
Pomysłowa instalacja zwana „klikerem satysfakcji” stanęła na środku skweru w ciągu ul. Karmelickiej. System jest bardzo prosty: przechodnie mogą wcisnąć jedną z pięciu emotek – od bardzo smutnej do najszczęśliwszej – dzięki którym dzielą się swoją opinią na temat placu. Teren jest szczególny, ponieważ Gdańszczanie od lat nazywają go „Placem wstydu„.
Wybrukowana przestrzeń z założenia miała być żywym centrum handlowo-komunikacyjnym tej części miasta. Ostatecznie jednak stała się nieprzyjaznym punktem przesiadkowym, osaczonym przez osoby w kryzysie bezdomności, często nietrzeźwe i napastliwe. Brak też zieleni, która choć w minimalny sposób mogłaby poprawić atrakcyjność skweru. To ma się w końcu zmienić.
Według informacji Interii ostatecznie kliker wykazał, że średnia ocena z 2837 reakcji to 2,76 – gdzie 1 oznacza całkowitą dezaprobatę, a 5 pełną satysfakcję. Złudzeń nie pozostawiły natomiast pogłębione rozmowy z mieszkańcami: plac jest ich zdaniem nieprzyjaznym miejscem, przez który chce się przejść jak najszybciej; jest tam za mało zielni i brakuje miejsc odpoczynku.
Gdańsk. Mieszkańcy chcą zmian na „Placu wstydu”
Za przedsięwzięciem stoją stowarzyszenie Inicjatywa Miasto, Gdański Zarząd Zieleni (GZZ) i Politechnika Gdańska współpracujące w ramach europejskiego projektu ClimaGen. Mateusz Sylwestrzak, wiceprezes Inicjatywy Miasto, mówi w rozmowie z Interią, że o interwencję w tym miejscu prosili sami Gdańszczanie podczas poprzednich konsultacji społecznych.
– To wizytówka, na którą mieszkańcy i turyści natrafiają po wyjściu z gmachu pięknego dworca głównego, skąd często wyruszają w dalszą podróż po mieście, ponieważ tuż obok zatrzymują się autobusy i tramwaje – podkreśla.
Projekt zmian na „Placu wstydu” przed dawnym kinem Krewetka to tylko początek, bo transformacji ulec ma cała ulica Heweliusza, prowadząca od skweru aż po Młode Miasto, powstające na terenach postoczniowych.
– Chcemy odbetonować i renaturyzować tę zaniedbaną przestrzeń, a także zwiększać liczbę drzew – zaznacza Sylwestrzak i dodaje, że zaproponowana przez projektantów z GZZ wstępna koncepcja zagospodarowania zyskała całkowicie pozytywny odbiór mieszkańców. – Nie spotkaliśmy się z żadną krytyką – słyszymy.

Nowy trend w polskich miastach. Betonoza w odwrocie
Szansa na realizację takiej inwestycji nie byłaby możliwa, gdyby nie widoczna zmiana trendu. Według Mateusza Sylwestrzaka betonoza wkroczyła do polskich miast, ponieważ w pierwszej fazie napływu funduszy unijnych samorządy chciały wyeksponować reprezentacyjne krajobrazy.
Wtedy priorytetem były przywileje dla zmotoryzowanych oraz łatwość utrzymania przestrzeni w niskiej cenie – troska o środowisko i skutki zmian klimatycznych nie były ważnym kryterium planistów.
– Kiedy okazało się, że mamy tak dużo wybetonowanej przestrzeni, zaczęły doskwierać nam miejskie wyspy ciepła, czyli bardzo szybko nagrzewające się, pozbawione zieleni wybrukowane skwery, na których nie można schować się przed upałem w cieniu drzew. Brak roślin i trawników zmienił powietrze na bardziej suche; coraz rzadsze, ale za to intensywne deszcze, nie miały gdzie się wchłaniać, a hulający wiatr nie pozwalał na swobodne przejście. W odwrocie do tego pojawiła się presja mieszkańców i aktywistów, by to zmienić – podkreśla.
Mateusz Sylwestrzak mówi zarazem, że w dużych miasta coraz częściej przesiadamy się z samochodów na komunikację zbiorową, dlatego więcej czasu spędzamy w przestrzeni publicznej i oczekujemy, aby była ona bardziej zielona, kameralna i sprzyjała odpoczynkowi.
– Podczas konsultacji zgłaszały się do nas osoby z różnych grup wiekowych, ale to seniorzy zwracali szczególną uwagę, że zmiany są konieczne, ponieważ chcą przysiąść i odsapnąć w przyjaznym i zaciemnionym otoczeniu – zauważa.
Zmiany klimatyczne. „Teraz zapadają najważniejsze decyzje”
W sukurs samorządom i aktywistom przyszło także Ministerstwo Klimatu i Środowiska (MKiŚ). Resort rozpoczął dyskusję na ten temat w latach 2017-2019, gdy wprowadzono pilotażowy program planów adaptacji. To całe strategie, dzięki którym miasta mają dostosować swoją urbanistykę do zmian klimatycznych.
Dnia 11 stycznia 2025 roku w życie weszła ustawa, która wymusza na miastach powyżej 20 tys. mieszkańców sporządzenie Miejskich Planów Adaptacji. Termin? Do 2 stycznia 2028 roku. Skąd taka odległa data?
– Zależy nam bardzo na tym, żeby plany nie były tworzone ad hoc. Powinny bazować na szczegółowych i zweryfikowanych analizach oraz modelach zmiany klimatu, a ich sporządzenie wymaga czasu – tłumaczy Interii Paweł Jaworski, dyrektor Departamentu Strategii i Odporności Klimatycznej w MKiŚ.
Samorządy nie są jednak pozostawione same sobie. Ministerstwo wyznaczyło standardy prawne, a Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy stworzył i stale aktualizuje podręcznik, który pomaga władzom lokalnym sporządzić plany. Ponadto w najbliższych tygodniach minister klimatu i środowiska wyda rozporządzenie, które określi sposób monitorowania wdrażania planów i sprawozdawania z tego działania.
Resort przygotował też pieniądze na inwestycje – pochodzą one z unijnych Funduszy Europejskich na Infrastrukturę, Klimat i Środowisko oraz Funduszy Europejskich dla Polski Wschodniej. Te kończą się jednak w 2027 roku, dlatego – jak podkreśla Jaworski – MKiŚ już negocjuje środki w nowej perspektywie finansowej UE na lata 2028-2034. – Teraz zapadają najważniejsze decyzje w sprawie budżetu na ochronę środowiska w Polsce – słyszymy.
Warszawa, Wrocław, Sopot, Poznań, Kraków. Fala zmian w miastach
Transformacja gdańskiego „Placu wstydu” nie jest przypadkiem odosobnionym. Nasi rozmówcy wyliczają inne przykłady wpisujące się w trend – to widoczne już inwestycje, takie jak: nagradzany Nowy Targ we Wrocławiu, cała polityka retencyjna w Gdańsku, wielofunkcyjny Plac Przyjaciół Sopotu, zazielenianie poznańskich ulic i skwerów, a także przebudowa stolicy w ramach Nowego Centrum Warszawy.
Nie brakuje również zapowiadanych projektów m.in. dla krakowskiego placu Wielkiej Armii Napoleona u zbocza Wawelu czy planów na przebudowę placu Biegańskiego w Częstochowie, placu Kościuszki w Konstantynowie Łódzkim i krapkowickiego Rynku.
Ingerencja w te przestrzenie budzi jednak kontrowersje, ponieważ część z nich była rozkopana zaledwie kilkanaście lat temu. Wtedy przestarzałe skwery – według ówczesnych priorytetów – zastąpiono brukiem i betonowymi cokołami. Czasem wycinano także zieleń, która teraz ma być pieczołowicie przywracana. Pojawiają się więc zarzuty o nieudolne planowanie i marnotrawstwo publicznych pieniędzy.
Na taką krytykę przedstawiciel resortu klimatu odpowiada wprost:
– Powinniśmy rozejrzeć się wokół i sprawdzić, jakie są koszty zniszczeń wywołanych ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi oraz późniejszych remontów. Powinniśmy też zapytać o zdrowie nasze i osób najmłodszych i najstarszych, które są szczególnie narażone na wysokie temperatury. Czy naprawdę dostosowywanie miasta do tego, żeby żyło się w nim bezpieczniej, jest bezzasadne? Powinniśmy projektować miasta zielone – wskazał Paweł Jaworski, który pracował też jako architekt zajmujący się urbanistyką.
Zielone inwestycje zbyt pochopne? „Bardzo ważne są konsultacje”
Inną perspektywę nakreśla z kolei Mateusz Sylwestrzak z Inicjatywy Miasto. Jego zdaniem niektóre zielone zmiany są „zbyt pochopne i przesadzone„, czym nie współgrają z konkretnym miejscem.
– Place w centrach miast muszą zachować swoją wielofunkcyjność, aby można było tam organizować uroczystości, wiece, zgromadzenia czy koncerty – nie mogą być więc w pełni zielone i należy zachować tam części utwardzone – zaznacza.
Aktywista przestrzega również przed zjawiskiem tzw. greenwashingu, czyli pozornych działań prośrodowiskowych, które w rzeczywistości zaprzeczają idei zielonej transformacji.
– Takimi rozwiązaniami są np. mocowane na budynkach ogrody wertykalne, które są bardzo drogie w montażu i utrzymaniu. Instalacje te niezwykle rzadko przetrzymują próbę czasu, generują bardzo duży ślad węglowy i mają negatywny wpływ na środowisko – podkreśla.
Jak więc może wyglądać skuteczna zielona transformacja? Sylwestrzak wskazuje na zrealizowany już przez jego stowarzyszenie projekt przy historycznej bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej tuż obok Europejskiego Centrum Solidarności w miejscu dawnej stołówki. – Naszą filozofią jest niedodawanie nowych powierzchni utwardzonych – słyszymy.

– Wszystko zostało zagospodarowane tak, aby powierzchnia była przepuszczalna, a woda retencjonowana w małych nieckach wypełnionych zielenią. Można tam chodzić między bylinami i drzewami. Całość jest nie tylko ekologiczna, ale też ekonomiczna we wdrożeniu i utrzymaniu – wyjaśnia wiceszef Inicjatywy Miasto i kwituje: – Bardzo ważne są konsultacje społeczne i wrażliwość na różne sposoby myślenia.
Chcesz skontaktować się z autorem? Napisz: sebastianprzybyl@polsat.com.pl












