Kilka tygodni temu Prezydent nie podpisał ustawy o podatku od zysków nadzwyczajnych osiąganych przez koncerny paliwowe wskutek wojny w Zatoce Perskiej. Skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego. Uzasadnił to tym, że specjaliści prawa konstytucyjnego przekonali go, że są poważne wątpliwości co do jej zgodności z konstytucją. Koalicja rządząca oskarża ciągle prezydenta w mediach, że to on jest winien wysokim cenom paliw. To dość mocno dyskusyjny pogląd logiczno-ekonomiczny.
Od czasu konfliktu w Zatoce Perskiej koncerny paliwowe, które nic nie muszą dodatkowo robić, zarabiają dużo więcej niż przedtem. Podnoszą dowolnie ceny paliw, za co wyższe rachunki płacą kierowcy, czyli my wszyscy na stacjach benzynowych. Rząd, przymuszony przez silne grupy, na klika tygodni zmniejszył VAT i akcyzę, co spowodowało obniżenie cen na stacjach. Ale zmniejszyło wpływy do budżetu. Aby wyrównać stratę, rząd „na kolanie” przygotował ustawę o opodatkowaniu nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych. Pomysł wydawał się dobry, ale państwo to nie prywatny folwark i wszystko władza musi robić profesjonalnie, a nie byle jak.
Prawo pisane „na kolanie”


