
-
Doradcy duńskiej partii Sojusz Liberalny zaproponowali stworzenie wspólnej broni jądrowej krajów nordyckich, nazwanej „Mjölnir”.
-
Eksperci wskazują na techniczne, polityczne i prawne trudności oraz ryzyko związane z reakcjami Rosji i USA. W rozmowie z Interią oceniają też szanse Polski na pozyskanie broni nuklearnej.
-
Generał Mieczysław Bieniek odradza udział w nordyckim programie jądrowym, wskazując na skuteczność obecnego parasola nuklearnego NATO.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Duńczycy swój projekt nazwali „Mjölnir” – w nordyckiej mitologii to legendarny młot boga burzy Thora. Z inicjatywą wyszli doradcy opozycyjnej partii Sojusz Liberalny. Pomysł przedstawili na łamach dziennika „Berlingske”.
Autorzy argumentują, że w ostatnich tygodniach napięcia w relacjach Stanów Zjednocznych i Europy były przełomowe. Dlatego chcą, by Dania zbudowała własny program nuklearny ze Szwecją, Norwegią, Finlandią i opcjonalnie Islandią. Podkreślają też, że broń jądrowa ma ochronić kraje nordyckie w nowej „epoce drapieżników”.
Autorzy pomysłu – Nicolai Svejgaard Poulsen oraz Morten Møller Sørensen twierdzą, że stosunkowo szybko można byłoby rozpocząć proces wzbogacania uranu, ponieważ Szwecja i Finlandia dysponują reaktorami jądrowymi. Nowa broń miałaby podlegać pod wspólne dowództwo.
Młot Thora i „załamanie wiarygodności amerykańskich gwarancji”
Na początku można zadać pytanie, dlaczego taka broń nie powstała do tej pory. Od 1968 roku obowiązuje Układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, do którego przystąpiła większość państw na świecie. Zasada jest prosta: broń jądrową mogą mieć tylko te państwa, które miały ją w momencie podpisania traktatu.
Jednak prof. Rafał Kopeć w rozmowie z Interią stawia tezę, że możemy obserwować początek procesu odrzucania układu. – W ostatnim roku coraz więcej mówi się o pozyskaniu broni nuklearnej chociażby w Japonii, Korei Południowej i właśnie krajach nordyckich. To już nie jest temat abstrakcyjny – podkreśla kierownik Katedry Myśli Strategicznej Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie.
Profesor zaznacza, że powody są dwa. – Po pierwsze broń nuklearna została użyta przez Rosję do szantażu Ukrainy i Zachodu. Druga kwestia to załamanie wiarygodności amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa w związku ze sprawą Grenlandii. Nawet jeśli Amerykanie nie pójdą zbyt daleko w groźbach, mleko już się wylało. Wiarygodność będzie bardzo trudno odbudować – uważa Kopeć.
Czy zatem Skandynawia będzie w stanie podjąć decyzję o własnej broni jądrowej? – Scenariusz jest wyobrażalny, natomiast nie sądzę, żebyśmy byli blisko tego w tym momencie – mówi Interii Artur Kacprzyk, analityk ds. odstraszania nuklearnego w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.
– Może się zmaterializować, jeżeli dojdzie do trwałego podziału transatlantyckiego, dalszego i poważnego pogłębienia się obecnego kryzysu w NATO, zwłaszcza jeżeli USA użyją siły wobec Grenlandii – dodaje ekspert. Tłumaczy też, jakie trudności czekają ewentualny skandynawski program jądrowy.
Otwarcie czy w tajemnicy?
Kacprzyk zwraca uwagę, że w latach 60. Szwecja była o krok od pozyskania własnej broni jądrowej. Zrezygnowała w obliczu przyjęcia wspomnianego układu. Analityk podkreśla też, że nawet gdyby próbować pozyskać taką broń w tajemnicy, to współcześnie nie jest to proste.
– Potajemne łamanie tego traktatu jest utrudnione przez to, że ustanowił on system monitorowania cywilnych programów nuklearnych przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej. Od czasu podpisania układu wzmocniono też reżimy eksportu wrażliwych technologii nuklearnych, czyli tych najbardziej przydatnych w pracach nad bronią jądrową – mówi Interii.
Wykrycie programu wiązałoby się z niebezpieczeństwem, że Rosja uderzy na instalacje jądrowe, by powstrzymać prace nad arsenałem nuklearnym
Ekspert dodaje, że takie działania wiążą się z ryzykiem, bo pierwsza przeciwko nowym programom jądrowym będzie protestować Moskwa.
– Na przestrzeni dekad wzmocniły się narodowe zdolności wywiadowcze i zwiadowcze. Dzisiaj, gdyby państwa nordyckie podjęły próbę zdobycia broni jądrowej, to ryzyko wykrycia tego programu byłoby o wiele większe niż wtedy, kiedy Szwecja próbowała tę broń zdobyć. Wykrycie programu wiązałoby się zaś z niebezpieczeństwem, że Rosja uderzy na instalacje jądrowe, by powstrzymać prace nad arsenałem nuklearnym, tak jak np. uczyniły w zeszłym roku USA z Izraelem przeciwko Iranowi – wskazuje ekspert.
Czego potrzeba, by zrealizować program?
Na drodze do nordyckiego programu jądrowego konieczne będzie również przezwyciężenie przeszkód technicznych.
– Dania z państw skandynawskich jest w najsłabszym położeniu. Ani nie posiada dziś reaktorów nuklearnych, ani nie ma złóż uranu na głównej części swojego terytorium. Do zdobycia broni nuklearnej potrzebny jest natomiast albo uran, który trzeba jeszcze przetworzyć i wzbogacić, albo pluton, który można odzyskać z paliwa wykorzystanego w reaktorach nuklearnych. Akurat złoża uranu znajdują się na Grenlandii, ale nie są eksploatowane w tym momencie – tłumaczy Kacprzyk.
Ponadto, żeby posiadanie broni jądrowej miało sens, konieczne jest posiadanie środków jej przenoszenia, czyli rakiet o odpowiednio dużym zasięgu. Ważna jest również technologia miniaturyzacji głowicy nuklearnej, tak by zmieściła się w rakiecie. Zdaniem naszego rozmówcy ewentualny nordycki program jądrowy potrzebowałby co najmniej kilku lat.
Jednak Kacprzyk przyznaje, że skandynawski przemysł zbrojeniowy poradziłby sobie z zadaniem. I nie tylko skandynawski.
– Polska byłaby w stanie wyprodukować broń nuklearną, ale byłby to długotrwały i ryzykowny proces. Sensowność podjęcia takiego kroku będzie zależeć przede wszystkim od tego, jaka będzie przyszła wiarygodność sojusznicza USA, ale istotna będzie też postawa największych sojuszników europejskich – zaznacza ekspert.
Generał Bieniek mówi wprost: Odradzałbym ministrowi
Być może skandynawskie ambicje są szansą również dla Polski, by przyłączyć się do programu własnej broni jądrowej. Generał Mieczysław Bieniek jest doradcą społecznym ministra obrony narodowej. Zapytaliśmy, czy gdyby udział w nordyckim programie jądrowym był możliwy, to doradzałaby taki ruch szefowi MON.
– Nie doradzałbym – mówi krótko generał. – Mamy parasol jądrowy i mocarstwa, które posiadają broń jądrową. Taki pomysł to podkręcanie napięcia. To jest luźny temat wymyślony przez polityków opozycyjnych Danii. To tak jakby jakiś nasz opozycjonista powiedział: budujmy z krajami bałtyckimi broń jądrową. To długotrwały proces, mimo że technologie są dzisiaj zaawansowane. To niczemu nie służy. Myślę, że parasol jądrowy jest dość skuteczny i nie musimy się tutaj obawiać – argumentuje Bieniek.
Dopytujemy czy zdaniem generała amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa nie osłabły w czasach prezydentury Donalda Trumpa.
– One są nieco inne, ale ciągle są. Rok prezydentury Trumpa upłynął pod znakiem różnego rodzaju transakcji. Poszerzania wpływów i uznania. On sam uznaje się za najmądrzejszego, najbardziej władczego. To spełnienie jego programu MAGA. Pamiętajmy, że na wszystko jest jeszcze potrzebna zgoda Kongresu. On niektóre rzeczy robi teraz bez zgody, ale prędzej czy później to będzie inaczej wyglądać – zaznacza generał.
Bieniek podkreśla również, że „dzięki zdecydowanej postawie prezydenta Trumpa państwa NATO zwiększyły swoje budżety i dzięki temu NATO jest silniejsze„.
– Amerykanie mają za dużo interesów gospodarczych, politycznych i społecznych, żeby opuścić Europę. My z kolei mamy kontakty bilateralne z USA i wielostronne z NATO. I nie zapominajmy, że jeśli kiedykolwiek dojdzie do konfliktu z Chinami, mam nadzieję, że nie, to z kim Amerykanie będą musieli być w sojuszu? Tylko z Europą i ewentualnie z krajami na Dalekim Wschodzie: Japonią, Koreą, Australią i Nową Zelandią. Ameryka nie może sama prowadzić szeroko zakrojonej polityki i Trump o tym dokładnie wie – ocenia Mieczysław Bieniek.
Reakcja USA i Rosji. Potrzebny bilans zysków i strat
Zarówno Rafał Kopeć, jak i Artur Kacprzyk podkreślają, że decyzja o własnym programie jądrowym musi być poprzedzona poważnym bilansem zysków i strat. Szczególnie w kontekście reakcji Waszyngtonu.
– Od lat 60. XX wieku Amerykanie niejednokrotnie próbowali zapobiegać zdobyciu broni nuklearnej nie tylko przez ich rywali, ale i sojuszników – w tym celu USA zarówno wywierały presję, jak i utrzymywały, i wzmacniały sojusze. W przypadku wykrycia polskich prac nad bronią nuklearną mogliby naciskać na ich zatrzymanie, grożąc zmniejszeniem obecności wojskowej w Polsce lub w ogóle wycofaniem się ze zobowiązań sojuszniczych – przestrzega analityk PISM.
Amerykanie niejednokrotnie próbowali zapobiegać zdobyciu broni nuklearnej nie tylko przez ich rywali, ale i sojuszników
Do tego jest jeszcze wątek reakcji Kremla. – Rosja na pewno podjęłaby działania, żeby zatrzymać nasz program jądrowy – zwraca uwagę profesor Kopeć.
Specjalista wskazuje też, że wspólny program jądrowy jest o tyle kłopotliwy, że posiadanie broni jądrowej ma największy sens, kiedy broń ta jest wyłącznie pod narodową kontrolą właściciela. Dodaje, że z drugiej strony być może w grupie państw łatwiej byłoby przeforsować pomysł pozyskania broni na arenie międzynarodowej.
W kontekście programu nuklearnego Artur Kacprzyk zwraca uwagę również na konieczność analizy reakcji państw na Starym Kontynencie.
– Sądzę, że w tym momencie większość państw europejskich nie jest przyjazna pozyskaniu broni jądrowej przez kolejne kraje NATO i UE. Będą się bały, że zostaną wciągnięte w wojnę z Rosją, jeśli ta wykryje i zaatakuje programy nuklearne ich sojuszników. Możliwe jednak, że to nastawienie zmieni się, gdyby USA wycofały się z Europy – wtedy ryzyko konfliktu i tak drastycznie wzrośnie – ocenia ekspert.
– W razie trwałego kryzysu w relacjach z USA wiele państw prawdopodobnie będzie w pierwszej kolejności chcieć uzyskać większą ochronę ze strony sił nuklearnych Francji i Wielkiej Brytanii. Oba kraje już podejmują działania w tym kierunku, choć nie jest jasne, jak dużo będą skłonne jeszcze zrobić – zaznacza analityk PISM i dodaje, że jest jeszcze jedna alternatywa dla ambicji nuklearnych.
– Część państw europejskich może też próbować zbliżyć się do statusu „nuklearnego państwa progowego”. Czyli takiego, które nie pracuje nad bronią nuklearną, ale posiada technologie i zaplecze, które pozwoliłoby na jej relatywnie szybkie pozyskanie w razie podjęcia odpowiedniej decyzji. Wśród sojuszników USA państwami takimi są zwłaszcza Japonia i Niemcy, a w mniejszym stopniu Korea Południowa – tłumaczy Artur Kacprzyk w rozmowie z Interią.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na jakub.krzywiecki@firma.interia.pl
-
„Handlowa bazooka” i as w rękawie. UE szykuje kontruderzenie w Trumpa
-
Tusk o „końcu świata, jaki znamy”. Wskazał, jaki będzie ruch Polski ws. Grenlandii











