także do nas, nie tylko do tych, którzy są częścią polityczno biznesowych układów” – podsumowali anarchiści.
Trzaskowski: Bezwzględne potępienie
W sprawie ataku tortem głos zabrał również prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. „Spór, różnice poglądów, krytyka – to w polityce jest sprawa absolutnie normalna. Poza jakimikolwiek normami jest natomiast agresja. Niezadowolenie z pracy polityka wyrażać można na mnóstwo sposobów: od protestu, przez krytyczny artykuł czy wpis, po głos wyborczy. Ale nigdy poprzez fizyczną agresję, osaczanie” – ocenił polityk. Jego zdaniem „każdy taki atak zasługuje na bezwzględne potępienie”.
Redagowała Kamila Cieślik

