Awantura na SOR w Szczecinie. 75-letni pacjent „zaatakował ratownika i demolował salę”

Do zdarzenia doszło w piątek 12 czerwca na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1 Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Według doniesień Radia Szczecin około godziny 21:00 karetka przywiozła tam 75-letniego pacjenta. Placówka sprecyzowała w komunikacie, że powodem był stan zagrożenia zdrowia. Po przyjeździe na SOR mężczyzna doznał zaburzeń świadomości. 

Szczecin. Awantura na SOR

– Będąc w stanie nagłego pobudzenia, zaatakował naszego ratownika medycznego, a następnie, gdy ten zdołał się wyswobodzić, zaczął demolować i niszczyć jedną z sorowskich sal, uszkadzając niestety istotną ilość sprzętu – poinformowała rzeczniczka szpitala Magdalena Knop w rozmowie z Radiem Szczecin. 


Zobacz wideo

Jak sprawdzić, czy szpital potrafi zoperować twojego raka. Instrukcja, której nie znają nawet lekarze

„Kurier Szczeciński” poinformował, że zniszczone zostały: analizator do pomiaru parametrów krytycznych, pięć pomp infuzyjnych ze stanowiskiem ładującym, cztery stanowiska komputerowe, wózek reanimacyjny oraz drobny sprzęt medyczny, który jest wykorzystywany w diagnostyce i leczeniu pacjentów znajdujących się w najcięższym stanie. Obecnie nie wiadomo, ile wyniosły straty. Ich wartość dopiero ma zostać oszacowana.

Szpital podkreślił, że prawdziwą stratą nie jest jednak wartość sprzętu, ale możliwości, które mogły pomóc pacjentom. „Kiedy takie stanowisko zostaje wyłączone z użytkowania, nie znika kawałek wyposażenia – znika możliwość udzielenia mu pomocy. I właśnie dlatego tak bardzo nas boli to, że SOR nadal pozostaje pozbawiony części stanowisk przeznaczonych dla najciężej chorych” – napisali specjaliści.

Szpital odpowiedział internautom

Sytuacja wywołała dyskusję wśród internautów. Niektórzy z nich wyrazili wsparcie dla pracowników szpitala. Inni natomiast rozważali hipotetyczne powody tego zdarzenia. „Od wczoraj w komentarzach pod artykułami i postami czytamy: 'Pewnie czekał godzinami’, 'Nic dziwnego, że puściły mu nerwy’, 'Gdyby ktoś się nim zainteresował, nic by się nie stało'” – napisała placówka w niedzielnym wpisie na Facebooku i zdementowała te przypuszczenia. 

Szpital zapewnił, że pacjent nie czekał przez wiele godzin i nie był pozostawiony bez pomocy. „Ten konkretny pacjent nie siedział przez wiele godzin na korytarzu. Nie czekał w kolejce do triażu. Nie był pozostawiony bez pomocy” – napisał. Placówka odniosła się również do zaskoczenia internautów, że uczestnikiem  tego zdarzenia był 75-latek. „Każdy, kto ma doświadczenie w pracy z pacjentami, wie, że niektórzy 75-latkowie mają więcej siły, energii i wigoru, niż osoby o kilkadziesiąt lat młodsze” – napisał szpital. 

Internauci podejrzewali też, że pacjent już wcześniej mógł być agresywny i zastanawiali się, dlaczego personel tego nie zauważył. „Pacjent może przyjechać karetką spokojny. Może odpowiadać na pytania, dobrze współpracować z personelem, być życzliwym. A kilka minut później, pod wpływem choroby, zaburzeń neurologicznych, metabolicznych lub wielu innych czynników, może całkowicie stracić kontrolę nad swoim zachowaniem” – poinformował szpital.

Zdaniem placówki nie był to odosobniony przypadek, ponieważ personel częściej ma do czynienia z trudnymi sytuacjami. „Dla nas nie było to coś 'spektakularnego’, bo o ile rzeczywiście skala dokonanych zniszczeń jest ogromna i niespotykana, to już agresja słowna i fizyczna wobec personelu medycznego – szczególnie na SOR – nie jest czymś wyjątkowym. Jest czymś, z czym nasi pracownicy często się mierzą. Powiedzmy jasno: zbyt często” – napisał szpital w komunikacie.

Udział
Exit mobile version