
Wojna na Bliskim Wschodzie uniemożliwiła powrót do kraju kilkunastu tysiącom Polaków. Jak poinformował minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski, najwięcej osób, bo ok. 15 tys. turystów i rezydentów, utknęło w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
Polacy są sprowadzani do Polski zarówno lotami rządowymi, jak i komercyjnymi. Podczas gdy jedni cieszą się z bezpiecznego powrotu do domu, inni poddają pod rozwagę wakacyjne plany.
Konflikt w Zatoce Perskiej nie pozostaje bowiem bez wpływu na turystykę.
Jordania, Egipt, Turcja. Rosną obawy turystów
– Nie po raz pierwszy turystyka musi zwolnić tempo w obliczu napięć geopolitycznych i błyskawicznie przestawić się na inne tory. W takich sytuacjach zawsze są przegrani i wygrani. Dla wielu turystów cały makroregion zaczyna być postrzegany jako mniej bezpieczny, co automatycznie przekłada się na spadek zainteresowania podróżami – mówi w rozmowie z Interią Paulina Kossakowska, właścicielka agencji marketingowej specjalizującej się w obsłudze firm z branży turystycznej.
Deficyt zainteresowania odczuła m.in. Jordania, do której ruch turystyczny praktycznie zamarł. Choć na stronach biur podróży, mimo ostrzeżeń MSZ, wciąż widnieją oferty wycieczek do tego kraju.
O swoje plany urlopowe martwią się przede wszystkim osoby, które wykupiły wakacje wEgipcie czy Turcji – jednych z najchętniej wybieranych kierunków.
Niektóre kierunki tanie jak barszcz. „To ewenement”
– Egipt sprzedaje się normalnie, ale zwiększyła się liczba zapytań klientów o bezpieczeństwo pobytu. Podobnie z Turcją, zwłaszcza jej południową częścią. Obecna sytuacja jest niepokojąca zwłaszcza w kontekście faktu pozycji Turcji w rankingu popularności wśród naszych rodaków. To jeden z kierunków oferujących najlepszy stosunek jakości do ceny. Ewentualne zamknięcie dla ruchu turystycznego tureckich kurortów, z punktu widzenia polskich turystów planujących niedrogi wypoczynek, byłby istną katastrofą – informuje w rozmowie z Interią Paweł Kunz, podróżnik, dziennikarz i ekspert branży turystycznej.
Jak dodaje: – Jednocześnie odnotowujemy potężny spadek cen na kierunku egipskim – do rzadkości nie należą oferty, które za kilkaset złotych pozwalają na tygodniowy wypoczynek w Egipcie, w formule all inclusive, z wylotem i powrotem z/do polskiego portu lotniczego. To ewenement.
Kto zatem jest wygranym w tej patowej sytuacji? Choć w kontekście konfliktu zbrojnego trudno mówić o zysku, biznes rządzi się swoimi prawami – również ten turystyczny.
Wakacje 2026. Tu może być najdrożej
Niepewność podróżnych i spadek ruchu turystycznego w jednym regionie sprawia, że inny zyskuje. Tak jest w przypadku Europy Południowej.
– Niestety, nie żyjemy w próżni, a sektor turystyczny to system naczyń połączonych m.in. bezpieczeństwem. Wzrost cen w biurach podróży już teraz jest widoczny. Obserwując średnią cenę transakcyjną wyjazdów zorganizowanych do „bezpiecznych” krajów Europy Południowej i Zachodniej, takich jak Grecja czy Włochy, tendencja jest wyraźna – dodaje Kunz.
W obliczu konfliktu, turystyczny „boom” może przeżyć również Polska. Już w 2025 roku odnotowano rekord w postaci blisko 40 mln turystów goszczących w bazach noclegowych. Według danych GUS-u, turystyka odpowiada za ok. pięć proc. polskiego PKB. Wzrost zainteresowania naszym krajem jako kierunkiem podróży zdecydowanie umocniłby pozycję tej gałęzi gospodarki.
– Na takiej sytuacji (osłabieniu turystyki na Bliskim Wschodzie – przyp. red.) mogą skorzystać kierunki europejskie, które – obserwując wzrost popytu – będą podnosić ceny. Finalnie także oferta turystyczna w Polsce może przyciągnąć w tym roku więcej klientów, zarówno rodaków, jak i obcokrajowców – stwierdza Kossakowska.
Gorące lato w mrożących cenach
Zdaniem naszych ekspertów, wzrost cen wycieczek może wynieść od kilku do kilkunastu procent. Biura podróży, obiekty noclegowe czy linie lotnicze naturalnie będą musiały odrobić straty. Dura lex, sed lex. Ich ruchy biznesowe nie pozostaną obojętne dla kieszeni Polaków.
– Za moment dojdą do tego kwestie podwyżek cen biletów lotniczych. Przy wzroście kosztów (mowa głównie o cenie paliwa lotniczego) ewentualna korekta taryf i cen biletów w systemach rezerwacyjnych będzie po prostu biznesową koniecznością. Na szczęście to proces rozłożony w czasie, a obecne operacje lotnicze odbywają się na podstawie kontraktów zabezpieczających cenę paliwa (hedging) sprzed kilku kwartałów – wyjaśnia Kunz.
Osładzać gorycz kosztownych wyjazdów zdaje się fakt, że prawdopodobnie przyjdzie w końcu moment, w którym turystyka w Zatoce Perskiej zacznie się odradzać. Wówczas ceny wyjazdów w tamten region będą przystępne.
– Historia podobnych przypadków pokazuje, że gdy tylko sytuacja na Bliskim Wschodzie ustabilizuje się i przestrzeń powietrzna zostanie w pełni otwarta, hotele i linie lotnicze będą kusiły podróżnych atrakcyjnymi cenami – kwituje Kossakowska.
Płatne loty ewakuacyjne?
Napięta sytuacja na Bliskim Wschodzie trwa od dawna. Równie długo przed wyjazdem w tamten region ostrzega polskie MSZ. Mimo tego, po wybuchu wojny, w rejon Zatoki Perskiej udało się ponad 700 osób, w tym 37 dzieci poniżej 15 r.ż.
– Mam nadzieję, że nie będą domagać się ewakuacji na koszt podatnika – skomentował w mediach społecznościowych Radosław Sikorski.
Szef resortu spraw zagranicznych poszedł o krok dalej i zaapelował o poparcie nowelizacji ustawy, zgodnie z którą powrót Polaków z miejsc objętych rządowymi alertami byłby płatny.
– Proszę państwa o poparcie dla takiej zmiany ustaw, aby za powrót do kraju samolotem rządowym lub wojskowym z miejsc, gdzie były ostrzeżenia o niebezpieczeństwie można było pobierać opłatę – napisał na platformie X wicepremier.
Na razie nie wiadomo, ile finalnie wyniesie ewakuacja Polaków z Bliskiego Wschodu. Europejczycy, którzy zdecydowali się na powroty do domów lotami komercyjnymi, musieli zapłacić za bilet nawet 2300 euro (ok. 9780 zł).



![Czarnek kandydatem PiS na premiera. Polacy ocenili wybór Kaczyńskiego [SONDAŻ] Czarnek kandydatem PiS na premiera. Polacy ocenili wybór Kaczyńskiego [SONDAŻ]](https://bi.im-g.pl/im/15/26/1f/z32662549IER,Przemyslaw-Czanek.jpg)








