
Kiedy politycy Prawa i Sprawiedliwości pojawili się na placu marsz. Józefa Piłsudskiego w Warszawie, mieli problem z dostaniem się pod sam pomnik upamiętniający ofiary katastrofy smoleńskiej ze względu na obecność protestujących i policji, która zabezpieczała wydarzenie.
W efekcie w dyskusję z funkcjonariuszami wdał się prezes PiS Jarosław Kaczyński oraz również obecny na obchodach szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki. Politycy argumentowali, że protestujący „nie mają prawa” zakłócać uroczystości.
Awantura na miesięcznicy smoleńskiej. Jarosław Kaczyński dyskutował z policją
Wśród osób zgromadzonych na placu doszło do przepychanek, w które jednak nie zaangażowali się bezpośrednio politycy. Im z kolei ostatecznie udało się złożyć wieńce, choć doszło do tego kilka metrów od pomnika. Cała uroczystość była wielokrotnie przerywana głośnymi okrzykami osób biorących udział w manifestacji.
Na krótko po tym zdarzeniu rozpoczęło się przemówienie Jarosława Kaczyńskiego. – Dzisiaj, szanowni państwo, mamy w Polsce taką sytuację – jeżeli ktoś zawiesi napis „Nie bać się Tuska”, to przybywa policja, straż pożarna, aby to zlikwidować i taki człowiek jest stawiany przed sądem – powiedział.
– A to, co się tutaj dzieje, nie wywołuje żadnych reakcji ze strony policji, niestety, mimo że odpowiednie wnioski już dawno są złożone ze strony wymiaru sprawiedliwości – dodał, wskazując, że jest to objaw „głębokiej choroby, całkowitego kryzysu” wymiaru sprawiedliwości i państwa.
Polityk stwierdził, że przykładem tego są ludzie, którzy „są przedstawicielami obcego państwa – tego z zachodu, albo i tego ze wschodu” i „dodatkowo w ogóle nie potrafią rządzić”.
– To musi być zmienione, naszą nadzieją jest właśnie ta zmiana, naszą nadzieją są wybory – mówił polityk dodając, że Prawo i Sprawiedliwość jest „atakowane z różnych stron, również z prawej”. – W imię interesów indywidualnych, grupowych, na pewno nie interesów Polski – dodał.
Więcej informacji wkrótce…












