
Kasia pragnęła miłości. Kiedy szła na studia, miała za sobą pierwszy dwuletni związek. Choć jej życie towarzyskie kwitło, nie weszła w nową, trwałą relację. Tak się złożyło. Po studiach zdecydowała się założyć konto w aplikacji randkowej. Po przebrnięciu przez wiadomości od klasycznego: „hej, co słychać?”, po: „hej, może numerek?”, umówione spotkania często kończyły się klapą. Dwa krótkie związki i wiele rozczarowań – oto efekt miłości z apki. Koleżanki poznawały tam mężów. Ona nie miała szczęścia.
32-letnia dziś Kasia jest typem klienta, przed którym swoje drzwi otwierają biura matrymonialne i swatki. Metody sprzed wielu, wielu lat – bo tradycja swatania jest stara jak świat – nie wyginęły niczym dinozaury, choć taką przyszłość im wieszczono. Jak więc się mają?
Biuro matrymonialne. Klienci od 30-tki do…
Agata Sybilska jest psychologiem i właścicielem biura matrymonialnego Centrum Ostoya, w branży pracuje 28 lat. Jak wspomina, przed laty biura matrymonialne były kojarzone głównie z osobami starszymi.
– Obecnie mamy klientów w wieku od 28-30, a górnej granicy nie ma. Mieliśmy pana, który w wieku 90-lat znalazł sobie towarzyszkę i wziął ślub, choć to oczywiście wyjątek – mówi Interii.
Przyznaje, że pojawiła się nowa prawidłowość w kwestii wieku. – To jakaś tragedia, dojrzalsze kobiety i mężczyźni chcą młodszych partnerów – przyznaje. A takie oczekiwanie stanowi nie lada wyzwanie dla agencji.
Politycy i gwiazdy. „Nie mogą sobie pozwolić na szukanie w internecie”
Kim są dziś klienci jej biura? Sybilska wyróżnia trzy grupy. Pierwsza to osoby 30+, które chcą założyć rodzinę. Druga to osoby w wieku 40-50 lat, po rozstaniach. Ich dzieci zazwyczaj wyrosły, więc szukają partnera, by wspólnie korzystać z życia. Ostatnia grupa to seniorzy, którzy nie oczekują miłości po grobową deskę, ale relacji towarzysko-przyjacielskiej.
– To osoby zniechęcone poszukiwaniem partnera przez internet, ale i takie, które w ogóle nie mogą sobie na to pozwolić, bo wyobraźmy sobie znanego polityka, aktorkę czy nauczycielkę na portalu randkowym. Tym klientom, którym zależy na dyskrecji – podkreśla.
– Nie mamy w bazie tylu osób, ile jest na portalach randkowych, ale u nas wszyscy są sprawdzani – mówi. Agencja potwierdza tożsamość, stan cywilny, przeprowadza wywiad.
Jak tłumaczy Sybilska, chodzi o tworzenie bezpiecznego miejsca, gdzie można spotkać partnera. Informacje są zweryfikowane, więc na spotkanie nie przychodzi osoba dużo niższa, grubsza i w dodatku bez rozwodu. Waga, wzrost, wiek i stan cywilny są – jak słyszę – tym, na czym najczęściej oszukuje się w sieci.
– Na portalach randkowych możemy polegać tylko na tym, co ktoś nam o sobie powie. Oszuści matrymonialni nie trafiają do biur, bo w nich są prześwietlani – podkreśla.
Wyobraźmy sobie znanego polityka, aktorkę, czy nauczycielkę na portalu randkowym. Tym klientom, którym zależy na dyskrecji.
A może do swatki? W kolejce prawnicy, lekarze, nauczyciele
Anna Guzior-Rutyna znana w sieci jako „swatka Anna” zaczynała 12 lat temu. Jej pierwszymi klienta byli głównie emeryci i renciści. Łatwo nie było. – Ludzie myśleli, że otwieram agencję towarzyską, hejtowali. Wiele osób mówił mi, że są portale randkowe, więc mój biznes padnie. Słyszałam: nie masz szans – wspomina w rozmowie z Interią.
Kiedy po raz pierwszy została zaproszona na wesele osób, które połączyła, poczuła, że to jest to. – Pamiętam moją pierwsza ślubna parę – Małgosię i Huberta. Niesamowita historia, kobieta po przejściach, mężczyzna wdowiec, oboje po 50-tce.. Na wesele zaproszono mnie z mężem. Dostałam oficjalne podziękowania. Wtedy zrozumiałam, że potrafię, że mogę zmieniać czyjeś życie – przekonuje.
Kiedy Anna zmieniała czyjeś życia, życie zmieniło Annie klientów. Dziś nie są to już sami emeryci, ale osoby wykształcone w przedziale wiekowym około 30-60 lat, z zawodem typu: prawnik, lekarz, przedsiębiorca. Podobnie jak w przypadku wcześniejszej agencji matrymonialnej, zgłaszają się także osoby znane, czy pełniące zawodowy zaufania publicznego np. urzędnicy, nauczycielki.
– Często ludzie na szczycie są najbardziej samotni i jednocześnie najtrudniej się im do tego przyznać. Dla otoczenia są zwykle „szczęśliwymi singlami” – dodaje.
Profil jej klientów to zwykle osoby, która inwestowały w pracę. Nie miały więc czasu na relację, albo związki się rozpadały. Mają bagaże doświadczeń, czasami terapie na koncie i albo nie chcą tracić czasu na popularnych portalach, albo tyle razy wybrały źle, że wolą, by wreszcie zrobił to za nich ktoś inny.
– Wiadomo, że na końcu decyduje ta osoba, ale propozycje idą od swatki. Wielu moich klientów ufa ekspertom. Delegują obowiązki w pracy czy w domu, dlatego uznają, że swoje życie osobiste także mogą powierzyć specjaliście – mówi.
I dodaje: To jak z budową domu, określasz jak ma on wyglądać, ale jego wykonanie od postaw zlecasz fachowcom.
Swatka się wtrąca. Co najczęściej negocjuje z klientami?
Kiedy pytam, czym swatka właściwie różni się od biura matrymonialnego, słyszę: „Swatka się wtrąca, doradza, towarzyszy”.
Negocjuje też z listami oczekiwań przedstawianymi przez klientów. Te potrafią być naprawdę wyśrubowane, a wiele kobiet na dzień dobry ogłasza, że mężczyzna zaczyna się od 180 cm. Swatka walczy z tym stereotypem i zachęca klientów do kompromisów.
– Nigdy nie negocjuję wartości. Bo jeśli ktoś pragnie rodziny, nie zaproponuję mu osoby, która nie chce mieć dzieci. Negocjujemy za to kwestie związane z wyglądem. Kobiety często godzą się na niższych facetów niż oczekiwały na początku, kiedy okazuje się, że oni spełniają inne wymagania – mówi Anna Guzior-Rutyna.
Historiami sypie jak z rękawa. Ta jest o klientce, która na portalach randkowych zaznaczała, że chce partnera o wzroście minimum 180 cm.
– Mój klient, który miał 170 cm wzrostu, byłby tam dla niej niewidoczny. Tymczasem ja namówiłam ją na spotkanie i okazało się, że pasują do siebie – opowiada.
Często ludzie na szczycie są najbardziej samotni i jednocześnie najtrudniej się im do tego przyznać. Dla otoczenia są zwykle „szczęśliwymi singlami”.
Poszukiwanie partnera. Najważniejsza elastyczność i…
Kobiety, kiedy słyszą, że zamiast ideału, jest ktoś niższy, w dodatku z lekkim brzuszkiem, często mówią „nie”. Ale swatka tak łatwo nie odpuszcza. Namawia na choć jedno spotkanie. Czasami nic z tego nie wychodzi, czasami klika i nagle okazuje się, że parę centymetrów wzrostu mniej, przy kilku kilogramach więcej wcale nie ma znaczenia.
U osób poszukujących partnera u swatki bardzo ważna jest elastyczność. Nie chodzi o to, by zgadzać się na wszystko, ale by wiedząc, czego naprawdę się chce, być skłonnym do rezygnacji z mniej istotnych cech „tego wymarzonego”.
Kluczem do sukcesu w znalezieniu drugiej połówki wcale nie jest długa lista sprecyzowanych oczekiwań. – Gdyby ktoś naprawdę wiedział, czego chce, to już dawno byłby w związku. Lepiej wiedzieć, czego się nie chce. Kiedy wiemy, czego nie chcemy, wchodzimy w związek świadomiej – mówi swatka Anna.
Listy wymagań urastają czasami do absurdalnych rozmiarów.
– Taka waga, takie włosy, taki kolor oczu itd. a na końcu okazuje się, że łączymy się w pary nie z tymi, którzy najbardziej się nam podobają, ale z tymi, którzy mają w sobie coś, co jest najbardziej istotne z naszej perspektywy – dodaje.
– Ostatnio skontaktowała się ze mną kobieta, która chciała, żebym znalazła dla niej partnera – chirurga szczękowego. Prawdopodobieństwo, że go znajdę i on będzie wolny, w określonym wieku, hetero i co najważniejsze zainteresowany związkiem, graniczy z cudem – opowiada.
Także Agata Sybilska z biura matrymonialnego przyznaje, że najczęstszym problemem w znalezieniu partnera są przesadne oczekiwania. – Czasami mówię wprost: „one brzmią, jakby był pani potrzebny garnitur ze wsadem w środku, a nie człowiek z krwi i kości” – przyznaje.
Interweniują także po randkach
Bywam, że swatki wtrącają się także po randce, kiedy sądzą, że relacja ma potencjał, a jedna osoba skreśla drugą już po pierwszym spotkaniu.
Taką historię przytacza Anna Guzior-Rutyna. Zadzwonił chłopak: „zawaliłem, ta dziewczyna podobała mi się tak bardzo, że byłem straszliwie zestresowany”.
– Próbowałam ratować sytuację. Zadzwoniłam do niej i wypytuję, jak randka, na co słyszę: „pani Aniu, no całkiem przystojny, ale drętwy”. W takich przypadkach zwykle pytam o to, co było pozytywne: czy ktoś był uprzejmy, czy przyniósł kwiaty, czy umiał słuchać, itd. Zwracam też uwagę, że może nie był sobą, bo się zestresował i warto dać mu drugą szansę. Tamta dziewczyna nie była przekonana, ale poszła na kolejną randkę. Chłopak dostał ode mnie dodatkowe rady przed kolejnym spotkaniem i efekt jest taki, że dziś są małżeństwem i mają dzidziusia, bo obojgu zależało na rodzinie – opowiada.
Agata Sybilska podkreśla, że zawsze namawia na drugą czy trzecią randkę. Dlaczego?
– Na pierwszej randce jest szok lub zaskoczenie. Nie każdy sobie z tym radzi i wtedy wypada źle, bo np. gada, co mu ślina na język przyniesie. Druga randka jest z reguły swobodniejsza, a lęk przed partnerem mniejszy. Namawiam też, by sprawdzać się w różnych sytuacjach. Iść do kina i porozmawiać o filmie, czy na zakupy, itp. – mówi Interii.
Są jednak randki, których uratować się nie da. Definitywnie. – Raz miałam panią, która na pierwszej randce wypytywała pana o zarobki. Oboje starsi, prawie emeryci. I ona stwierdziła, że musi wiedzieć, ile potencjalny partner zarabia, na wypadek gdyby zachorował albo zmarł, a ona musiałaby płacić za leki, lub pogrzeb. Gość był przerażony. Usłyszałam: chciała mnie ukatrupić na pierwszej randce – wspomina.
Biuro matrymonialne, swatka. Ile to kosztuje? Sporo
„Jeśli jesteś gotowy/gotowa na świadomą relację i chcesz poznać osobę, z którą naprawdę możesz stworzyć coś pięknego – zapraszam Cię do mojego świata. Zainwestuj w swoje szczęście” – zachęca swatka Anna w swojej ofercie. I trzeba przyznać, że słowo „inwestycja” oddaje charakter kosztów, które trzeba ponieść, by skorzystać z jej usług.
Dostępne są trzy pakiety: nadzieja, złoty i platynowy. Nadzieja jest najtańsza. To pakiet, który kosztuje 8 tys. zł. Za pakiet złoty trzeba zapłacić 30 tys. zł. Oba obejmują sześć miesięcy usług swatki i jej konsultantów.
W przypadku pakietu platynowego cena ustalana jest indywidualnie, ale suma wyjściowa to minimum 59 tys. zł. Obejmuje 12 miesięcy z możliwością pełnej dyskrecji i zapewnia o regularnych ofertach przygotowywanych przez samą Annę.
Dlaczego jest tak drogo? – Dlatego, że to nie jest hurtowania – odpowiada swatka i tłumaczy, że skuteczne swatanie pochłania czas i generuje koszty, a im klientów jest mniej, tym działania mają być skuteczniejsze.
Ceny w biurach matrymonialnych kształtują się na podobnym poziomie, bo jak mówi Agata Sybilska: „biuro matrymonialne to dziś usługa luksusowa”.
– Trzeba trochę wydać. Cena zależy od pakietu i waha się w granicach od kilku do kilkudziesięciu tysięcy. Klientów, którzy wykupią jeden z pakietów zapisujemy na okres od 6 do 12 miesięcy. W ciągu pół roku przekazujemy zwykle kilkanaście dobranych ofert – wyjaśnia.
Tłumaczy ponadto, że konsultanci w biurze matrymonialnym działają jak swatki. Łączą ludzi, którzy najlepiej do siebie pasują. – Ostatecznie po naradach z konsultantami to ja decyduję, jaką ofertę otrzyma klient – mówi.
Oferta to krótki opis danej osoby wraz ze zdjęciem. Do tego dochodzi rekomendacja specjalisty, który tłumaczy, dlaczego wybrano akurat tego kandydata. Następnie klient decyduje, czy chce się spotkać.
Ostatnio skontaktowała się ze mną kobieta, która chciała, żebym znalazła dla niej partnera – chirurga szczękowego. Prawdopodobieństwo, że go znajdę i on będzie wolny, w określonym wieku, hetero i co najważniejsze zainteresowany związkiem, graniczy z cudem.
Co robi swatka za 59 tys. zł?
A jak w przypadku swatki Anny działa najdroższy z pakietów – platynowy (koszt roczny od 59 tys. w górę)? Guzior-Rutyna podkreśla na wstępie, że nie może zdradzić wszystkich metod działania. Ale kreśli następujący scenariusz.
Na początku spotkanie z klientem, najlepiej u niego w domu (w Polsce a nawet zagranicą), choć nie każdy tego chce. – Bardzo lubię to rozwiązanie, bo mogę wejść w buty tego człowieka i lepiej go zrozumieć. Zobaczyć nie tylko jak pracuje, ale przede wszystkim jak żyje, jaki ma gust, jak spędza wolny czas. Chcę zobaczyć nie prezesa, ale gościa po godzinach – mówi.
Po poznaniu platynowego klienta oraz jego oczekiwań – załóżmy, że to mężczyzna – swatka poszukuje kandydatek najpierw w swojej bazie (osoby, które wykupiły pakiety). Organizuje także castingi. I jest to jedyny moment, kiedy można załapać się na randkę zupełnie za darmo.
Najpierw wrzuca nagranie-ogłoszenie, gdzie krótko opisuje, kto poszukuje partnera. Ważne, by opis z jednej strony reklamował klienta i przedstawiał jego cechy, ale z drugiej był na tyle ogólny, by uniemożliwić identyfikację.
– Potem odbywają się wideo rozmowy i dopiero po tych rozmowach decyduję, kogo przedstawię klientowi. Zawsze sugeruję też, która np. z trzech kandydatek byłaby według mnie najbardziej odpowiednia. Decyduje klient i odbywa się pierwsza randka – opowiada.
Nigdy nie ma gwarancji, ale…
Nawet jeśli wyda się ponad 50 tys. zł, nie ma gwarancji, że znajdzie się miłość, choć jak przekonuje Anna Guzior Rutyna, niemal każdy kto trafił do pakietu platynowego był połączony.
– Uśredniając, moja skuteczność to połączenie w pary około 60 proc. osób korzystających z pakietów – zapewnia.
Podobne wyniki ma osiągać biuro matrymonialne Agaty Sybilskiej. – 50 proc. naszych klientów zostało połączonych w pary, są to często trwałe związki – zapewnia.
Czy za odpowiednie pieniądze swatka zawsze stanie na głowie, by umówić satysfakcjonującą randkę i pomóc w zalezieniu partnera?
Kiedy swatki odmawiają klientom?
– Omawiam, kiedy dzwoni do mnie żonaty mężczyzna i mówi, że szuka kochanki. Zresztą mężatki też dzwonią. Czasami komuś się wydaje, że jak zapłaci za np. pakiet złoty, który kosztuje 30 tys. zł to swatka mu znajdzie kochankę. No nie. Nie wyobrażam sobie, żebym miała któregoś z moich klientów postawić w sytuacji, kiedy proponuję mu zamężną osobę – zapewnia swatka Anna.
Rezygnuje także wtedy, gdy wymagania są tak wyśrubowane, że wręcz nierealne. Odmawiać musiała także przy pakietach rodzinnych.
To rozwiązanie, kiedy w proces poszukiwania drugiej połówki, poza swatką, zaangażowani są także najbliżsi. Swatka przekonuje, że to działa, ale pod jednym warunkiem. – Rodzina musi być wspierająca, a nie opresyjna: „kiedy wreszcie kogoś sobie znajdziesz”. W rodzinie wspierającej jej członkowie pomagają wyłuskać pozytywne cechy, wartości i potrzeby osoby, która decyduje się na swatanie. Potem wspierają w całym procesie, szczególnie, kiedy przychodzą trudniejsze momenty czy załamania. A zwykle przychodzą – tłumaczy.
Na pakiet rodzinny nie zgadza się, kiedy to rodzina chce decydować. – Raz zadzwoniła do mnie matka, przedstawiła listę cech jaką powinna mieć partnerka jego syna i zaznaczyła, że to ona chce prowadzić selekcję kandydatek i dopiero ta „najlepsza” mogłaby spotkać się z synem. Od razu powiedziałam, że nie ma takiej opcji – wspomina.
Komu odmawiają w biurze matrymonialnym Agaty Sybilskiej?
Kiedy przychodzą wdowcy i wdowy, którzy dopiero co doświadczyli straty, i tak naprawdę nie są gotowi na nową relację, a na spotkaniu opowiadają głównie o swoim zmarłym małżonku. – Zwłaszcza po pandemii COVID-19 mieliśmy wiele takich sytuacji – przyznaje.
Kolejna grupa to młodzi mężczyźni, których na portalach randkowych szukają starszych kobiet. – Jeżeli trafią do nas do biura i przeprowadzamy rozmowę, szybko można się zorientować, że chodzi o sponsoring. Wtedy także odmawiamy – zaznacza.
Obie specjalistki matrymonialne podkreślają, że na brak klientów narzekać nie mogą.












