
-
Policja sprawdza działania grupy „Bronimy Polskiej Granicy”, której zachowanie w Warszawie wobec cudzoziemców wzbudziło wątpliwości co do legalności.
-
Sprawa dotyczy ewentualnego przywłaszczenia funkcji publicznej, a kluczowe znaczenie mają relacje osób, z którymi członkowie grupy rozmawiali.
-
Adwokat dr Bartosz Fieducik zwraca uwagę, że ubiór podobny do munduru oraz wyzyskiwanie błędnego przeświadczenia może w określonych sytuacjach wypełniać znamiona przestępstwa.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Jak wynika z naszych informacji, sprawa grupy „Bronimy Polskiej Granicy” jest na etapie rozpoznania przez policję. Nie trafiła jeszcze do prokuratury. Funkcjonariusze Komendy Stołecznej Policji przede wszystkim ustalają, co dokładnie członkowie grupy zrobili.
„Nie ma i nie będzie żadnej zgody na to, aby jakiekolwiek osoby podszywały się pod funkcjonariuszy, legitymowały obywateli czy udawały przedstawicieli służb mundurowych. Takie zachowania są niedopuszczalne w państwie prawa” – przekazała rzecznika MSWiA Karolina Gałecka.
„Bronimy Polskiej Granicy” i rekcja służb
W internetowym wpisie wskazała też konkretny przepis – art. 227 Kodeksu karnego, czyli przywłaszczenie funkcji publicznej.
Kto, podając się za funkcjonariusza publicznego albo wyzyskując błędne przeświadczenie o tym innej osoby, wykonuje czynność związaną z jego funkcją, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku
„Działania tego typu powodują eskalację strachu i napięć społecznych oraz poważnie podważają zaufanie obywateli do Policji i innych służb mundurowych” – komentowała Gałecka.
Jednak udowodnienie rzeczywistego złamania prawa wcale nie musi być proste.
Politycy Brauna i „nocne patrole” w Warszawie
„Bronimy Polskiej Granicy” sama siebie opisuje jako „Grupę mężczyzn dla których najważniejsza jest ich rodzina. Bóg Honor Ojczyzna i tego będziemy bronili, nie pozwolimy na to, by krzywdzono nasze Kobiety, robiono krzywdę dzieciom, aby nasze wartości, nasza wiara została niszczona i sponiewierana”.
Publikuje też filmy o swoich działaniach. Ostatnio promuje swoje „nocne patrole” w stolicy. Na nagraniach widać jak członkowie grupy rozmawiają z obcokrajowcami.
Na jednym z filmów z Dworca Centralnego w Warszawie pada zdanie: „(…) Będziemy wypytywali skąd są przybysze, zadawali im pytanie, po co przyjechali i czy mają jakiekolwiek dokumenty”. Lektor mówi też, że patroli będzie więcej.
Rozpytywanie samo w sobie nie jest przestępstwem. Adwokat, dr Bartosz Fieducik w rozmowie z Interią wskazuje, że taka narracja brzmi pokrętnie, jak wymówka, dzięki której będzie można wykręcić się ze znamion przestępstwa. Ale nie oznacza to, że się uda.
Złamano prawo? Kluczowe relacje świadków
Policjanci zajmujący się sprawą w rozmowie z Interią przyznają, że na filmach trudno dopatrzyć się złamania prawa. Inaczej sprawa wyglądałaby w sytuacji, gdyby funkcjonariusze ustalili, że BPG żąda od obcokrajowców dokumentów tożsamości.
Dlatego dr Fieducik podkreśla, że kluczowe są relacje osób, z którymi rozmawiali członkowie grupy.
– Zgodnie z polskim prawem tylko uprawnione organy takie jak Straż Graniczna czy Policja mają prawo legitymować osoby i żądać dokumentów potwierdzających tożsamość, legalność czy cel pobytu w Polsce. Jeśli tego typu pytania o cel przyjazdu do Polski i prośby o okazanie dokumentów wypowiedziane są przez osoby umundurowane, to możemy w konkretnych okolicznościach mówić o wypełnieniu znamion przestępstwa przywłaszczenia funkcji publicznej z art. 227 k.k. – tłumaczy nasz rozmówca.
Wskazuje przy tym na fragment przepisu o „wyzyskiwaniu błędnego przeświadczenia” osoby wprowadzanej w błąd.
Ubieranie się w stroje munduropodobne może właśnie świadczyć o chęci wprowadzenia w błąd rozmówcy, że ma do czynienia z funkcjonariuszami Policji czy Straży Granicznej
W części medialnych relacji pojawiła się informacja, że członkowie BPG przebrani są w wojskowe mundury. Nie są. Noszą zielone bluzy z polskimi naszywkami, ale nie stroje, które formalnie spełniałyby kryteria munduru Wojska Polskiego lub innej służby.
– Osoby, które tak zachowują się wobec obcokrajowców nie muszą wcale podawać się za funkcjonariuszy Policji czy Straży Granicznej. Dla bytu przestępstwa wystarczy wyzyskanie błędnego przeświadczenia o tym innej osoby – wyjaśnia prawnik.
– O tym zatem czy mamy do czynienia z przestępstwem będzie decydować często relacja cudzoziemca o tym jak był potraktowany i czy myślał, że ma do czynienia na przykład ze Strażą Graniczną. Ubieranie się w stroje munduropodobne może właśnie świadczyć o chęci wprowadzenia w błąd rozmówcy, że ma do czynienia z funkcjonariuszami Policji czy Straży Granicznej – podsumowuje dr Fieducik.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na jakub.krzywiecki@firma.interia.pl
-
„Zamieniali nas w służących”. Raport, który może wstrząsnąć warszawską policją
-
Wystawiali fałszywe dokumenty cudzoziemcom. Grupa przestępcza rozbita












