
-
Według oficjalnych danych w Polsce żyje ponad tysiąc młodych osób w wieku 18-25 lat w kryzysie bezdomności, ale eksperci uważają tę liczbę za zaniżoną.
-
Historie młodych ludzi w kryzysie bezdomności opisywane są przez pryzmat doświadczeń przemocy, odrzucenia, problemów zdrowotnych i niewystarczającego wsparcia ze strony systemu oraz rodziny.
-
Fundacja Po Drugie prowadzi punkt pomocowy, mieszkania treningowe i dom dla młodzieży, oferując wsparcie psychologiczne, terapeutyczne oraz rzeczowe.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
– Doświadczenie bezdomności młodych ludzi bardzo często zaczyna się w domu – mówi Interii Agnieszka Sikora, prezes Fundacji Po Drugie, która od lat pomaga młodzieży i młodym dorosłym doświadczającym bezdomności.
Jak podkreśla, ich historie są różne. – Mamy młodzież, która została odebrana rodzinom i trafiła do pieczy zastępczej. Państwo się nimi zajęło, ale gdzieś na końcu tej drogi zabrakło wsparcia albo okazało się ono niewystarczające. Ale jest też coraz większa grupa młodych ludzi, którzy nigdy nie trafili do systemowej opieki. Wychowywali się w rodzinach, które były nimi tylko z nazwy – tłumaczy.
Część z nich sama ucieka z domu przed przemocą. Innych rodziny wyrzucają, bo nie spełniają oczekiwań. – Na przykład dlatego, że są w spektrum autyzmu albo są osobami z niepełnosprawnością intelektualną. Takie historie to nasza codzienność – dodaje.
Kryzys bezdomności w Polsce. „To było piekło, którego nikomu nie życzę „
Ola do Fundacji Po Drugie trafiła miesiąc temu. Ma 19 lat. Bezdomności doświadcza od ośmiu. – Miałam 11 lat, kiedy zmarł mój tata. Zostałam z trójką rodzeństwa i mamą, z którą nigdy nie miałam dobrych relacji. Kiedy tata żył, chronił mnie przed nią. Po jego śmierci poczuła całkowitą samowolkę – opowiada.
Przemoc stała się codziennością. – Znęcała się nade mną psychicznie i fizycznie. Wielokrotnie miałam połamane ręce i nogi. Rodzeństwo nie reagowało. To było piekło, którego nikomu nie życzę – zaznacza.
Ola była wielokrotnie wyrzucana z domu. Na kilka dni, czasem tygodni. – Latem czy wiosną spałam na ławkach. Do szkoły chodziłam normalnie, udając, że wszystko jest w porządku. Starsza siostra pozwalała mi się u siebie wykąpać, ale nocować już nie mogłam – wspomina.
Przez lata nikomu nie mówiła o tym, co dzieje się w domu. – Myślałam, że to normalne, że każdy tak ma. Dopiero kiedy poszłam na urodziny kolegi z klasy, zobaczyłam, jak jego mama go traktuje. Bez krzyku, bez wyrzucania z domu. Troszczyła się o niego. Wtedy zrozumiałam, że coś jest nie tak – mówi. Powiedziała wychowawczyni i szkolnemu psychologowi o swojej sytuacji. – Nie zrobili nic. Dlatego przestałam ufać ludziom – przyznaje.
W wieku 16 lat trafiła do placówki opiekuńczo-wychowawczej. – Pomyślałam, że jeśli sama sobie nie pomogę, nikt mi nie pomoże. Przestałam chodzić do szkoły. Od września do czerwca byłam w niej trzy razy. Wiedziałam, że szkoła będzie musiała coś z tym zrobić. Kiedy trafiłam do placówki, poczułam ulgę – wspomina.
Powrót i znów bezdomność
Po dwóch latach siostra poprosiła ją o powrót do domu i opiekę nad chorą matką. -Zgodziłam się. Znowu były awantury, wyzwiska, bicie. W końcu mama trafiła do DPS-u. Ja zostałam w domu, ale później rodzeństwo mnie wyrzuciło na jej polecenie – opowiada.
Spakowała się w jedną torbę i poszła do przyjaciółki. – Trochę spałam u niej, trochę u chłopaka. Czasem na dworcach albo w parkach. Trwało to kilka miesięcy. Potem znalazłam pracę w sklepie i wynajęłam mieszkanie na pół roku. Myślałam, że w końcu wszystko się ułoży – relacjonuje. Wtedy straciła pracę. – Nie było mnie stać na czynsz. Znowu wylądowałam na ulicy – mówi.
Próbowała wrócić do rodzinnego domu. – Zapytałam mamę o klucze, zgodziła się. W środku nie było już nic. Ani prądu, ani ogrzewania, bo nikt nie płacił rachunków. Na zewnątrz było – 11 st. C, a ja tam spałam. Nie miałam pieniędzy na jedzenie ani środki higieniczne.
– Tata mojej przyjaciółki załatwiał mi czasem jakieś drobne prace, żebym miała na cokolwiek – wspomina. To właśnie przyjaciółka znalazła w internecie Fundację po Drugie. – Tu dostałam herbatę, jedzenie, ubrania i dach nad głową. Wracają do mnie historie z mojego życia. Miałam 12 lat, kiedy zaczęłam się okaleczać. Wolałam czuć ból w ręce czy nodze niż słuchać tego, co mówi do mnie mama i rodzeństwo. Chodzę na terapię, czeka mnie jeszcze wizyta u psychiatry. Czuję się tu bezpieczna, ale moja psychika jeszcze tego nie przyjmuje. Wciąż działa w trybie przetrwania – dodaje.
Ola ma konkretny plan. Chce znaleźć stabilną pracę. – To dla mnie najważniejsze. A potem krok po kroku, terapia i leczenie – dodaje.
Coraz bardziej złożone historie
Według oficjalnych danych w Polsce żyje ponad tysiąc osób w wieku 18-25 lat w kryzysie bezdomności. Rzeczywista skala problemu jest znacznie większa.
– Młodych ludzi zgłasza się do nas z roku na rok coraz więcej i mają coraz więcej problemów – mówi Agnieszka Sikora. Jak dodaje, aż 90 proc. podopiecznych korzysta z pomocy psychiatrycznej. – Potrzebują farmakoterapii, psychoterapii. Coraz częściej mamy też osoby z niepełnosprawnością intelektualną. A to oznacza, że proces przygotowania ich do samodzielnego życia trwa znacznie dłużej – tłumaczy.
Wiele z tych osób w dzieciństwie doświadczało przemocy, odrzucenia i zaniedbania. – Dlatego w wieku 18-19 lat nie są przygotowane do dorosłości tak, jak byłyby, gdyby dorastały w bezpiecznym środowisku – mówi Sikora.
Młodzi w kryzysie bezdomności najczęściej próbują najpierw radzić sobie sami: śpią u znajomych, szukają pracy z zakwaterowaniem. Czasem nocują na dworcach, w nocnych autobusach, w pustostanach. Noclegownie rzadko są ich pierwszym wyborem.
– W takich miejscach nie prowadzi się pracy wychowawczej, a ona jest kluczowa. Każdy z tych młodych ludzi ma inne potrzeby. Jeden musi skończyć szkołę, drugi naprawić zęby, ktoś potrzebuje okularów albo terapii – wyjaśnia.
Najpierw jednak potrzebne są rzeczy podstawowe: łóżko, ciepła kąpiel, jedzenie, czyste ubrania. – A razem z tym poczucie bezpieczeństwa i relacja z kimś dorosłym, kto jest przewidywalny i wspierający – zaznacza.
„Nikt nie zwracał uwagi”
19-letni Mikołaj na wiele miesięcy stracił poczucie bezpieczeństwa. – Miesiąc po moich 18. urodzinach kazano mi się wyprowadzić z domu. Nie uważam się za szczególnie grzecznego chłopaka, ale człowieka się nie wyrzuca. Mam o to ogromny żal do mojej cioci – mówi.
W 2021 roku zmarł jego ojciec. – Nigdy nie mieliśmy dobrego kontaktu. Był tyranem, pił. W końcu mama się z nim rozwiodła – opowiada. Sama wychowywała Mikołaja i czworo jego rodzeństwa.
– Trzy dni po moich 16. urodzinach mama pojechała do szpitala i już z niego nie wróciła. Takiej mamy, jak ja miałem, życzę każdemu. Ale nikomu nie życzę, żeby zobaczył swoją najbliższą osobę w stanie krytycznym: w śpiączce, pod respiratorem, pod wszystkimi tymi rurkami, bez kontaktu. Do dziś czuję ogromną pustkę, to był największy cios w moim życiu – mówi.
Kiedy mama zmarła, był w ósmej klasie. Ciocia stworzyła dla niego i rodzeństwa rodzinę zastępczą. – Dostawała na nas pieniądze z 800 plus i dodatkowe świadczenia. A kiedy chciałem kupić sobie cokolwiek, nie chciała mi dać ani złotówki. Byłem wtedy w pierwszej klasie szkoły zawodowej. Z pieniędzy z praktyk musiałem kupować sobie bilet miesięczny – wspomina.
Miesiąc po 18. urodzinach wyprowadził się do starszego brata. Po kilku miesiącach wynajął pokój. – Padałem na twarz, bo łączyłem szkołę, pracę i praktyki. Potem związałem się z chłopakiem i to był mój największy błąd. Zacząłem eksperymentować z substancjami psychoaktywnymi. Zamieszkaliśmy razem, ale po kilku miesiącach powiedział, że mam się wynosić. Parę razy mnie uderzył. Kiedy przedawkowałem, nawet się tym nie przejął. Od tamtej pory nie biorę żadnych narkotyków – zaznacza.
Na miesiąc trafił do fundacji pomagającej osobom ze społeczności LGBTQA+. Później zamieszkał u koleżanki z pracy. – Któregoś razu przesadziłem na imprezie z alkoholem. Zgubiłem portfel i dokumenty. Wkurzyła się i powiedziała, że nie da rady już mnie u siebie trzymać. Jedną noc spędziłem na dworcu. Potem trafiłem do Fundacji Po Drugie. Najpierw do punktu pomocowego, a później do domu, w którym mieszkam od ośmiu miesięcy – opowiada.
Chodzi na terapię, do szkoły branżowej i pracy. Szuka nowych praktyk, a kiedy tylko może, śpiewa. Od najmłodszych lat to kocha. – Tu mnie w końcu zobaczyli. Wcześniej nikt nie zwracał uwagi. Nikt nie pomyślał, że tak mogę radzić sobie ze śmiercią mamy – imprezami, alkoholem. Zawsze byłem nauczony radzić sobie sam, dlatego trudno mi przyjąć wsparcie. Ale pracuję nad tym. Chcę się ustabilizować, wyprowadzić na swoje – dodaje.
Fundacja po Drugie prowadzi punkt pomocowy na warszawskim Powiślu, mieszkania treningowe oraz dom dla młodzieży z całodobowym wsparciem opiekunów. Wkrótce otworzy także dom dla młodych matek z dziećmi. Chcą pomóc jak największej liczbie młodych osób doświadczających bezdomności. – Jako organizacja pożytku publicznego zachęcamy do przekazania 1,5 proc. podatku i wspierania nas na Patronite – dodaje Agnieszka Sikora.












