
Od początku stycznia trwa poważna, kumulująca się degradacja ukraińskiego systemu energetycznego przez Rosję. – Siły rosyjskie utrzymywały wysokie tempo ataków na terenie całego kraju. Głównie na elektrownie, podstacje wysokiego napięcia i kluczowe węzły przesyłowe – mówi nam Dejan Lazaroski, odpowiadający za bezpieczeństwo pracownik Polskiej Akcji Humanitarnej w Ukrainie.
Szczególnie dwa potężne, nocne ataki w pierwszym i drugim tygodniu stycznia poważnie uszkodziły infrastrukturę energetyczną. Wciąż odczuwają to mieszkańcy wielu miast, w tym Kijowa.
– Podobnie ciężko mają mieszkańcy miejscowości wokół stolicy – rejon Buczy, Irpienia, Hostomel, Browary, Boryspol. Tam dominuje zabudowa jednorodzinna, a ogrzewanie to rzadziej duże ciepłownie, a częściej – kotły, na przykład gazowe, w domach. Jednak te kotły także potrzebują prądu, żeby działać. Jeśli jest on tylko kilka godzin na dobę, to trudno wystarczająco nagrzać dom – mówi nam Tomasz Grzyb, szef biura PCPM w Ukrainie.
Prąd w Punktach Niezłomności
– W tej chwili w Irpieniu mam prąd, ale nie wiem, jak długo. Może być włączony trzy godziny, później siedem godzin nie będzie – relacjonuje Viktoriia Sliusarenko. – Teraz w mieszkaniu mam 8 stopni Celsjusza – dodaje pracowniczka Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM). Dostawy prądu już wcześniej były przerywane, a po atakach dostęp do elektryczności jest jeszcze krótszy i bardziej nieregularny. Według najnowszych informacji w wielu miejscach miasta prąd jest tylko cztery godziny na dobę, w innych – najwyżej sześć.
Sliusarenko ma 15 minut do najbliższego Punktu Niezłomności. To miejsca – tworzone w szkołach i innych budynkach publicznych, a czasem w namiotach – gdzie można naładować telefony i powerbanki dzięki agregatom prądotwórczym, napić się ciepłej herbaty. To nieco ułatwia radzenie sobie z brakiem prądu, ale niewiele daje wobec niedziałającego ogrzewania.
– Te punkty są teraz oblegane – zauważa Tomasz Grzyb. – Po atakach z pierwszych tygodni stycznia mniej więcej połowa Kijowa pozostawała bez ogrzewania. To – w połączeniu z mrozami – oznacza bardzo trudną sytuację, szczególnie w lewobrzeżnej części miasta – relacjonuje. Co gorsza, gdy wszyscy jednocześnie korzystają z elektryczności włączonej na kilka godzin, pobór jest tak duży, że nie każde urządzenie da się uruchomić. Brak prądu oznacza też często brak wody, szczególnie powyżej drugiego piętra.
– Ograniczone jest działanie komunikacji miejskiej – metro jeździ, choć w ograniczonym zakresie, ale na przykład szybkie tramwaje już nie – mówi Grzyb.
Sytuacja jest ciężka, ale nie widać paniki. Niektórzy starają się przenieść do bliskich czy znajomych w innych częściach miasta, gdzie dostęp do energii jest lepszy – relacjonuje.
– Jedna przyjaciółka pojechała do innego obwodu. Ale w okolicy Kijowa trudno znaleźć miejsce, gdzie byłoby wyraźnie lepiej – mówi Sliusarenko. – Ja sama już raz wyjechałam, z obwodu donieckiego. Więc teraz już nie mam gdzie jechać – dodaje. Obwód doniecki jest w zdecydowanej większości pod rosyjską okupacją i przebiega przez niego część linii frontu.
Ukraina obawia się nowych ataków
Jak podkreśla Dejan Lazaroski z PAH, w Ukrainie nie ustają obawy przed nową falą nalotów, których celem będzie energetyka.
Z dostępnych publicznie informacji wiadomo, że rosyjskie siły są utrzymywane w gotowości. – Z doniesień mediów wynika, że rosyjskie lotnictwo jest gotowe przeprowadzić ataki z użyciem pocisków balistycznych, rakiet i dronów – mówi Lazaroski. Tymczasem ukraińskie służby i firmy z sektora energetycznego wciąż pracują nad naprawą zniszczeń po poprzednich atakach. Lazaroski zwrócił uwagę, że także ekipy remontowe stają się celem rosyjskich ataków – co nie tylko czyni ich pracę niebezpieczną, ale grozi dalszym pogorszeniem sytuacji, kiedy zniszczeń będzie więcej.
Prawdopodobnie śledzą prognozy pogody i czekają, aż w kolejnych dniach temperatura spadnie poniżej -20 stopni Celsjusza. Wiadomo, że celem jest wywarcie jak największego wpływu psychologicznego na cywilną populację – wskazuje ekspert ds. bezpieczeństwa w PAH.
Zespół Polskiej Akcji Humanitarnej w tej chwili prowadzi ocenę potrzeb, we współpracy z innymi organizacjami – aby nie powielać tych samych działań i trafić z pomocą tam, gdzie jest najbardziej potrzebna. – Musimy też zadbać o naszych pracowników. Mamy tu około 50 osób z rodzinami i oni także potrzebują wsparcia w przetrwaniu tego kryzysu – dodaje Lazaroski. Organizacja przygotowuje się na ewentualność całkowitego blackoutu, kiedy nawet na kilka dni zabraknie nie tylko prądu w gniazdkach, ale przestaną działać sklepy, komunikacja publiczna itd.
Milionowe zbiórki na agregaty
W ostatnim tygodniu PCPM dostarczyło do Buczy sześć agregatów prądotwórczych, które będą wykorzystywane głównie w punktach wsparcia mieszkańców.
– Planujemy wysłać kolejny sprzęt, ale w tej chwili sprawdzamy, jakie dokładnie są potrzeby. Spodziewamy się, że ważne mogą być niekoniecznie kolejne generatory, ale na przykład części zamienne i materiały do naprawy, bo sprzęt przy tak dużym obciążeniu ulega awariom – mówi Tomasz Grzyb.
Od kilku dni na stronie pomagam.pl trwa zbiórka „Ciepło z Polski dla Kijowa”, której celem jest zebranie środków na zakup m.in. generatorów, śpiworów i opału. Dotychczas zebrano w niej ponad 3,3 mln zł.
O zbiórce szeroko piszą ukraińskie media jak portal pravda.com.ua. Zwrócił na nią uwagę ambasador Ukrainy w Polsce Vasyl Bodnar.
„Niewiarygodnie! Zbiórka 'Ciepło z Polski dla Kijowa’ przekroczyła już dwa mln złotych! Ten wynik mówi więcej niż sondaży – pokazuje prawdziwe wsparcie Polek i Polaków dla Ukrainy. Bardzo serdecznie dziękujemy za solidarność i człowieczeństwo!” – napisał na Facebooku.
Możesz wesprzeć działania polskich organizacji w Ukrainie, wpłacając przez stronę PCPM, stronę PAH lub zbiórkę organizacji na siepomaga.pl.












